16.09.2026, 01:11 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.09.2026, 13:49 przez Astoria Avery.)
/po kilku godzinach
Do gabinetu wróciła prosto ze spotkania z Sebastianem, nie przejmując się nawet tym, jak późna zrobiła się godzina. Nie miała dużo czasu, dlatego nie zamierzała tego odkładać na następny dzień. Usiadła przy biurku i zapaliła kolejną lampę. Ciepłe światło rozlało się po stosach ksiąg, które wcześniej pozostawiła w nieładzie. Teraz wyglądały niemal jak mała biblioteka, która zawaliła się w jednym miejscu.
Nie szukała pierwszego nazwiska, które spełniało wymagania. To byłoby zbyt łatwe. Potrzebowała kogoś interesującego. Kogoś, kto rzeczywiście mógłby nadać portretom charakter, a nie tylko być kolejnym czarodziejem znanym z tego, że miał odpowiednie poglądy. Nie chciała też wybierać najbardziej oczywistej postaci, o której każdy historyk mógłby powiedzieć wszystko z pamięci. Jeżeli miała stworzyć coś wyjątkowego, wolała znaleźć człowieka, którego historia była nieco bardziej złożona. Przeglądała więc strony powoli, czasem zatrzymując się przy pojedynczym nazwisku. Na osobnym stosie zaczęły lądować fragmenty, które mogły okazać się przydatne. Wycięty z gazety artykuł o procesie sprzed kilkudziesięciu lat. Krótka notatka o śmierci lokalnego czarodzieja. Recenzja starej wystawy historycznej. Kronikarski opis rodzinnego konfliktu. Niektóre wycinki były tak stare, że papier kruszył się przy dotyku. Ostrożnie rozkładała je na wolnym fragmencie biurka, przytrzymując rogi ciężarkami, żeby nie zsunęły się na podłogę. Najciekawsze informacje wcale nie znajdowały się w biografiach. Te zwykle były zbyt uporządkowane. Zbyt eleganckie. Opisywały człowieka już po tym, jak historia zdążyła nadać jego życiu odpowiedni kształt. Znacznie więcej mówiły o nim drobne wzmianki. Spór o ziemię. List opublikowany w lokalnej gazecie. Relacja świadka z pojedynku. Jedno zdanie w kronice, którego autor najwyraźniej nie uważał za szczególnie ważne. Astoria podniosła kolejny wycinek i zmrużyła oczy. To właśnie takich rzeczy szukała. Nie legendy. Czarodzieja. Kogoś, kogo będzie mogła poznać poprzez pozostawione po nim ślady, zanim Czarny Pan dostarczy jej wspomnienia.
Po kolejnej godzinie młoda wiedźma uznała, że dalsze czytanie bez porządkowania informacji przestaje mieć sens. Miała już zbyt wiele nazwisk, zbyt wiele drobnych wzmianek i zbyt wiele luźnych skrawków informacji, by móc swobodnie poruszać się między nimi. Wyjęła więc z szuflady swój notes. Nie wybierała jeszcze żadnego. Każde z nich miało zostać jedynie kandydatem. Pod pierwszym nazwiskiem zanotowała pochodzenie, okres życia, związki z Little Hangleton i najważniejsze informacje dotyczące jego poglądów. Obok dopisała, skąd pochodziła każda informacja - numer tomu, stronę, tytuł artykułu albo datę wydania gazety. Przy jednym nazwisku pojawił się znak zapytania, przy innym krótkie podkreślenie. Przy kolejnym kandydacie lista była już znacznie dłuższa. Astoria zaczęła porównywać ich ze sobą. Przy niektórych nazwiskach szybko dopisywała krótkie uwagi. Przy innych zostawiała puste miejsce, zaznaczając sobie, że musi jeszcze sprawdzić źródła. Potem zabrała się za segregowanie materiałów. Gazety ułożyła według dat. Fragmenty kronik trafiły na osobny stos. Biografie i opracowania historyczne odłożyła oddzielnie, a materiały, których wiarygodności nie była jeszcze pewna, umieściła na samym końcu biurka. Każdy wycinek otrzymał niewielką adnotację z nazwiskiem oraz odnośnikiem do pozostałych źródeł. Nie chciała opierać wyboru na pojedynczej wzmiance. Jeżeli miała przedstawić Czarnemu Panu konkretną osobę, musiała mieć pewność, że zna jej historię możliwie dokładnie. Jeden artykuł mógł być stronniczy. Jedna kronika mogła pomijać niewygodne fakty. Może nie musiała podchodzić do sprawy aż tak profesjonalnie, ale jeśli już coś robiła, to na 150%. W notesie pojawiały się więc kolejne krótkie akapity, strzałki prowadzące od nazwisk do wydarzeń i od wydarzeń do konkretnych ksiąg. Czarownica co jakiś czas wracała do wcześniejszych notatek, dopisywała jedno zdanie, przekreślała inne albo przenosiła wycinek z jednego stosu na drugi.
