Coś w tym było. Prue nie należała do osób, które łatwo się poddawały. Trochę czasu musiałoby minąć nim przyznałaby mu rację, a istniała też szansa, że nawet gdyby stali tutaj do rana, to by tego nie zrobiła. Była uparta równie mocno co on.
- Nie wydaje mi się, żebym słyszała doskonale. - Powiedziała jeszcze. Zdecydowanie słyszała co powiedział, jednak wolała brnąć w swoją wersję, tak było prościej. Spodziewała się tego, że Benjy nie odpuści jej łatwo, nie miał w zwyczaju tak robić, niespecjalnie się tym przejmowała, nie był to ich pierwszy raz, jeśli chodzi o podobną wymianę zdań.
- Tak, faktycznie, zapomniałeś jeszcze o ego, podejrzewam, że w Twoim przypadku to ono powoduje tę sporą masę. - Skoro już zaczął to rozkładać na części pierwsze, to nie mogli zapomnieć o tym, co najważniejsze.
- Ja po prostu stwierdziłam fakt, to tyle, każdy kto ma oczy przecież to widzi. - Nie musiała być uzdrowicielką, aby stwierdzić, że jest wielki i dużo cięższy od niej, to było przecież bardzo oczywiste. Nie powinien zresztą tego traktować jako obrazy, widać było, że pracował nad swoim ciałem, a konsekwencjami tego była jego dość spora masa. Przynajmniej mógł bez problemu uszkodzić swój przedmiot, w jej przypadku okazało się to być dużo bardziej skomplikowane.
Druga próba również zakończyła się niepowodzeniem, co spowodowało, że zaczęła prowadzić negocjacje ze wszechświatem. Naprawdę nie miała wielkich oczekiwań, chciała tylko utopić ten diadem, pomyśleć przy tym trochę o przyszłości i to by było na tyle.
Posłała swojemu mordercze spojrzenie, kiedy postanowił się zaśmiać. Ona tutaj walczyła z całym wszechświatem, a on parskał ze śmiechu? Jak tak mógł. Pokręciła jeszcze głową z dezaprobatą.
- Tak, już widzę jak samym uporem uszkadzam ten diadem. - Oczywiście nie zamierzała się jeszcze poddać, zależało jej na tym, aby wszystko zostało zrobione jak trzeba, więc podjęła kolejną próbę. Podskoczyła i tym razem przedmiot nie wbił się w ziemię, usłyszała łoskot, co sugerowało, że trochę go popsuła.
- Nareszcie. - Powiedziała z ulgą, po czym podniosła diadem. Udało jej się go wystarczająco uszkodzić, więc pozostawało im teraz tylko utopić podarunki. Jej twarz zrobiła się nieco różowa, musiała włożyć sporo energii w to, aby osiągnąć cel, ale była zadowolona, że w końcu udało jej się to zrobić samodzielnie.
- Pozostaje tylko je utopić, z tym raczej nie powinniśmy mieć problemu. - Dodała jeszcze, oby faktycznie tak było, bo istniała jeszcze szansa, że któreś z nich przypadkowo ugrzęźnie, a tego też wolałaby uniknąć.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control