- Ja nazywam ją wybiórczą uwagą, ale w sumie na jedno wychodzi. - Byli do siebie pod tym względem okropnie podobni, rejestrowali to co chcieli usłyszeć, to znaczy słyszeli wszystko, ale odpowiadali tylko na te słowa, które mogły wprowadzić nieco chaosu. Lubili się ze sobą droczyć, co w sumie powodowało, że nigdy się nie nudzili.
Pokręciła jeszcze głową z niedowierzaniem, kiedy wspomniał o tym, że ego nie było największe. Doskonale wiedziała do czego zmierza, postanowiła jednak tego nie komentować, aby nie dawać mu kolejnej pożywki.
- Fakt, zapomniałam, że masz na mnie sporą ilość teczek, chociaż ja i tak mam pod tym względem przewagę. - Z racji na swój umysł mogłaby wyciągać bez końca wspomnienia kompromitujące ją, czy jej męża. Niestety nie mogła odzobaczyć ich wszystkich, na stałe utknęły w jej pamięci, bez względu na to, jak bardzo chciałaby je wyprzeć. Nie dało się ukryć, że wiedzieli o sobie naprawdę wiele i widzieli się w momentach, w których najlepiej byłoby, aby ich nikt nie oglądał. Tak to już jest ze znajomościami, które trwały lata, czyż nie?
- Sam mi go podsunąłeś, to Ty jesteś za to odpowiedzialny. - Nie mogła pominąć jego zasługi, zwłaszcza, że zasugerował samego siebie, jako idealną ofiarę, że też ona wcześniej na to nie wpadła.
- Kiedy tak o tym mówisz to brzmi jak plan doskonały, na pewno nie zdarzyło im się jeszcze dostać czegoś tak wyjątkowego. - Mówili wcześniej coś o jego ego? Zdaniem Prue, to co teraz mówił było podkreśleniem tego, że to właśnie ono było w nim największe. - To jedyny mankament tego sprytnego plany, faktycznie trudno byłoby mi to powtórzyć w przyszłym roku, z drugiej strony być może taka wyjątkowa ofiara wystarczyłaby na wiele lat? - Kto wie, być może wody doliny stwierdziłyby, że Prue zrealizowała plan na najbliższe dziesięciolecia, to spowodowałoby, że nie musiałaby się również w przyszłości mierzyć z problemami związanymi z niszczeniem diademów.
- Tak, wyszło nieźle. - Może trwało to odrobinę dłużej niż się spodziewała przez te jej drobne problemy, ale i tak wydawało jej się, że wszystko wyszło naprawdę w porządku, wody powinny być zadowolone z tego, co udało im się dla nich przynieść, a to przecież było najważniejsze.
Miała wrażenie, że najgorsze już za nimi… powinna się jednak spodziewać tego, że nie warto chwalić dnia przed zachodem słońca. Była gotowa utopić podarunki, zrobiła krok w przód, i wtedy niestety misterny plan się sypnął, bo stanęła nogą w miejscu, w którym zdecydowanie nie powinna tego robić. Ugrzęzła w błocie. Fantastycznie naprawdę fantastycznie to wyglądało.
Benjy złapał jej dłoń, co spowodowało, że poczuła się nieco bezpieczniej. Nie powinna się z niej przed chwilą nabijać, bo wychodziło na to, że to ona była bliska pozostania ofiarą. Los bywał przewrotny. - Przepraszam, że mówiłam, że złożę Cię w ofierze. - Wzięło ją teraz na przemyślenia, bardzo mocno trzymała się jego dłoni i słuchała instrukcji, które jej dawał. Na pewno miał większe doświadczenie w podobnych warunkach, trudno, żeby nie miał - jej było praktycznie zerowe.
Starała się przenieść swój ciężar na niego, tak jak zasugerował, nie wierzgała się przy tym, żeby nie zakopać się głębiej. Spróbowała wyswobodzić nogę z błota, bardzo ostrożnie. - Jeśli tu utknę to będę Cię nawiedzać w snach, nigdy nie zaznasz spokoju. - Rozmawiali już kiedyś o tym, zresztą nieraz, że mieli razem zamieszkać na cmentarzu, najwyraźniej to ona miała jednak na niego zaczekać.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control