Nie chciała jednak podejmować decyzji tej nocy. Początkowo zamierzała przeczytać jeszcze jeden rozdział. Potem jeszcze jeden wycinek. Jeszcze jedną relację. W końcu zorientowała się, że od kilku minut czyta tę samą linijkę. Zmrużyła oczy. Litery zaczęły się rozjeżdżać. Przy kolejnym spojrzeniu pojedyncze słowa zdawały się nakładać na siebie, jakby ktoś przesunął jedną kopię tekstu o kilka milimetrów w bok. Astoria zamrugała kilkakrotnie, ale niewiele to pomogło. Oczy piekły ją już od długiego siedzenia. Oparła się ciężej o fotel. To nie miało sensu. Jeśli teraz wybierze kogoś tylko dlatego, że chce mieć to już za sobą, jutro może żałować własnej decyzji. Potrzebowała świeżego umysłu, a nie kolejnych godzin spędzonych nad tekstem, którego i tak przestawała widzieć. Zamknęła notes, zostawiając ostatnią stronę otwartą na nazwiskach. Kilku kandydatów. Żaden jeszcze nie był właściwym wyborem.
Teraz, kiedy podjęła decyzję, że dalsze czytanie nie ma sensu, zaczęła dostrzegać, jak ogromna część materiałów okazała się już zbędna. Stosy ksiąg, wycinki gazet i luźne pergaminy zajmowały niemal całą powierzchnię blatu.
- Deek - wychrypiała, a skrzat pojawił się obok biurka. Czarownica wskazała dłonią na część zgromadzonych materiałów. - Uprzątnij wszystko, czego już nie potrzebuję. Wszystkie materiały dotyczące nazwisk, które odrzuciłam. I te, przy których znalazłam zbyt mało wiarygodnych źródeł, żeby brać je pod uwagę.
Deek skinął głową. Astoria zaczęła wskazywać kolejne stosy, oddzielając je od tych, które chciała zachować na następny dzień. Wybrane księgi zostawiła na biurku, podobnie jak notes z listą kandydatów i kilka najistotniejszych wycinków.
- Tych nie ruszaj. Resztę możesz odłożyć do biblioteki.
Skrzat zabrał się do pracy. Księgi zaczęły znikać jedna po drugiej, a luźne pergaminy i wycinki gazet zostały starannie zebrane. Po kilku chwilach blat odzyskał część swojej dawnej przestrzeni. Odprowadziła wzrokiem ostatni stos znikający z gabinetu. Zostało tylko to, co rzeczywiście mogło się jej jeszcze przydać. I kilka nazwisk, nad którymi rano będzie musiała pochylić się raz jeszcze.
W końcu podniosła się z fotela i ruszyła do wyjścia. Zamknęła gabinet, a potem galerię zgodnie z protokołem zabezpieczeń. Musiała odpocząć, bo z samego rana czekała ją dalsza część pracy.
