16.09.2026, 18:24 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.09.2026, 19:38 przez Thomas Figg.)
Spojrzał na jej twarz, a raczej próbował bo jednak oślepiała go jasność nieba, zmrużył nieco oczy, ale widział wtedy tyle co kret, a więc niewiele, co go nie satysfakcjonowało, ale leżało się tu tak przyjemnie.
- Skoro przewidział to raczej Dolohov powinien pracować u niego - - prychnął pod nosem, przyszło mu poznać Peregrinusa o którym wspominała, wymieniali kilka listów, odwiedził też siedzibę jego pracodawcy, żeby doradzić im w celach zabezpieczeń. Ale wracając do czasów obecnych… Tutaj było o wiele przyjemniej, nie mówił, że pracy nie lubił, ale są takie rzeczy, gdzie praca schodziła na drugi tor. Westchnął patrząc na przesuwające się po niebie chmury i czuł wyrzuty sumienia, czy powinien odpoczywać? Powinien raczej dnie i noce poświęcać na to, żeby jak największej liczbie czarodziejów pomóc w zabezpieczeniu swoich domów. I jeszcze siedzieć nad innym różnymi pomocnymi im wynalazkami, zżerało go to od środka, że nie poświęcał się temu bez reszty…
- Nie no nie każdy, jak od urodzenia siedzisz w zamku i go nie opuszczasz to możesz ją pominąć. Chociaż burza burzy nierówna - poprawił się nieco, bo kamyk uwierał go w plecy. Obracał go teraz między palcami unosząc dłoń wysoko nad głowę. - Taka burza piaskowa, burzą to ona zazwyczaj jest tylko z nazwy, bo to po prostu jedna wielka wichura, niosąca luźny piasek z taką siła i szybkością, że przebywanie na zewnątrz grozi zasypaniem i poważnymi obrażeniami. Rzadko tam uświadczysz piorunów nie są potrzebne. To trochę jak zamieć śnieżna, tylko z piaskiem, który wkrada się wszędzie.
- Co to za zmiany, to nie są rękawiczki, żeby tak je sobie zmieniać - nadął policzki, ale wypuścił powietrze cicho z westchnięciem. - Jak chcecie, to możemy tak zrobić - nie był dobry w walczeniu o swoje.
- Nie wiem o czym wy rozmawiacie z tym całym Peregrinem, znaczy nie wnikam w wasze prywatne rozmowy. Ja z nim tylko rozmawiałem na tematy biznesowe, dlatego nie liczcie, że dołącze do tego wielkiego obwieszczania co mi powiedział, bo to tajemnica biznesowa - powiedział przyglądając się teraz Basileusowi z zaciekawieniem, nie był świadom, że on też znał Trelawney, ale w sumie to wbrew pozorom dużo o sobie jeszcze nie wiedzieli.
Przeniósł spojrzenie tak szybko na Millie, ze słychać było jak mu coś w szyi strzyknęło - starość nie radość.
- Bold of you to assume, że mam na sobie jakieś - pokazał jej język drocząc się, bo jednak miał na sobie gacie, a może trzeba je zdjąć przed graniem w pokera? Tak dla wytrącenia współgraczy z równowagi. Ta rozmowa zaczęła się stawać coraz bardziej dziwna.
- No skupimy się na nim, w końcu tym razem nie chcę przegrywać. Ale to nie znaczy, że mamy w niego grać z brudną dupą[b]- podniósł się na łokciach i mrużąc oczy przypatrzył się Millie. [b]- Mogę się zgodzić na kąpiel, ale tylko jak obiecasz, że druciana szczota do podłogi nie będzie brała w tym udziału - wzdrygnął się i dramatycznie opadł znów na trawę.[/b][/b]
- Skoro przewidział to raczej Dolohov powinien pracować u niego - - prychnął pod nosem, przyszło mu poznać Peregrinusa o którym wspominała, wymieniali kilka listów, odwiedził też siedzibę jego pracodawcy, żeby doradzić im w celach zabezpieczeń. Ale wracając do czasów obecnych… Tutaj było o wiele przyjemniej, nie mówił, że pracy nie lubił, ale są takie rzeczy, gdzie praca schodziła na drugi tor. Westchnął patrząc na przesuwające się po niebie chmury i czuł wyrzuty sumienia, czy powinien odpoczywać? Powinien raczej dnie i noce poświęcać na to, żeby jak największej liczbie czarodziejów pomóc w zabezpieczeniu swoich domów. I jeszcze siedzieć nad innym różnymi pomocnymi im wynalazkami, zżerało go to od środka, że nie poświęcał się temu bez reszty…
- Nie no nie każdy, jak od urodzenia siedzisz w zamku i go nie opuszczasz to możesz ją pominąć. Chociaż burza burzy nierówna - poprawił się nieco, bo kamyk uwierał go w plecy. Obracał go teraz między palcami unosząc dłoń wysoko nad głowę. - Taka burza piaskowa, burzą to ona zazwyczaj jest tylko z nazwy, bo to po prostu jedna wielka wichura, niosąca luźny piasek z taką siła i szybkością, że przebywanie na zewnątrz grozi zasypaniem i poważnymi obrażeniami. Rzadko tam uświadczysz piorunów nie są potrzebne. To trochę jak zamieć śnieżna, tylko z piaskiem, który wkrada się wszędzie.
- Co to za zmiany, to nie są rękawiczki, żeby tak je sobie zmieniać - nadął policzki, ale wypuścił powietrze cicho z westchnięciem. - Jak chcecie, to możemy tak zrobić - nie był dobry w walczeniu o swoje.
- Nie wiem o czym wy rozmawiacie z tym całym Peregrinem, znaczy nie wnikam w wasze prywatne rozmowy. Ja z nim tylko rozmawiałem na tematy biznesowe, dlatego nie liczcie, że dołącze do tego wielkiego obwieszczania co mi powiedział, bo to tajemnica biznesowa - powiedział przyglądając się teraz Basileusowi z zaciekawieniem, nie był świadom, że on też znał Trelawney, ale w sumie to wbrew pozorom dużo o sobie jeszcze nie wiedzieli.
Przeniósł spojrzenie tak szybko na Millie, ze słychać było jak mu coś w szyi strzyknęło - starość nie radość.
- Bold of you to assume, że mam na sobie jakieś - pokazał jej język drocząc się, bo jednak miał na sobie gacie, a może trzeba je zdjąć przed graniem w pokera? Tak dla wytrącenia współgraczy z równowagi. Ta rozmowa zaczęła się stawać coraz bardziej dziwna.
- No skupimy się na nim, w końcu tym razem nie chcę przegrywać. Ale to nie znaczy, że mamy w niego grać z brudną dupą[b]- podniósł się na łokciach i mrużąc oczy przypatrzył się Millie. [b]- Mogę się zgodzić na kąpiel, ale tylko jak obiecasz, że druciana szczota do podłogi nie będzie brała w tym udziału - wzdrygnął się i dramatycznie opadł znów na trawę.[/b][/b]