Czy Atreus był pewny, że niektórzy uważali coś takiego? Ależ oczywiście. Czy on tez był o tym przekonany? Jak najbardziej. Jego zdaniem jednak, nie znaczyło to że miejsce zostało nagle uświęcone. Podobne rzeczy działy się w kręgu Stonehenge, ale o tym jakoś nikt raczył nie mówić. Może przez wzgląd na samą Isobell, a może i fakt, że wtedy nikt nie wszedł do samego limbo.
To przeklętym czy uświęcony, chciał się go uprzejmie zapytać, ale darował sobie tego typu zagrywki. Percival najwyraźniej miał własne przemyślenia na ten temat i wydawało się że były one niewystarczające, by skłonny był podzielić się z nimi swoimi przypuszczeniami.
— Arcykapłanie — skinął mu głową, nie mając zamiaru wdawać się z nim w dalsze dyskusje, szczególnie że Victoria powiedziała to, co sam myślał.
Opuścili gabinet Macmillana, ruszając powoli w kierunku wyjścia, a kiedy znaleźli się na dziedzińcu, Victoria podjęła temat całego ich dzisiejszego śledztwa. Pokiwał głową, w sumie to zgadzając się z nią, bo przynajmniej tyle dało się po Percivalu zauważyć.
— Mój śmierciożerca… — Atreus wyszeptał w odpowiedzi na jej słowa, zaciskając na moment pięść. — A, no i Isobell, bo chyba też o to ci chodziło…? — naprostował się, ale obie te opcje wydawały się trafione. — Porozmawiam potem z Crouchem na ten temat, bo zaczyna mnie to męczyć. Chcą siłą? Będzie siłą. Kurwa, nie idziemy obok siebie, jego mać… — mruknął dalej, cicho i tylko do niej, ale dłonie już błądziły w poszukiwaniu papierosów, żeby zapalić zanim teleportują się z kowenu.