Do gabinetu wróciła prosto ze spotkania z Sebastianem, nie przejmując się nawet tym, jak późna zrobiła się godzina. Nie miała dużo czasu, dlatego nie zamierzała tego odkładać na następny dzień. Usiadła przy biurku i zapaliła kolejną lampę. Ciepłe światło rozlało się po stosach ksiąg, które wcześniej pozostawiła w nieładzie. Teraz wyglądały niemal jak mała biblioteka, która zawaliła się w jednym miejscu.
Nie szukała pierwszego nazwiska, które spełniało wymagania. To byłoby zbyt łatwe. Potrzebowała kogoś interesującego. Kogoś, kto rzeczywiście mógłby nadać portretom charakter, a nie tylko być kolejnym czarodziejem znanym z tego, że miał odpowiednie poglądy. Nie chciała też wybierać najbardziej oczywistej postaci, o której każdy historyk mógłby powiedzieć wszystko z pamięci. Jeżeli miała stworzyć coś wyjątkowego, wolała znaleźć człowieka, którego historia była nieco bardziej złożona. Przeglądała więc strony powoli, czasem zatrzymując się przy pojedynczym nazwisku. Na osobnym stosie zaczęły lądować fragmenty, które mogły okazać się przydatne. Wycięty z gazety artykuł o procesie sprzed kilkudziesięciu lat. Krótka notatka o śmierci lokalnego czarodzieja. Recenzja starej wystawy historycznej. Kronikarski opis rodzinnego konfliktu. Niektóre wycinki były tak stare, że papier kruszył się przy dotyku. Ostrożnie rozkładała je na wolnym fragmencie biurka, przytrzymując rogi ciężarkami, żeby nie zsunęły się na podłogę. Najciekawsze informacje wcale nie znajdowały się w biografiach. Te zwykle były zbyt uporządkowane. Zbyt eleganckie. Opisywały człowieka już po tym, jak historia zdążyła nadać jego życiu odpowiedni kształt. Znacznie więcej mówiły o nim drobne wzmianki. Spór o ziemię. List opublikowany w lokalnej gazecie. Relacja świadka z pojedynku. Jedno zdanie w kronice, którego autor najwyraźniej nie uważał za szczególnie ważne. Astoria podniosła kolejny wycinek i zmrużyła oczy. To właśnie takich rzeczy szukała. Nie legendy. Czarodzieja. Kogoś, kogo będzie mogła poznać poprzez pozostawione po nim ślady, zanim Czarny Pan dostarczy jej wspomnienia.
Po kolejnej godzinie młoda wiedźma uznała, że dalsze czytanie bez porządkowania informacji przestaje mieć sens. Miała już zbyt wiele nazwisk, zbyt wiele drobnych wzmianek i zbyt wiele luźnych skrawków informacji, by móc swobodnie poruszać się między nimi. Wyjęła więc z szuflady swój notes. Nie wybierała jeszcze żadnego. Każde z nich miało zostać jedynie kandydatem. Pod pierwszym nazwiskiem zanotowała pochodzenie, okres życia, związki z Little Hangleton i najważniejsze informacje dotyczące jego poglądów. Obok dopisała, skąd pochodziła każda informacja - numer tomu, stronę, tytuł artykułu albo datę wydania gazety. Przy jednym nazwisku pojawił się znak zapytania, przy innym krótkie podkreślenie. Przy kolejnym kandydacie lista była już znacznie dłuższa. Astoria zaczęła porównywać ich ze sobą. Przy niektórych nazwiskach szybko dopisywała krótkie uwagi. Przy innych zostawiała puste miejsce, zaznaczając sobie, że musi jeszcze sprawdzić źródła. Potem zabrała się za segregowanie materiałów. Gazety ułożyła według dat. Fragmenty kronik trafiły na osobny stos. Biografie i opracowania historyczne odłożyła oddzielnie, a materiały, których wiarygodności nie była jeszcze pewna, umieściła na samym końcu biurka. Każdy wycinek otrzymał niewielką adnotację z nazwiskiem oraz odnośnikiem do pozostałych źródeł. Nie chciała opierać wyboru na pojedynczej wzmiance. Jeżeli miała przedstawić Czarnemu Panu konkretną osobę, musiała mieć pewność, że zna jej historię możliwie dokładnie. Jeden artykuł mógł być stronniczy. Jedna kronika mogła pomijać niewygodne fakty. Może nie musiała podchodzić do sprawy aż tak profesjonalnie, ale jeśli już coś robiła, to na 150%. W notesie pojawiały się więc kolejne krótkie akapity, strzałki prowadzące od nazwisk do wydarzeń i od wydarzeń do konkretnych ksiąg. Czarownica co jakiś czas wracała do wcześniejszych notatek, dopisywała jedno zdanie, przekreślała inne albo przenosiła wycinek z jednego stosu na drugi.
