18.09.2026, 22:33 ✶
– Oj już tak nie sraj, co miałam Ci wbijać prosto do łóżka? – odpowiedziała zamiast powitania Moody, która bardzo nie lubiła, gdy ktoś jej imputował burżujskie dobre maniery. Mimo własnej insynuacji, nie rzuciła się swojej szalonej ex na szyję, tylko zaczęła rozglądać po otoczeniu, po czym niemal od razu sięgnęła do swojej srebrzystej papierośnicy z wygrawerowanym sztormem. Magiczny pierun regularnie przecinał nieboskłon wysłużonego pudełeczka, z którego Moody wyciągnęła świeżego skręta i odpaliła go różdżką. Wytarta szata niedbale przesłaniała jeansy i wyciągnięty biały tshirt, które co rusz były widoczne przez brązowo-poły worka, służącego raczej za przebranie, niż strój maga. – Ja pierdolę, jak Ty tu w ogóle możesz wysiedzieć, przecież to jest jakaś masakra! – zauważyła rzeczowo, jak na funkcjonariuszkę policji przystało. – Jebie jak u Twojego kuzyna za rogiem. Gdybym Cię nie znała, pomyślałabym, że celowo chcesz mnie sprowokować bo za bardzo polubiłaś moje złociste kajdanki – drażniła się z nią, tak na prawdę ćmiąc papierosa i przechadzając się po głównym holu, wyrażając z wrodzoną sobie delikatnością współczucie dla ofiary działań Czarnego Dzbana. – Ale powiem Ci mała – owszem, Moody była zdecydowanie niższa od właścicielki Krosrołdsów – ostatnie czego po Tobie bym się spodziewała to sympatyzowanie z ruchami mugolackimi, skoro tak Cię pokarało smrodesiem po pożarze. – Ogarnęła ją nagła wesołość, gdy w końcu złociste oczy zatrzymały się na jak zawsze idealnej i doskonałej sylwetce Ceolsige. Te pieprzone czystokrwiste blondynki. Czemu one zawsze musiały takie być?– .. co następne Ceo? Wspólnik goblin? – Na trójkątnej twarzy zakwitł szeroki i równie złośliwy uśmiech, ale w oczach tańczyły rozbawione iskierki osoby, która bardzo uważnie obserwowała swoją rozmówczynię mimo pozornej niechlujności wypowiedzi. Zatańcz ze mną jeszcze raz. Spotkania z Moody zazwyczaj rządziły się swoimi prawami. Zaciągnęła się petem, a na jej twarzy obmalowała się ulga, bo rzeczywiście swąd papierosowy mocno pomagał.
– Najpierw karty, czy oględziny? – nie wyobrażała sobie wyjść stąd, nie postawiwszy Burke tarota. Minęło trochę czasu odkąd widziały się ostatnio. Zabawne było pluć w Dziurawym Kotle tym propagandzkim gównem. Niech psiapsi wie, że teraz jej język wrócił już do absolutnej normy.
– Najpierw karty, czy oględziny? – nie wyobrażała sobie wyjść stąd, nie postawiwszy Burke tarota. Minęło trochę czasu odkąd widziały się ostatnio. Zabawne było pluć w Dziurawym Kotle tym propagandzkim gównem. Niech psiapsi wie, że teraz jej język wrócił już do absolutnej normy.