15.09.2026, 19:50 ✶
– Atre – powiedział Chris, siląc się na spokój i na to, żeby starannie dobrać słowa i jednak nie sprowokować między nimi kolejnej bójki. Chłodne powietrze i ból sprawiały, że wpływ alkoholu jakby przyćmił, a gniew rozwiał się wraz z jesiennym wiatrem. Może dlatego, że uwierzył, że sama plotka: przynajmniej w tej chwili… była tylko plotką. – Ja ci mam wyliczyć, jak wyglądały te wszystkie roszady dziewczyn? – Nie mówił tylko o nim, a ogólnie jak tworzył się ten skomplikowany robak związkowy, do którego on przecież też należał, bo był na randce z taką Moody, chodził z Cressidą, a teraz spotykał się z Victorią (choć tyle, że nigdy nie zamienił nawet paru zdań z Saurielem Rookwoodem). – Dziwisz się, że nie potraktowałem tego, co powiedziałeś na weselu, jak prawdę objawioną? Zresztą… nieważne.
Machnął ręką. Nie spytał nawet, o kim mówił Bulstrode, bo miał pewne obawy, że ten wystrzeliłby coś o Millie Moody i jednak wtedy nie pobili się z powodu amortencji, a chyba po prostu nie chciał wiedzieć. Zresztą, czy go to interesowało? Nigdy nie zwracał wielkiej uwagi na partnerki znajomych ze Slytherinu, póki jakaś przy którymś nie osiadała na faktycznie dłużej, a to praktycznie się nie zdarzało. Rzucił mu za to bardzo podejrzliwe spojrzenie, bo za żadne skarby nie spodziewałby się takiego pytania od Atreusa. Prawie zahaczało o uczucia. Atreus Bulstrode, choć widział wszystkie ich barwy, zdawał się nie cierpieć roztrząsać tych: ani w głowie, ani w słowie.
– Lubię ją. Ona lubi mnie – wyliczył, a potem zimny okład znikł, Chris skrzywił się znowu (zabolało!) i zszedł ze schodków przed barem. – Chodź, Bulstrode, bo chyba za mało wypiłeś, skoro pytasz mnie o takie rzeczy. Tu nas nie wpuszczą, ale możemy poszukać innego baru.
I może po drinku, dwóch albo trzech, ta obita gęba przestanie go tak bardzo piec.
Machnął ręką. Nie spytał nawet, o kim mówił Bulstrode, bo miał pewne obawy, że ten wystrzeliłby coś o Millie Moody i jednak wtedy nie pobili się z powodu amortencji, a chyba po prostu nie chciał wiedzieć. Zresztą, czy go to interesowało? Nigdy nie zwracał wielkiej uwagi na partnerki znajomych ze Slytherinu, póki jakaś przy którymś nie osiadała na faktycznie dłużej, a to praktycznie się nie zdarzało. Rzucił mu za to bardzo podejrzliwe spojrzenie, bo za żadne skarby nie spodziewałby się takiego pytania od Atreusa. Prawie zahaczało o uczucia. Atreus Bulstrode, choć widział wszystkie ich barwy, zdawał się nie cierpieć roztrząsać tych: ani w głowie, ani w słowie.
– Lubię ją. Ona lubi mnie – wyliczył, a potem zimny okład znikł, Chris skrzywił się znowu (zabolało!) i zszedł ze schodków przed barem. – Chodź, Bulstrode, bo chyba za mało wypiłeś, skoro pytasz mnie o takie rzeczy. Tu nas nie wpuszczą, ale możemy poszukać innego baru.
I może po drinku, dwóch albo trzech, ta obita gęba przestanie go tak bardzo piec.
Koniec sesji