24.09.2026, 17:09 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.09.2026, 17:37 przez Urd Nordgersim.)
Urd nie czekała dużo dłużej. Chwyciła świeczkę, odruchowo przejechała po niej kciukiem i pokiwała głową kilkukrotnie z uznaniem. To była dobra świeczka, kto wie, może obie mają dzisiaj farta? Na komplementy - jak uznała - przyjdzie jeszcze czas. Był ważniejszy, naglący temat. Hałas stawał się coraz większy, duch widocznie zachęcony nową publicznością, darł się z nową werwą skubaniec.
Egorcystka usypała ochronny krąg, wyrysowała rutyną znaki, które wspierały jej i tak silną aurę.
– Och… cóż za biedna… biedna istota… któż Cię tak skrzywdził biedaku? Co się tu właściwie stało? – zaniosła się nieoczekiwanym lamentem, by przykuć jego uwagę. Świeczka już odpalona znajdowała się w dłoniach, a dedykowany pojemnik dla nadpobudliwych duchów w kręgu.
Czekał na swoją rolę w całym przedstawieniu.
Urd nie była absolutnie zainteresowana tym co duch miał do powiedzenia, ale potrafiła bardzo skutecznie udawać że słucha. Jej piękne oczy, rozszerzały się w zdziwieniu, w zachwycie, w smutku, w niepożałowanej stracie, którą tenże duch doświadczył. Jej melodyjny głos, zaczął go koić, przekonywać, że zbrodniarz zostanie ukarany, że tego dopilnuje, jeśli tylko duch odpocznie chwile po tym pełnym znojów nawiedzaniu w uszykowanym dlań łóżku. Kołysce. Łupince. Brzmiała jak matka pochylająca się nad dzieckiem, zaskakując łagodnością w stroju, który wskazywałby raczej na awanturnicze życie, a nie… takie. Urd jednak pozwalała krwi selkie płynąć w jej żyłach, pozwalała duszy kołysać się i kołysać, aż w końcu…
Charyzma ◉◉◉◉○ + Egzorcyzmy III + Niezwykła uroda jako brokatowa posypka dla rzutu. Korzystam z udanej mechanicznie świeczki egzorcyzmowej, zgodnie z instrukcją Karty
Duch niemalże NIEMALŻE był ukołysany. Skryty w swoim nowym światku, który za kilka dni przecież stałby się biletem w jednąstronę do zaświatu. Urd z wprawą przysunęła się do pojemnika i już JUŻ miała go zamknąć, gdy nagle gwałtowny wiatr wdarł się gwałtem do domu, uderzył okiennicami o ściany, a podmuch zgasił świecę. Magiczne światło zgasło a wraz z nim nadzieja, że tym razem się uda.
Mimo strasznego hałasu, zapadła głęboka cisza. Pojemnik nie był zamknięty ale dusza... och ta, na pewno jeszcze powróci.
– Kurwa. – Tyle z jej komentarza. Odetchnęła mocno, odchyliła łopatki, przekrzywiła głowę, a potem spojrzała przepraszająco na Jolene. – Było blisko, ale niestety pudełko mam puste. On wróci. Za godzinę. Dwie. Mogę spróbować dopiero jutro, ale... Ta świeczka muszę przyznać. Jest świetna! Znaczy była. Zanim to tam.. – kiwnęła głową zrezygnowana w stronę okiennicy. – Wie Pani co... słyszałam, że takie wykonywane w okresie bliskim Sabatu i poświęcone przez kapłanów, są wytrzymalsze, nie dają się wiatrom ani klątwom ani... aurze. To miejsce potrzebuje oczyszczenia tej aury, mogę przynieść jeszcze kadzidło jutro, ale... ale jakby miała Pani taką świeczkę, to gwarant. Oczywiście mogę zajrzeć też jutro, kiedy będę w okolicy, to nie będzie problem. – Nie wyszło jakoś dobrze, ale z drugiej strony, duch prawie PRAWIE został zamknięty. Oczywiście dopuszczała, że kobieta może zrezygnować z jej usług, sama pewnie na jej miejscu nie dałaby się namówić na drugą próbę. Nie jej jednak decydować, dlatego już nic więcej nie powiedziała, tylko czekała na to co powie właścicielka tego miejsca.
