18.09.2026, 10:51 ✶
Millie byłaby z pewnością w tym momencie wdzięczna światu, gdyby żyła w uniwersum w którym była ze swoją kuzynką blisko. Tak jednak nie było – dopiero wojna ze śmierciożercami ociepliła ich stosunki i sprawiła że Harper przestała młodszą krewniaczkę traktować jak bolesny wrzód na dupsku rodziny skutecznych glin. Mildred mogła przy okazji akcji zajrzeć do niej raz czy dwa, ale nie na tyle by znać każdy zakamarek tego miejsca i sekrety właścicielki. Jej największą przewagą w danej sytuacji był fakt, że potrafiła odnaleźć się w chaosie i - podobnie jak Heather ze swoim doświadczeniem zawodowego miotlarza - miała dobre oko i świetny refleks. No i klucze. Miała też klucze.
Czego nie miała to wyrzutów sumienia. W absolutnej szczerości samej ze sobą - też by chciała, żeby jej przyjaciele zainterweniowali, gdyby jej zaczęło się coś odklejać w głowie. Trochę było tak, że pocieszała się co jakiś czas, że jeszcze jest na tyle normalna, że to się nie zadziało. Ale nie jej zdrowie psychiczne było głównym bohaterem dzisiejszego dnia. Zdecydowanie nie.
Głównym bohaterem był pies strzegący jak cerber domeny swojej zapewne wybawicielki - z plotek kojarzyła, że wyglądał na prawdę nędznie, gdy pierwszy raz pojawił się w okolicy. Moody bardzo, bardzo[/b] liczyła na to, że nie jest animagiem.
– Totalnie. Niezły pomysł z tym stekiem. Ja podpatrzyłam czym bawił się ten wielki kundel z Warowni i mam wzmacniany gałgan do zabawy dla dużych chłopców. Może wystarczy mu dzięki temu zajęcia? – [i]albo będzie mu wszystko jedno czy szarpie ten gałgan, czy nasze jeasny… – pomyślała. – Najważniejsze to nie okazywać strachu, one to czują – dodała chyba najbardziej wyświechtaną frazę jaką można usłyszeć jeśli chodzi o obcowanie z obcymi psami. – Ale myślę, że zaczniemy od Twojego planu z klatką, a awaryjnie, ja go przeniosą z gałganem do łazienki i módlmy się, żeby nie było tam rzeczy, których szukamy. – Wyszczerzyła zęby, czując przypływ adrenalinki z nadchodzącego wyzwania. Wood zajebiście kształtowała rzeczy, ona sama była precyzyjna w przenoszeniu cięższych przedmiotów bez ryzyka uszkadzania ich. Były idealne do "opieki" nad futrzakiem.
Nie czekając dłużej przekręciła klucz w drzwiach, żeby mogły wejść do środka, licząc, że może kudłacz śpi. Niestety po drugiej stronie było usłyszeć szorowanie łap i pazurów o parkiet mieszkania. No dobrze…
– Hej piesku! Ciocie mają dla Ciebie prezenty – weszła przodem trzymając w wolnej ręce różdżkę ze wsadzonym za pasek spodni gałganem-zabawką„ żeby dać przestrzeń Heather do strategicznego rzucenia mięsa i wyczarowania kojca.
przynoszę wzmocniony magicznie Gałgan jako pełnoprawną zabawkę dla wielkiego psa - korzystam przy tym z relacji z Brenną i Erikiem, oraz faktu, że bywałam częstym gościem w Warowni i mogłam podpatrzeć czym bawi się ich największy pies
dodatkowo korzystam z przewagi Odwaga I więc nie odczuwam strachu, który pies mógłby wyczuć, wchodzę na pewniaka osłaniając przed ewentualnym atakiem partnerkę
Czego nie miała to wyrzutów sumienia. W absolutnej szczerości samej ze sobą - też by chciała, żeby jej przyjaciele zainterweniowali, gdyby jej zaczęło się coś odklejać w głowie. Trochę było tak, że pocieszała się co jakiś czas, że jeszcze jest na tyle normalna, że to się nie zadziało. Ale nie jej zdrowie psychiczne było głównym bohaterem dzisiejszego dnia. Zdecydowanie nie.
Głównym bohaterem był pies strzegący jak cerber domeny swojej zapewne wybawicielki - z plotek kojarzyła, że wyglądał na prawdę nędznie, gdy pierwszy raz pojawił się w okolicy. Moody bardzo, bardzo[/b] liczyła na to, że nie jest animagiem.
– Totalnie. Niezły pomysł z tym stekiem. Ja podpatrzyłam czym bawił się ten wielki kundel z Warowni i mam wzmacniany gałgan do zabawy dla dużych chłopców. Może wystarczy mu dzięki temu zajęcia? – [i]albo będzie mu wszystko jedno czy szarpie ten gałgan, czy nasze jeasny… – pomyślała. – Najważniejsze to nie okazywać strachu, one to czują – dodała chyba najbardziej wyświechtaną frazę jaką można usłyszeć jeśli chodzi o obcowanie z obcymi psami. – Ale myślę, że zaczniemy od Twojego planu z klatką, a awaryjnie, ja go przeniosą z gałganem do łazienki i módlmy się, żeby nie było tam rzeczy, których szukamy. – Wyszczerzyła zęby, czując przypływ adrenalinki z nadchodzącego wyzwania. Wood zajebiście kształtowała rzeczy, ona sama była precyzyjna w przenoszeniu cięższych przedmiotów bez ryzyka uszkadzania ich. Były idealne do "opieki" nad futrzakiem.
Nie czekając dłużej przekręciła klucz w drzwiach, żeby mogły wejść do środka, licząc, że może kudłacz śpi. Niestety po drugiej stronie było usłyszeć szorowanie łap i pazurów o parkiet mieszkania. No dobrze…
– Hej piesku! Ciocie mają dla Ciebie prezenty – weszła przodem trzymając w wolnej ręce różdżkę ze wsadzonym za pasek spodni gałganem-zabawką„ żeby dać przestrzeń Heather do strategicznego rzucenia mięsa i wyczarowania kojca.
przynoszę wzmocniony magicznie Gałgan jako pełnoprawną zabawkę dla wielkiego psa - korzystam przy tym z relacji z Brenną i Erikiem, oraz faktu, że bywałam częstym gościem w Warowni i mogłam podpatrzeć czym bawi się ich największy pies
dodatkowo korzystam z przewagi Odwaga I więc nie odczuwam strachu, który pies mógłby wyczuć, wchodzę na pewniaka osłaniając przed ewentualnym atakiem partnerkę