Jakie to trzeba było mieć szczęście, żeby całkiem przypadkiem trafić na ekipę z Munga, która przyjechała odbierać odpady? Bulstrode miał sprawę, a czekanie, cóż, nigdy nie należało do jego ulubionych zajęć. Kiedy natomiast facet zagaił do niego i wcisnął dokumenty, ten uniósł nieco brwi ku górze, ale pokiwał głową, bo w sumie okej, niech mu już będzie. Numer sprawy przekonał go natomiast, że kiedy tylko zniknie z oczu kurierów, będzie iść do biura strasznie powoli, przeglądając chociażby pobieżnie dokumentację, którą właśnie dostał do ręki. Nic, co wzbudziłoby czyjekolwiek podejrzenia, szczególnie że wszystko było w jak najlepszym porządku, kiedy dotarł do gabinetu Moody i powiedział, że jakieś gamonie proszą o podpis u Koronera. Podsunął jej dokumenty, ona machnęła parafkę, a te zostały oddane panom którym wózek nie stawał.
Czy Atreus wziął ze sobą Victorię dlatego, że jej rodzina pracowała w Mungu? Nie. Ale dobrze że przynajmniej jedno z nich pamiętało o tej ważnej kwestii. Może faktycznie mogło się to okazać idealnym faktem, który otworzy im jakieś drzwi, a może będzie z tego jakaś fenomenalna wymówka, kiedy wszystko posypie im się w rękach.
W świętym Mungu znaleźli się wcześnie rano i spojrzenie na plakietkę wystarczyło, by Atreus westchnął ciężko. Mogli niby zainteresować się sprzątaczkami, ale w jego głowie należało isć z miejsca do kogoś, z kogo dało się wyciągnąć jak najwięcej informacji. Zatem trzeba było czekać na panią z okienka.
— Na dziewiątą, nie ma się co roztrząsać — pokiwał głową, bo dobrze było wiedzieć, że w tej sprawie się zgadzali. — Mam szczerą nadzieję, że obejdzie się bez większych problemów, bo przysięgam że jak ktoś się przyczepi… — to on nie zdzierży. Cała sprawa była niczym tańczenie po polu minowym, a jego zdaniem to w ogóle nie powinno tak wyglądać. Tajemnica, jaką objęta była cała sprawa, jego zdaniem tylko utrudniała prowadzenie śledztwa i wyłuskanie z niego czegokolwiek sensownego. Sama wiedza o tym, za co konkretnie Borgin był poszukiwany (i chodzi tutaj o konkretną dokumentację w biurze aurorów, a nie domysły), byłaby już całkiem przyjemnym krokiem.