Egorcystka usypała ochronny krąg, wyrysowała rutyną znaki, które wspierały jej i tak silną aurę.
– Och… cóż za biedna… biedna istota… któż Cię tak skrzywdził biedaku? Co się tu właściwie stało? – zaniosła się nieoczekiwanym lamentem, by przykuć jego uwagę. Świeczka już odpalona znajdowała się w dłoniach, a dedykowany pojemnik dla nadpobudliwych duchów w kręgu.
Czekał na swoją rolę w całym przedstawieniu.
Urd nie była absolutnie zainteresowana tym co duch miał do powiedzenia, ale potrafiła bardzo skutecznie udawać że słucha. Jej piękne oczy, rozszerzały się w zdziwieniu, w zachwycie, w smutku, w niepożałowanej stracie, którą tenże duch doświadczył. Jej melodyjny głos, zaczął go koić, przekonywać, że zbrodniarz zostanie ukarany, że tego dopilnuje, jeśli tylko duch odpocznie chwile po tym pełnym znojów nawiedzaniu w uszykowanym dlań łóżku. Kołysce. Łupince. Brzmiała jak matka pochylająca się nad dzieckiem, zaskakując łagodnością w stroju, który wskazywałby raczej na awanturnicze życie, a nie… takie. Urd jednak pozwalała krwi selkie płynąć w jej żyłach, pozwalała duszy kołysać się i kołysać, aż w końcu…
Charyzma ◉◉◉◉○ + Egzorcyzmy III + Niezwykła uroda jako brokatowa posypka dla rzutu. Korzystam z udanej mechanicznie świeczki egzorcyzmowej, zgodnie z instrukcją Karty
Rzut PO 1d100 - 20
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Duch niemalże NIEMALŻE był ukołysany. Skryty w swoim nowym światku, który za kilka dni przecież stałby się biletem w jednąstronę do zaświatu. Urd z wprawą przysunęła się do pojemnika i już JUŻ miała go zamknąć, gdy nagle gwałtowny wiatr wdarł się gwałtem do domu, uderzył okiennicami o ściany, a podmuch zgasił świecę. Magiczne światło zgasło a wraz z nim nadzieja, że tym razem się uda.
Mimo strasznego hałasu, zapadła głęboka cisza. Pojemnik nie był zamknięty ale dusza... och ta, na pewno jeszcze powróci.
– Kurwa. – Tyle z jej komentarza. Odetchnęła mocno, odchyliła łopatki, przekrzywiła głowę, a potem spojrzała przepraszająco na Jolene. – Było blisko, ale niestety pudełko mam puste. On wróci. Za godzinę. Dwie. Mogę spróbować dopiero jutro, ale... Ta świeczka muszę przyznać. Jest świetna! Znaczy była. Zanim to tam.. – kiwnęła głową zrezygnowana w stronę okiennicy. – Wie Pani co... słyszałam, że takie wykonywane w okresie bliskim Sabatu i poświęcone przez kapłanów, są wytrzymalsze, nie dają się wiatrom ani klątwom ani... aurze. To miejsce potrzebuje oczyszczenia tej aury, mogę przynieść jeszcze kadzidło jutro, ale... ale jakby miała Pani taką świeczkę, to gwarant. Oczywiście mogę zajrzeć też jutro, kiedy będę w okolicy, to nie będzie problem. – Nie wyszło jakoś dobrze, ale z drugiej strony, duch prawie PRAWIE został zamknięty. Oczywiście dopuszczała, że kobieta może zrezygnować z jej usług, sama pewnie na jej miejscu nie dałaby się namówić na drugą próbę. Nie jej jednak decydować, dlatego już nic więcej nie powiedziała, tylko czekała na to co powie właścicielka tego miejsca.