24.09.2026, 21:26 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.09.2026, 21:37 przez Urd Nordgersim.)
26.10
…mam nadzieję, że wystarczy
…mam nadzieję, że wystarczy
Tak na prawdę Urd Nordgersim nienawidziła pracy na etacie i nienawidziła ustalonych godzin pracy i nienawidziła rutyny.
Po prostu się źle w tym czuła i nie chodziło o to, że drażnił ją widok Sebastiana na błoniach. Jeszcze jej nie drażnił, właściwie bardzo go lubiła, zapomniała już jaki potrafił być drętwy i znerwicowany, to zawsze było zabawne obserwować go przy pracy, gdy nagle zmieniał się w lwa retoryki transcendentalnej i przekonywał dusze do zamieszania w ciasnym pudełku.
Dzisiaj podpytała go o kilka technik na upierdliwe dusze - nie wchodząc w detale, bo przecież nie chciała by zgarnął jej zlecenie sprzed nosa.
Gdy dotarła do domu Bletchleyów, pani domu od progu powitała ją z kartonikiem pełnym świeczek. To było bardzo miłe. To było szalenie miłe, coś czuła że zaprzyjaźni się z kobietą, która robi tak dobre egzorcystyczne świeczki.
Takie znajomości były dużo warte. A zdążyła jojczeć Sebastianowi, że nie zna żadnego dobrego rzemieśłnika w Anglii. Cóż. Nie chciała aby ukradł jej zlecenie. Opowie mu o tym wszystkim po sabacie. Albo po tym jak zabierze ją na Polanę Ognisk, żeby w ramach randki z Ceolsige mogła obejrzeć ichni Ydgrassill.
To musi być piękny dąb. Doskonała abominacja.
Była przekonana, że Burke doceniłaby taką randkę.
Zamiast jednak rozmyślać o bladolicej paserce, zawiązała włosy w elegancki kucyk i weszła do domu. Jej krąg wciąż tam był, choć nieco porozsypywany, a runy zatarte. Urd skupiła się i tego dnia przyjęła inną taktykę. Brutalna siła, zamiast kojącej pieśni. Gniew morza i próba przekrzyczenia ducha i zmuszenia go do posłuszeństwa. Świeca płonęła cudnym blaskiem, gdy dom wypełnił wrzask nie jednej a dwóch osób.
Charyzma ◉◉◉◉○, Egzorcyzmy III, zajebiste świeczki i gniew kobiety jako broń ostateczna
Rzut PO 1d100 - 13
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Szamotanina... nie wyszłą na dobre. Ledwie wczoraj była o krok od sukcesu. Dzisiaj? Dusza miotnęła nią o ścianę, a wargi zwilżyły siękrwią. Otarła ją wierzchem dłoni uśmiechając się paskudnie, nawet przy takiej ładnej buzi.
– No dobrze cwaniaku. Jutro widzimy się znowu...