23.09.2026, 16:52 ✶
– Snowdonia jest piękna. Wzgórza latem, a lasy jesienią. Ale w ostatnie dwa lata nie miałam za dużo czasu na podróże – powiedziała Brenna lekko. Jeżeli już gdzieś jeździła, zwłaszcza w ostatnich miesiącach, to najczęściej albo w związku z pracą, albo Zakonem, i nie mogła sobie przypomnieć, kiedy miała faktyczne wolne. Chyba że liczył się wypad do Afryki, ale on też był mało turystyczny i miał bardzo konkretne cele, a poza tym obfitował w różne nieprzewidziane wydarzenia. – Mniejsze zaludnienie niż w reszcie Europy, dużo gór pewnie temu sprzyjało… no i częste najazdy i tak dalej, ale w tym na pewno orientujesz się lepiej ode mnie.
Nie musiała być jednak historyczką, aby wiedzieć, jak głębokie urazy wobec Anglii żywili choćby Irlandczycy (i nie żeby się im dziwiła), i jak bardzo chcieli podkreślić swoją odrębność. Mieli ku temu powody.
– Aha. Świetnie. Sądziłam, że pierwsze wampiry pochodzą z Rumunii, chyba propaganda Draculi zadziałała – stwierdziła Brenna, przez moment patrząc na McGonagall tak, jakby liczyła, że ta żartuje, ale nic na to nie wskazywało. Zawsze wiedziała, że tamta okolica jest porypana, nigdy jakoś nie sądziła, że aż tak. – Ale nawet mnie to nie dziwi, biorąc pod uwagę, jakie rzeczy się tam wyprawiają. Cóż, Dolina Godryka teraz prawie może z Little Hangleton rywalizować, mając widma, słońce i księżyc na raz na niebie i inne dziwności, więc pewnie nie powinnam oceniać – powiedziała, nieco zniżając głos przy tym wszystkim, bo jednak rozmowa była trochę dziwaczna, i Brenna nie chciała by ktoś podsłuchał. Niby po to wybrała tę cichą knajpę, w porze małego ruchu w dodatku i stolik z boku, ale strzeżonego…
Historia, tak naprawdę, była dość prosta i Ginewra pewnie mogła to wiedzieć: istniała legenda, że szyby wypełniała dziwna, bezkresna ciemność. Ale było tam coś potężnego, czarodziejskiego, co pozwalało przezwyciężyć lęk przed tym mrokiem. Może nawet w Egipcie dało się znaleźć jakieś podobne artefakty? Część Brennie mogła powiedzieć i Dora, ale Brenna… chyba chciała zobaczyć, kto zasilił szeregi Zakonu.
– Jeśli dobrze rozumiem, coś chyba miało jakoś chronić – powiedziała, odsuwając pusty już talerz i przechylając się nieco. – Zastanawiam się, co to mogło być, czy da się to zastąpić, no i oczywiście… przed czym tak naprawdę mogło chronić i jak. Ogółem wszystko, co może się przydać przy próbie przywrócenia sytuacji do normy.
Mugolskie problemy nie były problemami czarodziejskiego świata, tak powiedziałoby wielu. Ale Voldemort chciał chyba unieszkodliwić zainteresowanych nimi badaczy. I choćby dlatego należało to zbadać.
Nie musiała być jednak historyczką, aby wiedzieć, jak głębokie urazy wobec Anglii żywili choćby Irlandczycy (i nie żeby się im dziwiła), i jak bardzo chcieli podkreślić swoją odrębność. Mieli ku temu powody.
– Aha. Świetnie. Sądziłam, że pierwsze wampiry pochodzą z Rumunii, chyba propaganda Draculi zadziałała – stwierdziła Brenna, przez moment patrząc na McGonagall tak, jakby liczyła, że ta żartuje, ale nic na to nie wskazywało. Zawsze wiedziała, że tamta okolica jest porypana, nigdy jakoś nie sądziła, że aż tak. – Ale nawet mnie to nie dziwi, biorąc pod uwagę, jakie rzeczy się tam wyprawiają. Cóż, Dolina Godryka teraz prawie może z Little Hangleton rywalizować, mając widma, słońce i księżyc na raz na niebie i inne dziwności, więc pewnie nie powinnam oceniać – powiedziała, nieco zniżając głos przy tym wszystkim, bo jednak rozmowa była trochę dziwaczna, i Brenna nie chciała by ktoś podsłuchał. Niby po to wybrała tę cichą knajpę, w porze małego ruchu w dodatku i stolik z boku, ale strzeżonego…
Historia, tak naprawdę, była dość prosta i Ginewra pewnie mogła to wiedzieć: istniała legenda, że szyby wypełniała dziwna, bezkresna ciemność. Ale było tam coś potężnego, czarodziejskiego, co pozwalało przezwyciężyć lęk przed tym mrokiem. Może nawet w Egipcie dało się znaleźć jakieś podobne artefakty? Część Brennie mogła powiedzieć i Dora, ale Brenna… chyba chciała zobaczyć, kto zasilił szeregi Zakonu.
– Jeśli dobrze rozumiem, coś chyba miało jakoś chronić – powiedziała, odsuwając pusty już talerz i przechylając się nieco. – Zastanawiam się, co to mogło być, czy da się to zastąpić, no i oczywiście… przed czym tak naprawdę mogło chronić i jak. Ogółem wszystko, co może się przydać przy próbie przywrócenia sytuacji do normy.
Mugolskie problemy nie były problemami czarodziejskiego świata, tak powiedziałoby wielu. Ale Voldemort chciał chyba unieszkodliwić zainteresowanych nimi badaczy. I choćby dlatego należało to zbadać.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.