25.10.2022, 18:45 ✶
Nora spoglądała na Erika nieco zdenerwowana, zastanawiała się, czy się zgodzi. Tak naprawdę to nie widziała innej opcji, nie brała pod uwagę odmowy. No bo kto inny? Erik był jej najbliższym przyjacielem, chciała, żeby to właśnie on został ojcem chrzestnym dziecka. Wiedziała, że jeśli by się jej coś stało, to zaopiekuje się nim jak swoim. Odetchnęła z ulgą, kiedy usłyszała odpowiedź. - Kamień z serca.- odparła z uśmiechem. - Nie wiem, ale bałam się, że odmówisz, chociaż czułam, że nie.- sama wiele by dała by mieć takiego ojca chrzestnego jak Longbottom. Był odpowiedzialny, ciepły, czego można chcieć więcej? Zdawała sobie sprawę, że ten człowiek, który powoli w niej rósł nie mógł lepiej trafić. - Nie wiem jak sobie z tym poradzę, punktualność, z moim roztrzepaniem... okaże się, co wyjdzie.- Grunt, żeby miało dobre wzorce. Skoro już zostało bez ojca, to chociaż ten wybrany przez nią musiał być odpowiednim kandydatem. Tyle mogła zrobić dla tej istoty.
Miała wrażenie, że najgorsze już za nią. W sumie Erik był zaskoczony, nie przyjął tego aż tak źle. Może z resztą będzie podobnie? Najbardziej chyba bała się konfrontacji z rodzicami, była najstarszym dzieckiem, zawsze ta najodpowiedzialniejsza, teraz cała ta wizja się rozmyje. No cóż, prędzej, czy później będzie musiała to zrobić, w końcu sami się domyślą, że coś jest nie tak. Im wcześniej im powie, tym będą mogli się bardziej przygotować na tą nową sytuację.
- Zapewne tak będzie, muszę się tylko przyzwyczaić do tej myśli, że będę czyjąś matką.- pierwszy raz powiedziała to słowo na głos, zamilkła na moment. Najwyraźniej zaczęła się z tym oswajać. Może jakimś cudem, faktycznie uda się jej pogodzić to wszystko? Może jeszcze kiedyś będzie miała możliwość spełnić swoje własne marzenia? Zdecydowanie będzie potrzebowała więcej czasu, ale przecież była młoda.
Zapewne każdy rodzic oczekiwał od swojego dziecka czegoś więcej, niż nieplanowanej ciąży w wieku dziewiętnastu lat, jednak wiedziała, że jej rodzice są bardzo wyrozumiali. Zawsze przymykali oko na jej nieprzemyślane wybryki, tym razem nie powinno być inaczej, pewnie z domu jej za to nie wyrzucą, a jak wyrzucą, to pójdzie do Longbottomów dopóki się nie uspokoją.
Figg nie chciała wracać do tematu ojca dziecka, bo czuła, że jej duma jest urażona. Nie miała zamiaru z nikim dyskutować na ten temat, zresztą co by się zmieniło, gdyby dowiedział się o tym, że będzie miał potomka? Nagle znalazłaby dla niej czas, zainteresował się nią? Szczerze w to wątpiła, nie chciała żadnej łaski. Postanowiła, że poradzi sobie z tym sama. Zresztą nienawidziła aktualnie większość mężczyzn, no może poza obecnym tutaj Erikiem, który był inny niż wszyscy, wyjątkowy.
- Jasne, pij, nie krępuj się.- zaśmiała się w głos. Sama chętnie sięgnęłaby po alkohol w takiej sytuacji. - Jabłko może być, po pomarańczowym w tym stanie rzygam, nie wiem dlaczego. Chyba to dziecko, co siedzi mi w brzuchu nie lubi pomarańczy.
Miała wrażenie, że najgorsze już za nią. W sumie Erik był zaskoczony, nie przyjął tego aż tak źle. Może z resztą będzie podobnie? Najbardziej chyba bała się konfrontacji z rodzicami, była najstarszym dzieckiem, zawsze ta najodpowiedzialniejsza, teraz cała ta wizja się rozmyje. No cóż, prędzej, czy później będzie musiała to zrobić, w końcu sami się domyślą, że coś jest nie tak. Im wcześniej im powie, tym będą mogli się bardziej przygotować na tą nową sytuację.
- Zapewne tak będzie, muszę się tylko przyzwyczaić do tej myśli, że będę czyjąś matką.- pierwszy raz powiedziała to słowo na głos, zamilkła na moment. Najwyraźniej zaczęła się z tym oswajać. Może jakimś cudem, faktycznie uda się jej pogodzić to wszystko? Może jeszcze kiedyś będzie miała możliwość spełnić swoje własne marzenia? Zdecydowanie będzie potrzebowała więcej czasu, ale przecież była młoda.
Zapewne każdy rodzic oczekiwał od swojego dziecka czegoś więcej, niż nieplanowanej ciąży w wieku dziewiętnastu lat, jednak wiedziała, że jej rodzice są bardzo wyrozumiali. Zawsze przymykali oko na jej nieprzemyślane wybryki, tym razem nie powinno być inaczej, pewnie z domu jej za to nie wyrzucą, a jak wyrzucą, to pójdzie do Longbottomów dopóki się nie uspokoją.
Figg nie chciała wracać do tematu ojca dziecka, bo czuła, że jej duma jest urażona. Nie miała zamiaru z nikim dyskutować na ten temat, zresztą co by się zmieniło, gdyby dowiedział się o tym, że będzie miał potomka? Nagle znalazłaby dla niej czas, zainteresował się nią? Szczerze w to wątpiła, nie chciała żadnej łaski. Postanowiła, że poradzi sobie z tym sama. Zresztą nienawidziła aktualnie większość mężczyzn, no może poza obecnym tutaj Erikiem, który był inny niż wszyscy, wyjątkowy.
- Jasne, pij, nie krępuj się.- zaśmiała się w głos. Sama chętnie sięgnęłaby po alkohol w takiej sytuacji. - Jabłko może być, po pomarańczowym w tym stanie rzygam, nie wiem dlaczego. Chyba to dziecko, co siedzi mi w brzuchu nie lubi pomarańczy.