22.09.2026, 14:47 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.09.2026, 15:16 przez Mykew Gregorovitch.)
24 października
Pojemnik na proch dla p. Alexandra Mulcibera
Najwięcej mistrz Gregorovitch cenił klientów, którzy wiedzieli, czego pragną. Bywa, że przychodzą różne miernoty i mu rzeczą: chciałbym kupić pojemnik na proch. Jaki? Na proch. Kuszącym jest wówczas kołtuna wyrzucić za próg z przykazem, aby Gregorovitchowi swoim laictwem nigdy więcej nie zawracał głowy. Nie zawsze jednak Mykew mógł czynić to, na co miałby ochotę. Pewnej tolerancji dla ludzkiej tępoty wymagała od niego konieczność zarobkowania, lecz nie było — na całe szczęście — nikogo, kto wymagałby od niego przy tym uprzejmości. Jego rzemiosło broniło się samo.
Mykew Gregorovitch nie był wróżką, aby z fusów czytać, jakie potrzeby ma zwracający się do niego człowieczek. Zaprojektowanie zaś rozwiązań dla jasno postawionych problemów… tak, oto jego rzecz. Rzemieślnik był zatem kontent z listu Mulcibera i od razu przystąpił był do prac, skoro poznał dokładne oczekiwanie klienta.
Zasiadł w swoim warsztacie z egzemplarzem Adul-runa redi-viva Bureusa tak wysłużonym, że zupełnie na płask się otwierającym, po czym sięgnął po zwoje czystych arkuszy. Jął wykreślać na nich nakładające się na siebie macierze runiczne, które by wchłonęły i scaliły żądany przez Niewymownego układ czarów. Dopasował był Mykew rotacje runiczne, odbicia, symetrie, aby uzyskać stabilność dla zaklęć, spotęgowane możliwie wzmocnienie oraz aby bez konfliktów zazębiły się te misterne konstrukcje. I mógłby przestać pewno na etapie, gdy osiągnął w projekcie pewność, że będzie on porządnym, lecz Gregorovitch nigdy nie zatrzymywał się tam, gdzie kto inny by postawił kropkę. W każdym swoim dziele szukał okazji do przekroczenia, do naciągnięcia znanych prawideł sztuki, choćby i miało to zagrozić katastrofą.
Nie szkodziło, że mistrz czas spędził nad robotą długi, bo liczył się kunszt. Czyż byłby dziś tym, kim był, gdyby się zadowalał wykonywaniem tego samego z szablonu odciętego pojemnika raz za razem? Gdyby w każdym dziele nie szukał nowego rozwiązania?
Popielniczkę na parapecie pracowni przepełniły dawno niedopałki, gdy to dopiero Mykew gotów był swój projekt urzeczywistnić. Sięgnął wtedy po drewno głogu, bo i głóg najwdzięczniej przyjmował jego metodę pracy. Z niego to przygotował dla Alexandra szkatułę na czterech niskich nóżkach. Zdobna nadto być nie mogła, jako że sieci run zostały misternie rozplanowane, zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz kuferka. A jednak — mimo bezsprzecznie praktycznego podejścia — widać było w wypalonych w drewnie runicznych konstelacjach pewną harmonię, artystyczną niemalże.
// rzemiosło ◉◉◉◉○ na pojemnik na proch dla Alexandra + proszę nadać czarnoksiężnikowi Mulciberowi bonus z mojej przewagi Ciąży sercu dobra wola
Rzut PO 1d100 - 68
Sukces!
Sukces!
Wyrób nie zapadł się pod ciężarem wszystkich run, jakie wtłoczył weń Gregorovitch. Pod względem roboty rzemieślniczej również było ono wcale zadowalające. Pozostało polakierować je, a wkrótce odesłać do pana Mulcibera.
pozdrawiam
wasz shadow daddy
wasz shadow daddy