— Szmatę? — Atreus był absolutnie zdziwiony tym, co właśnie roiło się w głowie Chrisa i wychodziło z jego ust. uważał bowiem, że jeśli coś było dla Rosiera świętością, to na pewno były te jego szatki. Nigdy, ale to chyba nigdy nie słyszał wcześniej, żeby kolega odnosił się w ten sposób do własnych tworów. Szmata to mogła być tania szata ze straganu na Nokturnie, a nie to co tworzono w domu mody Rosier.
Przez to wahał się wyraźniej bardziej jak wcześniej, bo sprawa musiała być niesamowicie poważna. Nie ważne jednak jak bardzo dwoił się i troił, żeby rozgryźć zagadkę tego, co tak cholernie wkurzyło Christophera, pozostawał absolutnie bezradny. Nic nie przychodziło do głowy, a oskarżenia padały dalej.
Bulstrode nie mógł się powstrzymać, żeby nie uśmiechnąć się z politowanie. — Chodzi ci o dziewczynę? — zapytał. Okej, z tego co rozumiał, to Rosier miał coś do Victorii, ale co cholera jasna on miał mieć do Lestrange? — Porządnych? Których niby? Ostatnio z takimi nie bytowałem — zarechotał, nie mogąc wręcz powstrzymać się od tego, żeby przyjaciela chociaż odrobinkę bardziej nie podkurwić. Co mu niby zrobi? Obleje go tym whiskaczem? Bo co jak co, nie spodziewał się, że dostanie w mordę. — Avery? No proszę, jaki wyszczekany, a która? Musisz być tutaj bardziej konkretny — bo niestety, ale Cressida nie była jedyną o tym nazwisku, z którą Atreus swego czasu kręcił. Potem bowiem podrywał jej kuzynkę.
//czy usiedze
Sukces!
Krzesło zostało pchnięte, przesunęło się nieco, gibło na nogach i całość zaowocowała co najwyżej tym, ze Atreus niechcący trącił ręką swoją szklankę i nieco ognistej wylało się na stolik. Westchnął, jakby w całej interakcji najbardziej mu było alkoholu i nie było to dalekie od prawdy. Nie podniósł się jeszcze, nie próbował własnoręcznie uspokoić Chrisa, ale uśmiechał się w ten obrzydliwy, prowokujący sposób, zastanawiając się gdzie go doprowadzi niewyparzona gęba.