11 godzin(y) temu ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11 godzin(y) temu przez Millie Moody.)
25.10
Wbrew pozorom, Milles nie była pamiętliwa, tylko kilka osób mogło się poszczycić zaszczytnym tytułem wrzoda na dupie, którego przewiny pamiętała do piątego pokolenia wstecz. Tymczasem wysokie, eleganckie do bólu blondynki, choćby nie wiem jak były wymuskane, i złośliwe między wierszami… cóż. Był pewien miękki punkt w serduszku Miles dla kobiet, które pojawiły się w jej życiu, więc nawet nie skrzywiła się na informację, że z pudełka nici. Dopiero od niedawna była świadoma trzeciego oka (chyba na dupie), dopiero zaczynała eksplorację tego tematu. Może po prostu magia wie, że nie ma co się kumać z pudełkiem dla niej? Tymczasem Ceo potrzebowała mieć przez moment spokój w domu, w którym śmierdziało kolejny miesiąc i Miles chciała, z głębi swojego pojebanego serduszka, żeby tak właśnie się stało.
– Odrobina spokoju dla Ciebie wariatko– mruknęła rozglądając się za adekwatną dynią. A potem… cóż, to na prawdę nie była jej wina, że poza znakami ochronnymi gwiazdkami i innymi uroczymi symbolami mającymi chronić dom, postanowiła dorzucić od siebie na tyle warzywa parę kształtnych cycków.
Rzemiosło ◉◉◉○○ + sztuki plastyczne
Rzut Z 1d100 - 75
Sukces!
Sukces!
To był pierwszy lampion dzisiejszego wieczoru i Moody skłamałaby, gdyby powiedziała, że nie była z niego zadowolona. Zabezpieczyła jego wnętrze, znalazła nawet jakąś koślawą świeczkę, żeby Ceo mogła od razu zachwycić się unikatowym wzornictwem. A potem zapakowała ją w szary papier pakowy, po chwili zastanowienia robiąc z niego gigantycznego cukieraska.