21.09.2026, 09:07 ✶
– SZLAMY! Jebane szlamy! To wszystko ich wina! – poza sadzą i brudem przywitał ich radosny okrzyk sublokatora mimowoli. Umęczona dusza ruszyła ku kobietom chcąc podzielić się "nowiną", która po takim czasie dawno już przebrzmiała. Niczym zdarta płyta – choć oczywiście dla egozrcystki był to pakiet nowych gorzkich żali – rozpoczął swoje gniewne zawodzenie:
Brudna krew spaliła nasze domy! BRRRRRRUDNA BRRRUDNA błotnista, wpuściliśmy ich do naszego domu, a oni ONI wbili nam nóż.. Niech będzie przeklęty Julian Bletchley i jego paskudna szlamowata ręka! MOJA KRRREW NA JEGO RĘKAAAACH! – wbił się w nie niemal swoją ektoplazmatyczną osobą, po czym drastycznie zawrócił, żeby rozbić się o ścianę i zacząć nią drapać i wić się i skowyczeć. Krrrreeeewwwww brrrudnaaaaa krrrrewwwww zawodził wściekle.
Urd przewróciła na to wszystko oczyma, choć tak na prawdę mocno trzymała różdżkę, na wypadek gdyby duszy było bliżej do poltergeista, a nienawistna energia, którą w sobie skumulował objawiła się fizycznym atakiem. Może z zewnątrz to były tylko stłumione krzyki i dopiero teraz miała okazję wsłuchać się w ich treść, ale nie robiła ona na niej większego znaczenia. Była egzorcystką od dwudziestu lat i z niejednego pieca jadła chleb. Duch, żeby pozostać na ziemskim padole zwykle miał w sobie traumę, a pomyślunku… no niezbyt wiele. To znaczy, aby oddać sprawiedliwość, dopuszczała prawdopodobieństwo, że jakiś Bletchley realnie zamordował pana, ale nie była to ani jej sprawa, ani profesja by się nad tym pochylać. Była egzorcystką, zajmowała się sprzątaniem, a nie dociekaniem prawdy.
– Nie dzięki, nie trzeba mam… – dłoń powędrowała do bocznej sakiewki i trafiła na pustkę. Soczyste norweskie przekleństwo wysmyknęło jej się z ust, a następnie na twarzy (wciąż przy akompaniamencie krzyków agonii i skargi) pojawił się jeden z najpiękniejszych uśmiechów, który nosiła ta ziemia. – Jednak się skończyły po oczyszczaniu rubieży Kniei, więc jeśli ma pani świece dedykowane problemowi, to nie odmówię – wyciągnęła rękę ku Jo w oczekiwaniu – Oczywiście odliczę to od późniejszego rachunku, proszę się nie martwić. – dodała.
Brudna krew spaliła nasze domy! BRRRRRRUDNA BRRRUDNA błotnista, wpuściliśmy ich do naszego domu, a oni ONI wbili nam nóż.. Niech będzie przeklęty Julian Bletchley i jego paskudna szlamowata ręka! MOJA KRRREW NA JEGO RĘKAAAACH! – wbił się w nie niemal swoją ektoplazmatyczną osobą, po czym drastycznie zawrócił, żeby rozbić się o ścianę i zacząć nią drapać i wić się i skowyczeć. Krrrreeeewwwww brrrudnaaaaa krrrrewwwww zawodził wściekle.
Urd przewróciła na to wszystko oczyma, choć tak na prawdę mocno trzymała różdżkę, na wypadek gdyby duszy było bliżej do poltergeista, a nienawistna energia, którą w sobie skumulował objawiła się fizycznym atakiem. Może z zewnątrz to były tylko stłumione krzyki i dopiero teraz miała okazję wsłuchać się w ich treść, ale nie robiła ona na niej większego znaczenia. Była egzorcystką od dwudziestu lat i z niejednego pieca jadła chleb. Duch, żeby pozostać na ziemskim padole zwykle miał w sobie traumę, a pomyślunku… no niezbyt wiele. To znaczy, aby oddać sprawiedliwość, dopuszczała prawdopodobieństwo, że jakiś Bletchley realnie zamordował pana, ale nie była to ani jej sprawa, ani profesja by się nad tym pochylać. Była egzorcystką, zajmowała się sprzątaniem, a nie dociekaniem prawdy.
– Nie dzięki, nie trzeba mam… – dłoń powędrowała do bocznej sakiewki i trafiła na pustkę. Soczyste norweskie przekleństwo wysmyknęło jej się z ust, a następnie na twarzy (wciąż przy akompaniamencie krzyków agonii i skargi) pojawił się jeden z najpiękniejszych uśmiechów, który nosiła ta ziemia. – Jednak się skończyły po oczyszczaniu rubieży Kniei, więc jeśli ma pani świece dedykowane problemowi, to nie odmówię – wyciągnęła rękę ku Jo w oczekiwaniu – Oczywiście odliczę to od późniejszego rachunku, proszę się nie martwić. – dodała.
Niezwykła uroda I – coby pani Jo skupiła się na uroczej buzi, a nie na tym, że egzorcysta bez świeczek przychodzi