Bulstrode czasem zapominał, że nie był tylko wredną szują, która uwielbiała podburzać innych do tym większej złości. A może właśnie w tym był problem, ze ostatnimi czasy nie miał komu zrobić podobnych rzeczy, a świat był dodatkowo bardzo niesprawiedliwy przez ten chociażby miesiąc. Wszystko zbierało się, zbierało i pewnie dalej by się tak kumulowało, gdyby Rosierowi nie ulało się jako pierwszemu.
Chris zamachnął się wreszcie i Atreus poczuł przepływającą mu przez całe ciało euforię. Cholera, kiedy on ostatnio przywalił komuś w mordę? Nawet nie pamiętał, ale chyba był to Nott, a potem już cały dzień poszedł mu z górki, kiedy Lestrange się na niego obraziła. Już widział oczami duszy nagłówki – Rosier i Bulstrode znowu pobili się o dziewczynę! Nie przeszkadzało mu to, bo po pierwsze ważne, żeby mówili, a po drugie nie posiadał wątpliwości co do tego, że Brennie przeleciałoby to koło ucha. Jak Victoria to nie wiedział, ale to nie jego dziewczyna była.
Pewnie nie miałby większych problemów z zablokowaniem ciosu, ale przyjął go w pełni na twarz, jakby tylko czekał by ból kliknął w nim jakiś przycisk. Siniaki można było zaleczyć maściami, ból załagodzić eliksirami, ale dać koledze w morę można było bardzo rzadko, więc auror poderwał się niemal z miejsca, ale nie do pełnego wyprostowania, a raczej przez stół, łapiąc Rosiera jedną rękę za koszulę, by drugą wymierzyć cios w szczękę.
Sukces!