25.10.2022, 18:18 ✶
Brenna miała ochotę uspokoić głośno Hogwart, że wcale nie jest złośliwy, a jeśli jest złośliwy, to i tak go kochają. Czy było to trochę szalone? Oczywiście, ale Brenna była Brenną i na dodatek miała zaledwie dwanaście lat.
Nie zdążyła jednak, bo była zbyt zajęta wpadaniem do łazienki. Wbiegła dosłownie do środka i podparła się o jedną z umywalek, z trudem chwytając dech. W pierwszej chwili zamarła, wsłuchując się w odgłosy, dobiegające z korytarza albo jednak nauczyciel tylko spojrzał w jego stronę i ruszył dalej…
…albo się tu właśnie skradał.
- Och – mruknęła Brenna, spoglądając na wodę na posadce. Nie zdążyła jeszcze poznać Jęczącej Marty. Jakoś do tej łazienki było jej zwykle nie po drodze, wpadła tu może ze dwa razy i tak się składało, że akurat wtedy pewnie Marta pływała w jeziorze. Nie wiedziała nawet, że ta tutaj mieszka.
Tak czy inaczej, słysząc, że ktoś płacze w jednej z kabin, zrobiła jedyną rzecz, jaką zrobić mogła. Wyciągnęła różdżkę, wyszeptała „lumus”, wypełniając łazienkę bladym światłem. I natychmiast pomaszerowała w tamtym kierunku i zapukała.
- Hej, hej, nic ci nie jest?- spytała, niezbyt głośno, pełna obaw, że nauczyciel usłyszy. A gdy szloch tylko narósł… - Uwaga, otwieram drzwi – ostrzegła. Myślała, że przyjdzie jej użyć alahomory (mogłaby przy okazji poćwiczyć, skubane zaklęcie, wychodziło Brennie raz na trzy razy, tak średnio), ale kiedy nacisnęła klamkę, drzwi stanęły otworem. Bo ta, która siedziała w środku, nie miała możliwości ich zablokować.
Na Brennę zza okularów spojrzały pełne łez oczy widmowej postaci, skulonej na toalecie.
- Wow – oświadczyła Brenna. – Ty już jesteś martwa – powiedziała, takim tonem, jakby dokonała wielkiego odkrycia.
- Tak! Tak! Wytykajcie mi to! – zawył duch. – Marta jest gruba! Marta jest głupia! Marta jest martwa!
Brenna spojrzała w stronę kuzynki, trochę bezradna i ogłupiała. Gdyby Marta była żywa, pewnie już by przy niej klękała, uspokajała i szukała po kieszeniach cukierków. Nie była pewna, jak jednak zareagować na takie zachowanie u ducha. Nie da jej przecież cukierka, prawda? Duchy nie jadały cukierków, Brenna pamiętała, z jaką zazdrością Sir Nikolas patrzył na ciasta na stole Gryffindoru… (Wtedy Brenna postanowiła, że nigdy, przenigdy, nie zostanie duchem. Patrzyć na jedzenie i nie móc go zjeść? I tak przez całą wieczność?) Poza tym duchy były… no… stare, więc chyba nie powinny tak płakać, tak?
Z drugiej strony, ten konkretny duch wyglądał jak dziewczynka. Może ze dwa lata starsza od Brenny.
- No hej, hej, nie płacz, ja nie chciałam – jęknęła w końcu. Po trochu, bo bała się, że nauczyciel usłyszy zawodzenia Marty i tu zajrzy, po trochu, bo naprawdę było jej trochę ducha żal. – Ja… no tylko chciałam sprawdzić, dlaczego płaczesz.
- To jak ktoś jest martwy, nie wolno mu już płakać? – oburzyła się Marta, unosząc się powoli. Nie wstawała, a wzlatywała, by zawisnąć nad Brenną. – Duchy też mają uczucia, a Irytek rzucał we mnie przedmiotami!
Nie zdążyła jednak, bo była zbyt zajęta wpadaniem do łazienki. Wbiegła dosłownie do środka i podparła się o jedną z umywalek, z trudem chwytając dech. W pierwszej chwili zamarła, wsłuchując się w odgłosy, dobiegające z korytarza albo jednak nauczyciel tylko spojrzał w jego stronę i ruszył dalej…
…albo się tu właśnie skradał.
- Och – mruknęła Brenna, spoglądając na wodę na posadce. Nie zdążyła jeszcze poznać Jęczącej Marty. Jakoś do tej łazienki było jej zwykle nie po drodze, wpadła tu może ze dwa razy i tak się składało, że akurat wtedy pewnie Marta pływała w jeziorze. Nie wiedziała nawet, że ta tutaj mieszka.
Tak czy inaczej, słysząc, że ktoś płacze w jednej z kabin, zrobiła jedyną rzecz, jaką zrobić mogła. Wyciągnęła różdżkę, wyszeptała „lumus”, wypełniając łazienkę bladym światłem. I natychmiast pomaszerowała w tamtym kierunku i zapukała.
- Hej, hej, nic ci nie jest?- spytała, niezbyt głośno, pełna obaw, że nauczyciel usłyszy. A gdy szloch tylko narósł… - Uwaga, otwieram drzwi – ostrzegła. Myślała, że przyjdzie jej użyć alahomory (mogłaby przy okazji poćwiczyć, skubane zaklęcie, wychodziło Brennie raz na trzy razy, tak średnio), ale kiedy nacisnęła klamkę, drzwi stanęły otworem. Bo ta, która siedziała w środku, nie miała możliwości ich zablokować.
Na Brennę zza okularów spojrzały pełne łez oczy widmowej postaci, skulonej na toalecie.
- Wow – oświadczyła Brenna. – Ty już jesteś martwa – powiedziała, takim tonem, jakby dokonała wielkiego odkrycia.
- Tak! Tak! Wytykajcie mi to! – zawył duch. – Marta jest gruba! Marta jest głupia! Marta jest martwa!
Brenna spojrzała w stronę kuzynki, trochę bezradna i ogłupiała. Gdyby Marta była żywa, pewnie już by przy niej klękała, uspokajała i szukała po kieszeniach cukierków. Nie była pewna, jak jednak zareagować na takie zachowanie u ducha. Nie da jej przecież cukierka, prawda? Duchy nie jadały cukierków, Brenna pamiętała, z jaką zazdrością Sir Nikolas patrzył na ciasta na stole Gryffindoru… (Wtedy Brenna postanowiła, że nigdy, przenigdy, nie zostanie duchem. Patrzyć na jedzenie i nie móc go zjeść? I tak przez całą wieczność?) Poza tym duchy były… no… stare, więc chyba nie powinny tak płakać, tak?
Z drugiej strony, ten konkretny duch wyglądał jak dziewczynka. Może ze dwa lata starsza od Brenny.
- No hej, hej, nie płacz, ja nie chciałam – jęknęła w końcu. Po trochu, bo bała się, że nauczyciel usłyszy zawodzenia Marty i tu zajrzy, po trochu, bo naprawdę było jej trochę ducha żal. – Ja… no tylko chciałam sprawdzić, dlaczego płaczesz.
- To jak ktoś jest martwy, nie wolno mu już płakać? – oburzyła się Marta, unosząc się powoli. Nie wstawała, a wzlatywała, by zawisnąć nad Brenną. – Duchy też mają uczucia, a Irytek rzucał we mnie przedmiotami!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.