13.09.2026, 17:34 ✶
- Postaram się - kiwnęła głową. Było coś kojącego w tym, że Levi nie oczekiwał od niej natychmiastowej odpowiedzi. Nie wymagał, by już teraz wiedziała, jak rozwiązać problem, którego właściwie nikt przed nią nie rozwiązywał. Wystarczało mu, że spróbuje. I może właśnie dlatego jego wiara nie ciążyła tak bardzo, jak mogłaby wiara kogoś innego.
W ogrodzie Vulcor przemknął obok nich. Przez chwilę obserwowała zwierzaka, który zataczał szerokie kręgi nad ogrodem, a światło późnego dnia ślizgało się po jego łuskach. W powietrzu wciąż tkwiło coś z niedawnych wydarzeń - może ledwie uchwytny zapach dymu, może tylko wspomnienie dusznej nocy, która zdawała się odcisnąć ślad nawet na murach Avery Hall. Teraz jednak ogród był spokojny, co sprzyjało rozmowie.
- I tu się mylisz. Wysłuchałam całego wykładu, jakie jej życie jest interesujące. W przeciwieństwie do mojego, bo cóż ja mogę wiedzieć o życiu, skoro całe dnie przesiaduję w zatęchłej galerii - kontynuowała, częściowo cytując Aristę. Ostatnie słowa wymówiła z przesadną starannością, jakby każde z nich ważyła na języku przed wypuszczeniem w świat. "Zatęchła galeria" szczególnie przypadła jej do gustu. Miała w sobie coś tak niedorzecznego, że Astoria przez moment musiała powstrzymać uśmiech. OdNowa nie przypominała przecież zatęchłej piwnicy pełnej pajęczyn i starych skrzyń. Przeciwnie - przestronne sale, wysokie sklepienia, chłód marmurowych posadzek, aura nienachalnego bogactwa tworzyły miejsce, w którym sztuka miała niemal własny oddech. Nie oczekiwała jednak, żeby osoba pokroju Aristy miała o tym jakiekolwiek pojęcie. To i tak była tylko marna próba wbicia szpili, nic czym Astoria mogłaby się przejmować. Nie miała więc poczucia, że jej życie było szczególnie ubogie w doświadczenia. Wręcz przeciwnie. Czasami odnosiła wrażenie, że problem polegał raczej na tym, iż zbyt wiele rzeczy próbowało znaleźć dla siebie miejsce naraz.
- Nie, nie. Nie martw się. Nie śpieszy mi się do ślubu - odparła lekko. Nie uważała się za starą pannę, skoro jeszcze na początku tego roku była zaręczona. Nie rozwijała jednak tematu, żeby nie przywoływać smutnych wspomnień u Leviathana. W końcu stracił brata, a Astoria doskonale znała ten rodzaj bólu. Dlatego też pozostawiła tę część swojej przeszłości nietkniętą, nie chcąc przypadkiem dotknąć miejsca, które w nim wciąż mogło być świeże.
Siedzieli jeszcze jakiś czas, pozwalając rozmowie toczyć się własnym rytmem i od czasu do czasu milknąc bez niezręczności. Vulcor w końcu zniknął gdzieś pomiędzy drzewami, a ogród stał się niemalże zupełnie cichy. Kiedy jednak chłód zrobił się zbyt dotkliwy, czarownica uznała, że dalsze siedzenie na zewnątrz przestaje mieć sens. Wieczór jeszcze się jednak nie kończył, a skoro pierwsza butelka wina zdążyła już prawie zniknąć, druga wydawała się całkiem rozsądnym sposobem, by pozwolić tej spokojnej nocy trwać jeszcze trochę dłużej.
W ogrodzie Vulcor przemknął obok nich. Przez chwilę obserwowała zwierzaka, który zataczał szerokie kręgi nad ogrodem, a światło późnego dnia ślizgało się po jego łuskach. W powietrzu wciąż tkwiło coś z niedawnych wydarzeń - może ledwie uchwytny zapach dymu, może tylko wspomnienie dusznej nocy, która zdawała się odcisnąć ślad nawet na murach Avery Hall. Teraz jednak ogród był spokojny, co sprzyjało rozmowie.
- I tu się mylisz. Wysłuchałam całego wykładu, jakie jej życie jest interesujące. W przeciwieństwie do mojego, bo cóż ja mogę wiedzieć o życiu, skoro całe dnie przesiaduję w zatęchłej galerii - kontynuowała, częściowo cytując Aristę. Ostatnie słowa wymówiła z przesadną starannością, jakby każde z nich ważyła na języku przed wypuszczeniem w świat. "Zatęchła galeria" szczególnie przypadła jej do gustu. Miała w sobie coś tak niedorzecznego, że Astoria przez moment musiała powstrzymać uśmiech. OdNowa nie przypominała przecież zatęchłej piwnicy pełnej pajęczyn i starych skrzyń. Przeciwnie - przestronne sale, wysokie sklepienia, chłód marmurowych posadzek, aura nienachalnego bogactwa tworzyły miejsce, w którym sztuka miała niemal własny oddech. Nie oczekiwała jednak, żeby osoba pokroju Aristy miała o tym jakiekolwiek pojęcie. To i tak była tylko marna próba wbicia szpili, nic czym Astoria mogłaby się przejmować. Nie miała więc poczucia, że jej życie było szczególnie ubogie w doświadczenia. Wręcz przeciwnie. Czasami odnosiła wrażenie, że problem polegał raczej na tym, iż zbyt wiele rzeczy próbowało znaleźć dla siebie miejsce naraz.
- Nie, nie. Nie martw się. Nie śpieszy mi się do ślubu - odparła lekko. Nie uważała się za starą pannę, skoro jeszcze na początku tego roku była zaręczona. Nie rozwijała jednak tematu, żeby nie przywoływać smutnych wspomnień u Leviathana. W końcu stracił brata, a Astoria doskonale znała ten rodzaj bólu. Dlatego też pozostawiła tę część swojej przeszłości nietkniętą, nie chcąc przypadkiem dotknąć miejsca, które w nim wciąż mogło być świeże.
Siedzieli jeszcze jakiś czas, pozwalając rozmowie toczyć się własnym rytmem i od czasu do czasu milknąc bez niezręczności. Vulcor w końcu zniknął gdzieś pomiędzy drzewami, a ogród stał się niemalże zupełnie cichy. Kiedy jednak chłód zrobił się zbyt dotkliwy, czarownica uznała, że dalsze siedzenie na zewnątrz przestaje mieć sens. Wieczór jeszcze się jednak nie kończył, a skoro pierwsza butelka wina zdążyła już prawie zniknąć, druga wydawała się całkiem rozsądnym sposobem, by pozwolić tej spokojnej nocy trwać jeszcze trochę dłużej.
Koniec sesji
learn the rules
then break some
then break some