- Masz świadomość, że istnieją ludzie, do których możesz się zgłosić, żeby zrobili to za Ciebie, bo zajmują się tym codziennie, a nie robili to prawie raz. - Czasem miała wrażenie, że jej mąż zapominał o tym, że istnieli specjaliści, fachowcy, którzy mogli się tym zająć za odpowiednią zapłatą. To na pewno pozwoliłoby im uniknąć dodatkowych wrażeń, chociaż może właśnie o to chodziło, że wolał wszystko robić sam, żeby sprawdzić, czy mu się uda. Benjy nie miał najmniejszego problemu z tym, żeby próbować nowych rzeczy, nie widziała w tym nic złego, chociaż remont dachu był jednak bardzo mocno ryzykowny. - Myślę, że anonimowy fachowiec wcale nie potrzebowałby tej wiedzy. - Skoro był fachowcem to raczej nie przydadzą mu się eliksiry i bandaże, samo to, że o tym wspomniał sugerowało jej, że doskonale wiedział jak coś takiego mogłoby się zakończyć.
Oczywiście wiedziała, że jeśli jej mąż faktycznie będzie chciał się tym zająć sam, to dokładnie tak się wydarzy. Bez względu na jej nieco sceptyczne podejście do tematu. Nie miała zamiaru stawać mu na drodze, bo nie miało to najmniejszego sensu. Jeśli chciał przeprowadzić remont dachu samodzielnie to na pewno się tak wydarzy, no jeśli nie całkowicie to podejmie chociaż próbę zrobienia tego. Był cholernie uparty i nic nie dało się z tym zrobić, mogła tylko patrzeć na te jego wybryki - to znaczy wspierać go swoją obecnością, no i uzdrowicielskimi talentami.
Została w salonie po to, żeby zobaczyć, jak poradzi sobie z tą nieszczęsną drabiną, nie chciała mieć racji ze swoim czarnowidztwem, jednak w tym przypadku faktycznie okazało się, że jej brak zaufania do drabiny po której się wspinał był zasadny. Benjy jebnął na podłogę, wieniec potoczył się całkiem zgrabnie, a żyrandol zaczął się ruszać, ale udało mu się wygrać walkę z grawitacją - nadal wisiał, co było sporym sukcesem.
Podeszła do niego, trzymając swoją dynię w dłoniach, zatrzymała się tuż przy jego głowie. Bardzo uważnie mu się przyglądała starając się oszacować starty. Nie wyglądało to, aż tak źle, jak się spodziewała. Pewnie tylko odrobinę się potłukł, no na pierwszy rzut oka, będzie musiała go dokładnie obejrzeć, to za każdym razem kończyło się tak samo.
- Nie wiem, czy to jest najważniejsze… masz wszystkie zęby? Pokaż twarz… niedługo zaczną mówić, że żona Cię bije. - Nie, żeby dała radę zrobić mu jakąkolwiek krzywdę, ale ciągle coś mu się przytrafiło, co też można było odebrać na różny sposób. - Będę Cię musiała bardzo dokładnie obejrzeć. - Dodała jeszcze, musiał się na to przygotować, nie było szansy, że po tym drobnym wypadku uniknie oględzin.
- Nie można było tak od razu? - Pytanie należało raczej do tych retorycznych, wiedziała, że nie można było, musiał spróbować zrobić to swoimi rękoma. Tak już miał.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control