9 godzin(y) temu ✶
—26/10/1972—
Docklands, Niemagiczny Londyn
Erik Longbottom, Nora Figg
— Ugh, dobrze, że Albus zwrócił uwagę na te plotki o dziwnych odgłosach — mruknął, mimowolnie oglądając się przez ramię, aby raz jeszcze spojrzeć na majaczący może trzysta metrów za nimi teren rozległego placu budowy. — Jak już otworzą tutaj ten hotel, to czarodzieje mogą zapomnieć o trzymaniu w okolicy jakichkolwiek magicznych zwierząt. Bez względu czy ich posiadanie będzie legalne.
Tower Hotel, bo tak miał nazywać się ten zacny przybytek, nie wyglądał, jakby był gotowy do otwarcia, ale jego fasada nie przypomniała też typowego hotelu. Brakowało w niej jakichkolwiek zdobień i raczej nie chodziło tutaj o uzyskaniu efektu skromnej elegancki. Ktokolwiek zaprojektował tego molocha, zrobił to kompletnie umyślnie i Erik nie był przekonany, czy ta wizja była czymś, co przypadnie do gustu turystom. Nie mówiąc już o mieszkańcach Londynu.
Tutaj ewidentnie ktoś wywalił z projektu wszystko, co mogłoby złagodzić surowość tej… bryły, skomentował bezgłośnie, kręcąc głową i odrywając wzrok od czającego się za ich plecami budynku. Nagi beton, proste okna, niezbyt zachwycający kolor frontowej elewacji… Albo ktoś robił to po kosztach albo kompletnie nie miał poczucia stylu.
— Twierdza Tower po drugiej stronie ulicy, hotel czekający na otwarcie… Zaraz naotwierają tutaj restauracji czy jakichś pubów i skończy się eldorado — dokończył swoją myśl Longbottom, zatrzymując się przy barierce. Przez dłuższą chwilę wodził wzrokiem po rozciągającym się przed nimi kompleksie wewnętrznych magazynów. — Nawet jeśli teraz da się jeszcze z niego korzystać.
Większość segmentów tutejszych doków dalej była opuszczonych; może po części właśnie dzięki lokalnej budowie. Wzniesienie takiego wielkiego kloca bez użycia czarów mogło zająć miesiące, o ile nie lata, toteż nic dziwnego, że nikomu się nie spieszyło do otwarcia tutaj czegokolwiek, gdy w powietrzu unosił się pył, było głośno od mugolskich maszyn budowniczych i trzeba było wysłuchiwać głośnych wiązanek przekleństw ciskanych do siebie przez robotników.
— Jakiś pomysł, gdzie powinniśmy zacząć szukać tych karłów? — rzucił, zerkając z zaciekawieniem na Norę. — Wątpię, żeby Pendelton trzymał je po piwnicach lub na poziomie parteru…
Niestety Longbottom nie miał zbytnio czasy, aby skonsultować się z kimś, kto mógł wiedzieć o tym, czego mógł potrzebować do życia ten konkretny gatunek hipogryfów. Wiedza zdobyta z czasów, kiedy bardzo chciał podarować córce chrzestnej takiego rumaka sugerowała jednak, że kulawiki potrzebowały sporo miejsce na rozprostowanie skrzydeł. Magazynu czarodzieja powinni więc szukać na wyższych poziomach lub segmentach z wyjątkowo wysokimi sufitami.
— Jak się właściwie czujesz działając dziś bardziej w terenie? — zapytał z lekkim uśmiechem na ustach. Mimo wszystko miło było widzieć, że Figg na swój sposób rozwijała się w strukturach Zakonu Feniksa. Bądź co bądź, jak do tej pory zaganiania była przede wszystkim do spraw organizacyjnych i tych związanych z rzemieślnictwem.
Tower Hotel, bo tak miał nazywać się ten zacny przybytek, nie wyglądał, jakby był gotowy do otwarcia, ale jego fasada nie przypomniała też typowego hotelu. Brakowało w niej jakichkolwiek zdobień i raczej nie chodziło tutaj o uzyskaniu efektu skromnej elegancki. Ktokolwiek zaprojektował tego molocha, zrobił to kompletnie umyślnie i Erik nie był przekonany, czy ta wizja była czymś, co przypadnie do gustu turystom. Nie mówiąc już o mieszkańcach Londynu.
Tutaj ewidentnie ktoś wywalił z projektu wszystko, co mogłoby złagodzić surowość tej… bryły, skomentował bezgłośnie, kręcąc głową i odrywając wzrok od czającego się za ich plecami budynku. Nagi beton, proste okna, niezbyt zachwycający kolor frontowej elewacji… Albo ktoś robił to po kosztach albo kompletnie nie miał poczucia stylu.
— Twierdza Tower po drugiej stronie ulicy, hotel czekający na otwarcie… Zaraz naotwierają tutaj restauracji czy jakichś pubów i skończy się eldorado — dokończył swoją myśl Longbottom, zatrzymując się przy barierce. Przez dłuższą chwilę wodził wzrokiem po rozciągającym się przed nimi kompleksie wewnętrznych magazynów. — Nawet jeśli teraz da się jeszcze z niego korzystać.
Większość segmentów tutejszych doków dalej była opuszczonych; może po części właśnie dzięki lokalnej budowie. Wzniesienie takiego wielkiego kloca bez użycia czarów mogło zająć miesiące, o ile nie lata, toteż nic dziwnego, że nikomu się nie spieszyło do otwarcia tutaj czegokolwiek, gdy w powietrzu unosił się pył, było głośno od mugolskich maszyn budowniczych i trzeba było wysłuchiwać głośnych wiązanek przekleństw ciskanych do siebie przez robotników.
— Jakiś pomysł, gdzie powinniśmy zacząć szukać tych karłów? — rzucił, zerkając z zaciekawieniem na Norę. — Wątpię, żeby Pendelton trzymał je po piwnicach lub na poziomie parteru…
Niestety Longbottom nie miał zbytnio czasy, aby skonsultować się z kimś, kto mógł wiedzieć o tym, czego mógł potrzebować do życia ten konkretny gatunek hipogryfów. Wiedza zdobyta z czasów, kiedy bardzo chciał podarować córce chrzestnej takiego rumaka sugerowała jednak, że kulawiki potrzebowały sporo miejsce na rozprostowanie skrzydeł. Magazynu czarodzieja powinni więc szukać na wyższych poziomach lub segmentach z wyjątkowo wysokimi sufitami.
— Jak się właściwie czujesz działając dziś bardziej w terenie? — zapytał z lekkim uśmiechem na ustach. Mimo wszystko miło było widzieć, że Figg na swój sposób rozwijała się w strukturach Zakonu Feniksa. Bądź co bądź, jak do tej pory zaganiania była przede wszystkim do spraw organizacyjnych i tych związanych z rzemieślnictwem.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