18.09.2026, 10:37 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.09.2026, 11:02 przez The Edge.
Powód edycji: Poprawiłam na kompie błędy bo napisałam to z telefonu.
)
On wręcz odwrotnie – chwile spędzane w cyrku, podczas których miał zajęcie pozwalały mu skupić się na czymkolwiek innym, niż jego żywot nieudacznika zaliczał do swoich osobistych koszmarów. Kilka miesięcy temu wylegiwałby się na dachu wozu Alexandra i udawał, że nic wokół go nie obchodzi, ale nie mógł już tego robić. No, przynajmniej nie bez poczucia winy, bo przecież…
Cały czas czuł się obserwowany.
Marzył o tym, żeby nie dopowiadać sobie w kółko potwornych rzeczy o tym, co inni myśleli o jego zachowaniu, ale przecież nie dało się tak po prostu wyłączyć w głowie pstryczka czyniącego go człowiekiem zaburzonym. Łapczywie nabierał więc powietrze, żeby po chwili wypuścić je z siebie nerwowo. Wcale nie czuł się po tym spokojniej, chociaż wszyscy uwielbiali mówić mu w takich chwilach: oddychaj. Dobre sobie. Istniało, niestety dla jego zdrowia, wiele rzeczy przychodzących mu o wiele łatwiej niż oddychanie.
Ostatecznie to on do niej podszedł.
Wyglądał przy tym, jak chodzące nieszczęście. Ręce miał splecione, jakby chciał się przed czymś zasłonić. Garbił się. Nie przypominał w ogóle niesamowitego akrobaty występującego na scenie ani technika, ani mózgu operacji. Stał przed nią zagubiony dzieciak, któremu nie udało się nigdy dorosnąć.
– Zrobiłem coś bardzo głupiego. – O ile można było tak powiedzieć o próbie odebrania sobie życia. Bo to było głupie tak? To, że ciągle próbował i nawet to mu nie wychodziło. Cain gryzł piach, a on wciąż się po nim czołgał, nie potrafiąc przerwać czegoś, czego w gruncie rzeczy nienawidził. – Nie będę się spowiadał. – Chyba za bardzo przywykł do słownictwa, jakiego używał Jim. Poza cyrkiem by tak nie powiedział. Ale czy to miało jakieś znaczenie? Wszędzie kamuflował się na innym tle, zaciągał się energiami ludzi wokół. Nie pamiętał już za bardzo jaki był bez tego ciężaru, który go dusił.
Kopnął kamyczek leżący na ścieżce. Potoczył się daleko i od Fiery i od dwójki leżących obok lwów.
Kiedyś się ich bał, a potem musiał spać obok jarczuka.
Usiadł więc na ziemi, przy jej nogach, opierając się plecami o skrzynię. Następnie wyciągnął w górę dwa palce, nie dodając „proszę”.
@The Beast
Cały czas czuł się obserwowany.
Marzył o tym, żeby nie dopowiadać sobie w kółko potwornych rzeczy o tym, co inni myśleli o jego zachowaniu, ale przecież nie dało się tak po prostu wyłączyć w głowie pstryczka czyniącego go człowiekiem zaburzonym. Łapczywie nabierał więc powietrze, żeby po chwili wypuścić je z siebie nerwowo. Wcale nie czuł się po tym spokojniej, chociaż wszyscy uwielbiali mówić mu w takich chwilach: oddychaj. Dobre sobie. Istniało, niestety dla jego zdrowia, wiele rzeczy przychodzących mu o wiele łatwiej niż oddychanie.
Ostatecznie to on do niej podszedł.
Wyglądał przy tym, jak chodzące nieszczęście. Ręce miał splecione, jakby chciał się przed czymś zasłonić. Garbił się. Nie przypominał w ogóle niesamowitego akrobaty występującego na scenie ani technika, ani mózgu operacji. Stał przed nią zagubiony dzieciak, któremu nie udało się nigdy dorosnąć.
– Zrobiłem coś bardzo głupiego. – O ile można było tak powiedzieć o próbie odebrania sobie życia. Bo to było głupie tak? To, że ciągle próbował i nawet to mu nie wychodziło. Cain gryzł piach, a on wciąż się po nim czołgał, nie potrafiąc przerwać czegoś, czego w gruncie rzeczy nienawidził. – Nie będę się spowiadał. – Chyba za bardzo przywykł do słownictwa, jakiego używał Jim. Poza cyrkiem by tak nie powiedział. Ale czy to miało jakieś znaczenie? Wszędzie kamuflował się na innym tle, zaciągał się energiami ludzi wokół. Nie pamiętał już za bardzo jaki był bez tego ciężaru, który go dusił.
Kopnął kamyczek leżący na ścieżce. Potoczył się daleko i od Fiery i od dwójki leżących obok lwów.
Kiedyś się ich bał, a potem musiał spać obok jarczuka.
Usiadł więc na ziemi, przy jej nogach, opierając się plecami o skrzynię. Następnie wyciągnął w górę dwa palce, nie dodając „proszę”.
@The Beast
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.