Nie chciała jednak podejmować decyzji tej nocy. Początkowo zamierzała przeczytać jeszcze jeden rozdział. Potem jeszcze jeden wycinek. Jeszcze jedną relację. W końcu zorientowała się, że od kilku minut czyta tę samą linijkę. Zmrużyła oczy. Litery zaczęły się rozjeżdżać. Przy kolejnym spojrzeniu pojedyncze słowa zdawały się nakładać na siebie, jakby ktoś przesunął jedną kopię tekstu o kilka milimetrów w bok. Astoria zamrugała kilkakrotnie, ale niewiele to pomogło. Oczy piekły ją już od długiego siedzenia. Oparła się ciężej o fotel. To nie miało sensu. Jeśli teraz wybierze kogoś tylko dlatego, że chce mieć to już za sobą, jutro może żałować własnej decyzji. Potrzebowała świeżego umysłu, a nie kolejnych godzin spędzonych nad tekstem, którego i tak przestawała widzieć. Zamknęła notes, zostawiając ostatnią stronę otwartą na nazwiskach. Kilku kandydatów. Żaden jeszcze nie był właściwym wyborem.
Teraz, kiedy podjęła decyzję, że dalsze czytanie nie ma sensu, zaczęła dostrzegać, jak ogromna część materiałów okazała się już zbędna. Stosy ksiąg, wycinki gazet i luźne pergaminy zajmowały niemal całą powierzchnię blatu.
- Deek - wychrypiała, a skrzat pojawił się obok biurka. Czarownica wskazała dłonią na część zgromadzonych materiałów. - Uprzątnij wszystko, czego już nie potrzebuję. Wszystkie materiały dotyczące nazwisk, które odrzuciłam. I te, przy których znalazłam zbyt mało wiarygodnych źródeł, żeby brać je pod uwagę.
Deek skinął głową. Astoria zaczęła wskazywać kolejne stosy, oddzielając je od tych, które chciała zachować na następny dzień. Wybrane księgi zostawiła na biurku, podobnie jak notes z listą kandydatów i kilka najistotniejszych wycinków.
- Tych nie ruszaj. Resztę możesz odłożyć do biblioteki.
Skrzat zabrał się do pracy. Księgi zaczęły znikać jedna po drugiej, a luźne pergaminy i wycinki gazet zostały starannie zebrane. Po kilku chwilach blat odzyskał część swojej dawnej przestrzeni. Odprowadziła wzrokiem ostatni stos znikający z gabinetu. Zostało tylko to, co rzeczywiście mogło się jej jeszcze przydać. I kilka nazwisk, nad którymi rano będzie musiała pochylić się raz jeszcze.
W końcu podniosła się z fotela i ruszyła do wyjścia. Zamknęła gabinet, a potem galerię zgodnie z protokołem zabezpieczeń. Musiała odpocząć, bo z samego rana czekała ją dalsza część pracy.
Koniec sesji
learn the rules
then break some
then break some