16.09.2026, 18:40 ✶
– O Gosz, ale zajebioza, podoba mi się, musimy kiedyś pojechać na pustynie, totalnie chcę to zobaczyć! – pokraśniała na myśl o takim doświadczeniu. Brzmiało totalnie ekstremalnie i zagramanicznie, a teraz, gdy było jej super super dobrze, to nagle odblokowała się ochota na smakowanie, próbowanie i … tak… nie zatrzymywanie się.
– Powiedziałabym Liszek, że masz się pierdolić, – odgryzła mu się na przypomnienie o zakładzie – ale zakładam, że w najbliższym czasie nie będziesz mieć przestrzeni, żeby to robić sam, więc byłoby to zdecydowanie pustosłowie z mojej strony. – Zdecydowanie w jej głowie znajdowały się już horny chomiki i zapierdalały po tych kółeczkach wyobraźni, aranżując ich możliwości wewnątrz możliwości niewielkiego pokoiku z dwoma złączonymi łóżkami.
A potem bezceremonialnie wsunęła kościste palce za pasek spodni Thomasa i wyszarpnęła kawałek bielizny na światło dzienne. Obdarzyła przy tym Figga znajomym już całkiem uśmieszkiem o treści: "ze mną chcesz grać w takie gry?" Po czym trzasnęła gumką i zaczęła się podnosić z trawy.
– Zatem postanowione - zostałeś przegłosowany dwa do jednego – coś czuła że za moment pokocha demokrację. Wystarczyłoby, że jeden się z nią zgodził i była w stanie przeforsować absolutnie wszystko. Półuśmiech na twarzy przeszedł w szczerzenie się wszystkich równiutko ułożonych zębuszków. – Żadnej drucianej szczotki, mycie dupska przed graniem, Tommy Ty pierwszy bo potem trzeba będzie zabezpieczyć pokój odpowiednimi runami. Ostatecznie nie chcemy nikomu przeszkadzać… naszą grą… – dodała spoglądając się na nich Bardzo Wymownie, żeby panowie wiedzieli, że nie o grę jej chodzi. Ta relacja trochę była dziwaczna, spontaniczna i totalnie pogrzana, ale Milles parła do przodu jak Hogwardzka lokomotywa. Bardzo chciała, żeby byli tylko przyjaciółmi. To była ich wina, że nie wyszło. Więc teraz nie było zmiłuj.
– A jutro… może kino? – rzuciła, nim zaproponowała wspólną translokację do domu.
– Powiedziałabym Liszek, że masz się pierdolić, – odgryzła mu się na przypomnienie o zakładzie – ale zakładam, że w najbliższym czasie nie będziesz mieć przestrzeni, żeby to robić sam, więc byłoby to zdecydowanie pustosłowie z mojej strony. – Zdecydowanie w jej głowie znajdowały się już horny chomiki i zapierdalały po tych kółeczkach wyobraźni, aranżując ich możliwości wewnątrz możliwości niewielkiego pokoiku z dwoma złączonymi łóżkami.
A potem bezceremonialnie wsunęła kościste palce za pasek spodni Thomasa i wyszarpnęła kawałek bielizny na światło dzienne. Obdarzyła przy tym Figga znajomym już całkiem uśmieszkiem o treści: "ze mną chcesz grać w takie gry?" Po czym trzasnęła gumką i zaczęła się podnosić z trawy.
– Zatem postanowione - zostałeś przegłosowany dwa do jednego – coś czuła że za moment pokocha demokrację. Wystarczyłoby, że jeden się z nią zgodził i była w stanie przeforsować absolutnie wszystko. Półuśmiech na twarzy przeszedł w szczerzenie się wszystkich równiutko ułożonych zębuszków. – Żadnej drucianej szczotki, mycie dupska przed graniem, Tommy Ty pierwszy bo potem trzeba będzie zabezpieczyć pokój odpowiednimi runami. Ostatecznie nie chcemy nikomu przeszkadzać… naszą grą… – dodała spoglądając się na nich Bardzo Wymownie, żeby panowie wiedzieli, że nie o grę jej chodzi. Ta relacja trochę była dziwaczna, spontaniczna i totalnie pogrzana, ale Milles parła do przodu jak Hogwardzka lokomotywa. Bardzo chciała, żeby byli tylko przyjaciółmi. To była ich wina, że nie wyszło. Więc teraz nie było zmiłuj.
– A jutro… może kino? – rzuciła, nim zaproponowała wspólną translokację do domu.