Choćby nie wiadomo jak to odwlekali, to ten moment musiał nadejść. Jesień na dobre rozgościła się w Wielkiej Brytanii, a zbliżające się Samhain to potwierdzało. Spora część jesieni już za nimi, teraz miała rozpocząć się zresztą ta mniej przyjemna, ciemniejsza, chłodniejsza nie zachęcająca do wychodzenia z domu.
Jako, że do sabatu zostało ledwie kilka dni, to wypadało zadbać o odpowiednią atmosferę. Prudence należała do osób, które lubiły dzień święty święcić, przez lata zbierała najróżniejsze drobiazgi dzięki którym dom miał zostać odpowiednio przystrojony, a co najważniejsze miała też dostęp do skarbów babci, a to oznaczało, że to miejsce miało naprawdę wyglądać odpowiednio.
Kartony walały się po całym domu, nie do końca wiedziała, w których się co znajduje, więc zaglądała do każdego po kolei, by mieć pewność, że nie zgubią czegoś istotnego. Klimat był ważny, nie obchodziło jej to, że był to tylko jeden dzień świętowania, ich dom miał i wewnątrz i na zewnątrz wyglądać dobrze.
Prue nie miała wątpliwości co do tego, że jej babcia przyzwyczaiła sąsiadów do tego, że co roku bardzo dokładnie przystrajała swój dom, tyle, że ona miała jeszcze większe ambicje, chciała, aby mugole zobaczyli coś, czego jeszcze nigdy nie widzieli, a konkurowanie z Ellie było naprawdę ambitne, co zupełnie jej nie demotywowało, wręcz przeciwnie - zachęcało do działania.
Trzymała w rękach dynię, to znaczy lampion, który przygotował dla niej jej bliźniak. Faktycznie doceniła ten szczerbaty uśmiech, który wydrążył jej brat, wyglądała naprawdę nieźle. Zamierzała ustawić go przed drzwiami ich domu, już miała tam iść, gdy minęła swojego męża, który zachowywał się dziwnie. Przesuwał drabinę, co by oznaczało, że zamierzał na nią wejść i coś gdzieś przymocować. Rozglądała się po pomieszczeniu, jej uwagę przykuł wieniec, spojrzała na niego, później na Benjy'ego i połączyła kropki. Nie powinno jej martwić to, że postanowił ignorować istnienie magii i zawiesić to własnymi rękoma, przecież był bardzo sprawny fizycznie, zdecydowanie nie powinno jej to martwić. Tyle, że mimo wszystko przystanęła i obserwowała, jak przygotował się do tej całej czynności.
- Zapewne bardzo sprytny plan? - Nie zapytała jak ma na niego nie patrzeć, bo doskonale wiedziała, o co mu chodzi i do czego zmierza. Naprawdę wierzyła w jego umiejętności, jednak, czy faktycznie mogła ufać tej drabinie? Przyglądała się jej bardzo uważnie, szukając skazy w tym diabelskim przedmiocie.
- Jesteś pewien, że Cię utrzyma? - Musiała zadać to pytanie, co istotne nie sądziła, że mógł być tego pewien, bo ten przedmiot miał już swoje lata.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control