— Ludzie którzy tam byli mówili, że widzieli Matkę, Dziewicę i Staruchę we własnych osobach. Byli w dziwnych, innych miejscach niż Stonehange i rozmawiali z boginiami — wzruszył ramionami. — Co sabat to inna dziwna rzecz. To drzewo korzeniami do góry to pewnie najmniej dziwna rzecz w całym tym pierdolniku — przyznał, uśmiechając się do tego krzywo. Drzewo przynajmniej wciąż było drzewem i jedyna dziwna nim rzecz to to, że postawione było do góry nogami. Ale to co mówiła Victoria brzmiało sensownie jego zdaniem. To że konar mógł być tym samym, który wyleciał z limbo podczas wielkiej wichury.
— Może ucieczka to złe słowo, ale chodziło mi mniej więcej o to co mówisz… chyba. Równowaga została zaburzona, a w zasłonie dosłownie powstała wielka dziura. Coś przeszło w jedną i w drugą stronę, energia się wymieniła. Wiesz, to co mówisz na temat księżyca w Dolinie, to też nie brzmi nieprawdopodobnie. Ale szczerze to mało co brzmi źle w kontekście tego, co dzieje się w okolicach tamtego miasta i to po Beltane — wszystko wywrócone do góry nogami i stojące na głowie, jak to drzewo na Polanie Ognisk.
— Nie zapominaj o ostrych zębach i pazurach — mruknął rozbawiony, bo brzmiało to trochę jak opis z bajki dla dzieci o Czerwonym Kapturku. — Nie, chodzi mi o to co działo się pod koniec sierpnia, bo w sumie niedługo Samhain. Jeśli rozstawią cię przy Kniei to fajnie wiedzieć w co się człowiek pakuje. Składałem na temat tego raporty Harper i mamy nawet zdjęcie, można je wygrzebać, to sobie pooglądasz, ale ogólnie odjebało się wtedy parę rzeczy. Po pierwsze, czy wiedziałaś że Widma zaczęły sobie wychodzić z Kniei? Dla przykładu, jedno z nich znaleźliśmy w takiej piwnicy przy domu. Wypadło z niej i uciekło do lasu. Bagshot zdążył zrobić wtedy zdjęcie, o którym mówię.