• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[27-29.10.72] Przyroda umiera

[27-29.10.72] Przyroda umiera
wodzirej
Marzenia chyba zawsze mają swój koniec. Nie wznoszą się, lecz opadają.
wiek
30
sława
III
krew
mugolak
genetyka
snowidz
zawód
keyboardzista
Zenek ma 1.84m wzrostu. Jest zbudowany proporcjonalnie do wzrostu i dość atletyczny przez noszenie walizki, ale generalnie jest bardziej szczupły i smukły. Nad instrumentem się garbi, na kanapie rozciąga albo kurczy. Twarz ma jak pies rasy chartowatej, to znaczy pociągłą i szczupłą. Z ciekawszych jej cech wybijają się długi nos i jasne brwi. Włosy ma brązowe, oczy też. Skóra całym rokiem trzyma ciepły koloryt, a jego dłonie są po prostu ładne. Długie palce i szczupłe nadgarstki to atuty klawiszowca. Jeśli o ubiór chodzi, to nosi się po mugolsku, gdzieś pomiędzy zdobyczami z targu a ciuchami z metką. Głos ma ciepły, dość głęboki. Chrypi, gdy się stresuje. Gdyby śpiewał, to basem.

Zenon Kozioł
#3
1 godzinę temu ✶  
Gdy był mały, lubił chować się pod łóżkiem. Teraz trzymał tam syntezator.

Walizka wyjechała spod łóżka z typowym dla siebie szurnięciem, a Zenek natychmiast zaczął się rozstawiać. Zamontował nogi i ustawił instrument na wysokości takiej, by grać na stojąco. Co prawda zabierał ze sobą na koncerty składane krzesło, ale korzystał z niego tylko w przerwach. Tak mu wygodniej było. Wyobrażał sobie, że na placu w Little Hangleton zamontuje cały stolik. W marzeniach zabierał na polanę konsoletę, chociaż trochę głupio tak występować jako DJ. Na święcie śmierci i przemijania z czarodziejami, którzy czasem nie posiadali nawet toalety.

Pan Flint, którego z imienia wolał nie wymawiać (co szczyt hipokryzji, biorąc pod uwagę, że sam był Polakiem), zatrudnił go na nadchodzące Samhain. Każdy występ to było jak manna z nieba, zastrzyk gotówki, którego nie odmawiał. A poza tym naprawdę lubił grać. Przyjemne z pożytecznym. Musiał się jednak dobrze przygotować do tych modłów czarodziejskich. Sam Zenek nie wierzył w nic. A religia, którą wyznawali czarodzieje, była inna. Coś z Matką. Czyli pewnie bozia katolicka właśnie zamykała mu bramy nieba. Ale biorąc pod uwagę, że jego własna matka wieszała krzyże na każdym progu i sama zarabiała na kostiumach dziecięcych na Halloween… z mlekiem nic sensowniejszego nie wyssał. Może ta czarodziejska Matka go po śmierci przyjmie.

Za oknem już dawno zrobiło się ciemno. Ciemność przecinały jedynie światła latarni, a z zewnątrz dochodziły pohukiwania. Sów, ptaków? Zenek nie wiedział. Zawsze się takie rozlegały pod wieczór. Do środka wlatywało zimne wieczorne powietrze, więc zamknął okno. Niebawem w szybę zaczęła pukać zagubiona ćma.
Zaczął rozplątywać okablowanie, podłączone z tyłu do syntezatora. Kable rozwijały się i opadały na ziemię w girlandach. Prowadziły donikąd, właściwie to łączyły się jeden z drugim, trzeci z czwartym. Odkąd przerobił syntezator, przewodziły już one jedynie magię. Gdyby nie one, instrument by wysiadł. Zenek poprowadził dłonią każdy kabel. Najpierw podsunął sobie pod stopy pedały, które mu służyły do kontroli dźwięku. Schylił się i je podłączył do syntezatora. Następnie wziął kolejny kabel i zaszedł pod ścianę, gdzie trzymał wzmacniacz. On też już nie funkcjonował na prąd. Właściwie to przełomowym odkryciem było dla Zenka to, że skoro czarodzieje słuchali muzyki z gramofonów, to mógł magicznie przystosować także inne urządzenia od dźwięku.
Gdy podpiął już to, co wymagało podpięcia, zgarnął wystające okablowanie w powietrzu, by nie dotykało ziemi. W trakcie występów jakoś je zwijał, by czarodziejów nie burzył widok plastiku. Nie lubili plastiku. Ciekawe czemu. Tym razem związał kable na kształt kablowego warkocza.
Drzwi do pokoju były zamknięte. Gdy Zenek zastygał bez ruchu i na wdechu, czuł własny puls w klatce. Na dole słyszał stukot maszyny do szycia. Stuk, stuk, stuk, stuk, jakby coś waliło w stół. Jego matka też nigdy nie chodziła spać zbyt szybko. Tym razem to dobrze. Nie zbudzi jej.

Mimo wszystko nie zamierzał serwować sąsiadom darmowego koncertu, bo by się jeszcze oburzyli. W takich wypadkach próbę zaczynał od wygłuszenia pomieszczenia, ale na początek… podpiął do keyboardu słuchawki. Gigantyczne dwie kopuły z łączącym je łukiem zacisnęły mu się na głowie i osłoniły uszy. Teraz słyszał już tylko własną krew, jak płynęła naczyniami. Zza koszuli wyciągnął różdżkę. Drugą ręką chwycił pokrętło od głośności instrumentu; między kciuk a palec wskazujący, i przekręcił je na zero. Pochylił się nad sprzętem i wycelował różdżką w gniazdo. Zaczął mamrotać.
Do odpalania sprzętu korzystał z zaklęcia Baubillius. Samo w sobie sprawiało ono, że z czubka różdżki leciały białe iskry — błyskawice. Jednak gdy kierował tę energię na swoje mechanizmy, pozwalała ona im zadziałać. Musiał dosłownie włożyć różdżkę w gniazdko z boku syntezatora i pokręcić. To tyle. Zostawił różdżkę w środku. Błyskawice zaczęły płynąć przewodami. Przewody iskrzyły. Te iskry to on widział nawet pod izolacją z plastiku. Ponownie złapał za pokrętło od głośności. Zaczął stopniowo kręcić i podgłaśniać… a potem nacisnął pierwszy klawisz. I znowu. I raz jeszcze. Wygrywał pojedynczą notę i słuchał. I ściszał. I znowu podgłaśniał. A potem w ruch poszły kolejne klawisze.

// Zauroczenie: ◉◉◉○○, Percepcja: ◉◉◉◉○, Rzemiosło: ◉◉◉○○, Wiedza o świecie: ◉◉◉○○, Muzyka I, Tworzenie Mechanizmów II


I miss the kiss of treachery, the shameless kiss of vanity.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Zenon Kozioł (1549)




Wiadomości w tym wątku
[27-29.10.72] Przyroda umiera - przez Zenon Kozioł - 13.09.2026, 20:30
RE: [27-29.10.72] Przyroda umiera - przez Zenon Kozioł - 14.09.2026, 22:26
RE: [27-29.10.72] Przyroda umiera - przez Zenon Kozioł - 1 godzinę temu

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa