Nokturn, cóż, jak to Nokturn, był niezwykle ponurym miejscem, nie ważne o jakiej porze dnia się na niego przychodziło. Do tego w powietrzu unosił się znajomy, popielny zapach, chociaż skutecznie rozwiewany był przez przeciągi – na tyle, by węszący tu od czasu do czasu funkcjonariusze Ministerstwa Magii, mieli problemy ze zlokalizowaniem jego źródła.
Lokalni pewnie zaśmialiby się i pokręcili głowami; bo jakiego źródła? Nokturn to była czarna magia. Przystanek czarnoksiężników, na który żaden szanujący się człowiek nie przychodził bez dobrego powodu, a ci którzy nie musieli się przejmować plotkami na swój temat, korzystali pełnymi garściami z korzyści jakie ulica zapewniała.
Sklep introligatorski już dawno wypadł z obiegu, zmieniając się w ruinę, której z jakiejś powodu nikt nie chciał przejąć w posiadanie. A może chodziło o to, że robił za bardzo dobre miejsce, do spotykania się, kiedy chciało się zejść z oczu niepowołanych osób. Zarwana podłoga zalecała ostrożność, a jako że ściany pozostawały w jednym kawałku, dźwięki nie uciekały łatwo na zewnątrz. Louvain schodząc po schodach, mógł usłyszeć podniesiony głosy chłopaczków, z którymi miał się spotkać. Nieco rozemocjonowane, może bo chcieli dać upust ekscytacji, a może, o zgrozo, trafili mu się zwyczajni krzykacze. Kiedy jednak wszedł do właściwego pomieszczenia, wrzawa ucichła, jak cięta nożem i wszystkie pary oczy skoncentrowały się na nim.
Pierwsze wrażenie było, cóż, pewnie dokładnie takie jakiego można było się spodziewać po młodzieniaszkach niemalże zaraz po Hogwarcie, którzy nie posiadali przesadnych perspektyw na życie. Twarze niekoniecznie myślą skalane, któraś wychudzona, któraś wciąż nosząca fioletowe wykwity, po tym jak jej właściciel wdał się z kimś w bójkę. Któryś był zwyczajnie zmęczony, inny zaciekawiony, a ten który stał najbliżej drzwi, spoglądał niemalże wyzywająco na gościa, przynajmniej póki ten się nie odezwał.
— No jasne, że nie! — oznajmił ten, który stał najbliżej, pełną piersią. Trącił kolegę łokciem i ten zaraz pokiwał głową ochoczo, zgadzając się z przedmówcą.
— A jak właściwie mamy to zrobić? — zapytał inny, wyraźnie znużony.