Magimedyczka zapamiętała wszystkie obrażenia, jakie wymieniła młoda kobieta. Wzięła cały jej ciężar na swoje ciało i po kilku wdechach przyzwyczajania się do dodatkowego ciężaru, pomogła przejść Septimie kilka stopni do krzesełka, a następnie delikatnie posadziła ją na krzesełku. Przejrzała swoje dostępne narzędzia i eliksiry na stanowisku.
— Dobrze, Septimo, czy… czy po uderzeniu wymiotowałaś? — zapytała. — Patrz proszę na moją różdżkę, będzie świecić się — powinformowała kobietę, przytrzymując jej podbródek delikatnie w miejscu i błyskając zaklęciem światła po jej oczach, aby zobaczyć reakcje źrenic. Tutaj wszystko było prawidłowo, obie źrenice zmniejszyły się równomiernie w obu gałkach. Wykonała jeszcze kilka badań na wstrząśnienie mózgu, ale zdawało się, że największe zdezorientowanie wynika z faktu, że panna Ollivander jest niedotleniona przez wdychanie dymu, może miała szok pourazowy. Wyjęła jedną z fiolek i szklaną pipetę i nabrała specyfiku do aplikatora.
— Zakropię pani teraz oczy. Odciągnę dolną powiekę w dół. Proszę starać się nie mrugać i zamknąć oko, gdy padnie w nie krople. Proszę odchylić głowę delikatnie. — Sama położyła nasadę dłoni i mały palec, na jej czole, delikatnie kierując wzrok Septimy ku sufitowi. W tej samej ręce trzymała pipetę. Medycy musieli nauczyć się żyć z tym, że mieli tylko dwie ręce, chociaż Deirdre marzyła o dodatkowej parze bardzo często. Gdyby jej eksperymenty się powiodły, mogłaby sobie takie sprawić, myślała. Należałoby usunąć kilka żeber i transmutować je w dodatkowe łopatki. Takie ręce miałyby ograniczoną mobilność, przez brak obojczyków, ale wystarczyłyby do przytrzymywania pacjentów w pozycji.
W końcu odciągnęła dolne powieki pacjentki, jedna po drogiej, aplikując eliksir czyszczący powiekę oka z zanieczyszczeń. Lek był nieco kleisty.
— Za chwilę wywoła łzy, aby oczyścić całą spojówkę — wyjaśniła. Aplikowała ten lek czasami, gdy widziała, że ktoś potrzebuje ulgi w płaczu, ale nie może sobie na to pozwolić. Oczywiście tylko odpowiednim osobom, pod pretekstem wymyślonym na bieżąco. Teraz jednak było to bardzo potrzebne nie tylko dla emocji Septimy. Podała jej też kubek z wodą, który postawił jakiś student, roznoszący je pacjentom. Włożyła go w dłonie Ollivanderówny, żeby nie musiała otwierać oczu. — Woda.
[a]Przyjrzała się ranie na boku twarzy, która ciągnęła się szarpanymi pęknięciami przez cały bok kobiety. Wyjęła jodynę, pincetę oraz świeże gazy i nerkę do odkładania szkła. Założyła też na oczy mosiężne gogle z soczewkami powiększającymi i usiadła na małym taboreciku obok pacjentki. Dopasowała przybliżenie. To było coś, co lubiła robić, chociaż zwykle były to jakieś małe ząbki zwierzęcia lub jego igły. Tylko ona i setka drobnych ciał obcych do wyciągnięcia.
— To będzie bolało, ale nie mogę podać pani jeszcze środku przeciwbólowego, jeśli podczas wyciągania poczuje pani wzmożony ból, proszę od razu mówić. — Z pozoru mały kawałek mógł być długi i sięgać jakiejś ważnej żyły, a a ostatnie czego potrzebowała, to pryskającej fontanny krwi i pacjentki przechodzącej ze stanu stabilnego i względnie dobrego do ryzyka zagrożenia życia.
@Septima Ollivander