Ona po prostu podchodziła do tego odrobinę sceptycznie, chciałaby ufać tej nieszczęsnej drabinie tak bardzo jak on, jednak niekoniecznie była w stanie. Nie zamierzała jednak niczego mu sugerować, skoro sam wybrał odpowiednie miejsce, przygotował się do tego odpowiednio to nie było sensu. aby się ograniczał. Upewniła się tylko, czy faktycznie wydaje mu się, iż ta drabina wytrzyma jego ciężar, skoro mówił, że tak, skoro się uparł, to nie było sensu go od tego odwodzić. Niech próbuje. W razie komplikacji jednak postanowiła zostać na miejscu. Istniała bowiem i opcja, że będzie musiała zbierać jego zęby, chociaż naprawdę nie chciała nastawiać się negatywnie, to jak zawsze rozważała wszystkie możliwości.
- To rzeczywiście, skoro prawie raz robiłeś wychodzi na to, że jesteś specjalistą do spraw remontu dachów, zdecydowanie to właśnie Tobie powinniśmy powierzyć tę sprawę. - Pokręciła jeszcze głową. No jasne, był do tego idealnym kandydatem. Mniejsza o to, że oczami wyobraźni już widziała, jak spada z jakiejś 10 razy większej wersji tej drabiny która znajdowała się aktualnie w ich salonie. Doskonały pomysł, idealny na to, aby przypadkiem się przy tym zabić, no ewentualnie połamać. Miała jednak świadomość, że jak się na coś uprze to raczej trudno będzie namówić go do zmiany zdania, powinna więc wziąć wtedy wolne i czekać w pogotowiu, gdyby faktycznie skończyło się to tak, jak zakładała.
Tak, mówił, a jakże mogło być inaczej, mówił, że drabina utrzyma jego ciężar, i gdy tylko powiedział to w głos wszystko się sypnęło. Znowu rzeczywistość pokazała im, że raczej nie warto jest chwalić dzień przed zachodem słońca.
Stało się to, czego zdecydowanie nie chciała, ale spodziewała się tego, że może się wydarzyć. Wyszło na jej, chociaż nie czerpała z tego żadnej satysfakcji. Nie podobało jej się, że jebnął na podłogę, nawet jeśli udowadniało to, że miała rację co do tej nieszczęsnej drabiny, nie chciała przecież aby stała mu się krzywda.
Benjy jebnął, drabina jebła gdzieś obok niego, a wieniec potoczył się po podłodze, przeniosła na chwilę swój wzrok na sprawcę całego zamieszania, nie wydawał się być mocno poturbowany - wieniec, bo to, jak sprawa wyglądała z jej mężem miała zaraz dokładnie sprawdzić. Zbliżała się do niego powoli, w rękach ciągle trzymała dynię wyrzeźbioną przez jej bliźniaka.
Benjy się ruszał, to był bardzo dobry znak, musiał być w jednym kawałku, nie powinno mu się stać nic poważnego. Musiała sprawdzić oczywiście stan jego uzębienia… ale to za chwilę. Przystanęła tuż obok leżącego na podłodze mężczyzny, wpatrywała się w niego bardzo długo, dokładnie taksowała go wzrokiem, żeby sprawdzić, czy faktycznie się zbytnio nie uszkodził. Kiedy to sprawdziła i wiedziała już, że nie było tak źle pozwoliła sobie na ten jeden, bardzo krótki komentarz. - A nie mówiłam? - Znała odpowiedź na to pytanie, należało do tych retorycznych, ale i tak postanowiła o to spytać.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control