— Och, też tak mówisz do swojej porządnej panny? — Atreus zacmokał z udawanym niedowierzaniem, a potem zadzwoniło mu w uszach. Chyba się trochę nie spodziewał, ze Rosier przydzwoni mu nagle aż tak mocno, aczkolwiek nie zamierzał narzekać. Zatoczył się tylko nieco, z pewnym zaskoczeniem łapiąc ręką za twarz i powoli podnosząc spojrzenie na przyjaciela. Chris nie czekał. Wyciągnął do niego ręce, próbował złapać za fraki, ale Bulstrode strzepnął go z siebie, złapał, próbował przyciągnąć do siebie i próbując założyć mu headlocka, żeby się wreszcie uspokoił.
Akcja nieudana
Nie zdążył docisnąć. Nie zdążył zapytać, czy to już, czy może jeszcze, bo wreszcie ktoś z obsługi dopadł do nich, kategorycznie nakazując zaprzestania całej awantury. Goście się niepokoili (zdaniem Atreusa to byli bardziej ciekawscy i zachwyceni pokazem) i w trybie natychmiastowym mieli oboje opuścić lokal. Zostali więc wyrzuceni za drzwi. Fenomenalnie, tego było mu potrzeba, kiedy mieli się tutaj znaleźć, żeby opijać jego urodziny.
— Zadowolony z siebie jesteś? — warknął wreszcie do Chrisa, macając miejsce po uderzeniu i oceniając straty. Będzie wielka opuchlizna, siniak, czuł też krew w środku. Nos też miał obolały, po pierwszym uderzeniu, ale tutaj nic nie wyglądało na to, żeby był chociażby złamany. — Popierdoliło cię już do reszty, żeby się tak rzucać? Co?