27.09.2026, 00:51 ✶
Skinął powoli głową. Nie miał wątpliwości, że odczuje ogromną ulgę, kiedy będzie już po całym zabiegu i każde wyjście do towarzystwa nie będzie wiązało się z irracjonalnym strachem o to, że jego ciało zareaguje na jakiś impuls wbrew jego woli. I tak miał za sobą wystarczająco dużą liczbę incydentów związanych z własnym umysłem.
Dalej miał gdzieś z tyłu głowy wspomnienie wizji alternatywnej przyszłości, jakiej doznał podczas wypadu Zakonu Feniksa na tajemniczą wyspę w poszukiwaniu zaginionego artefaktu. Chociaż szczegóły snu zdążyły się już zatrzeć, tak poczucie beznadziei… Poczucie straty wciąż potrafiły do niego zwrócić ze zdwojoną siłą. Strata Brenny. Tak wielu członków Zakonu Feniksa… To było po prostu za dużo.
— Gdybyśmy przestali mówić tylko i wyłącznie ze względu na to, co się teraz dzieje w kraju, to jeszcze bardziej zwrócilibyśmy na siebie uwagę — odparł Erik, wzdychając ciężko. — Nasza droga socjeta jest bardzo wyczulona na tego typu zmiany…
Prawie przewrócił oczami. Gdyby faktycznie zdecydowaliby się na takie zagranie - zwłaszcza po tym, jak prawie stracili Warownię - to z pewnością nie uszłoby tu uwadze głowom paru prominentnych rodów. Niektórzy zapewne ledwo byliby w stanie powstrzymać się przed pianiem z zachwytu. Liberalni Longbottomowie - w końcu uciszeni i sprowadzeni do parteru. Inne rodziny zaś same zaczęłyby się zastanawiać, czy nie lepiej byłoby nieco wycofać się z głównej sceny na wypadek, gdyby mieliby być następni do wskazania im miejsca w szeregu.
Podatny na manipulacje magiczne umysł mężczyzna był teraz poniekąd zaletą; wystarczyło kilka machnięć wahadełkiem w lewą i prawą stronę, a Erik kompletnie się wyłączył, pozwalając, aby ciotka Philippa mogła skupić się na swojej pracy. Podświadomie czuł, jak nitki jej własnej świadomości przecinają jego umysł w poszukiwaniu tych najgorszych wspomnień ze Spalonej Nocy. Tej jednej traumatycznej chwili, która sprawiła, że stracił kontrolę i faktycznie uległ.
…
Longbottom zamrugał. Nie wiedział, ile czasu minęło. Kilka minut? Kilkadziesiąt? Godzina? Wbił spojrzenie w sufit, jakby był tam jakiś wzór, na podstawie którego mógł ocenić, jak wiele czasu minęło. Dopiero po chwili podniósł się z kozetki i zlokalizował przy oknie sylwetkę ciotki.
— I to… Już? — zapytał, chrząkając parokrotnie. — Wszystko się udało? Czuję się zmęczony, ale jakiś taki… spokojniejszy.
Dalej miał gdzieś z tyłu głowy wspomnienie wizji alternatywnej przyszłości, jakiej doznał podczas wypadu Zakonu Feniksa na tajemniczą wyspę w poszukiwaniu zaginionego artefaktu. Chociaż szczegóły snu zdążyły się już zatrzeć, tak poczucie beznadziei… Poczucie straty wciąż potrafiły do niego zwrócić ze zdwojoną siłą. Strata Brenny. Tak wielu członków Zakonu Feniksa… To było po prostu za dużo.
— Gdybyśmy przestali mówić tylko i wyłącznie ze względu na to, co się teraz dzieje w kraju, to jeszcze bardziej zwrócilibyśmy na siebie uwagę — odparł Erik, wzdychając ciężko. — Nasza droga socjeta jest bardzo wyczulona na tego typu zmiany…
Prawie przewrócił oczami. Gdyby faktycznie zdecydowaliby się na takie zagranie - zwłaszcza po tym, jak prawie stracili Warownię - to z pewnością nie uszłoby tu uwadze głowom paru prominentnych rodów. Niektórzy zapewne ledwo byliby w stanie powstrzymać się przed pianiem z zachwytu. Liberalni Longbottomowie - w końcu uciszeni i sprowadzeni do parteru. Inne rodziny zaś same zaczęłyby się zastanawiać, czy nie lepiej byłoby nieco wycofać się z głównej sceny na wypadek, gdyby mieliby być następni do wskazania im miejsca w szeregu.
Podatny na manipulacje magiczne umysł mężczyzna był teraz poniekąd zaletą; wystarczyło kilka machnięć wahadełkiem w lewą i prawą stronę, a Erik kompletnie się wyłączył, pozwalając, aby ciotka Philippa mogła skupić się na swojej pracy. Podświadomie czuł, jak nitki jej własnej świadomości przecinają jego umysł w poszukiwaniu tych najgorszych wspomnień ze Spalonej Nocy. Tej jednej traumatycznej chwili, która sprawiła, że stracił kontrolę i faktycznie uległ.
…
Longbottom zamrugał. Nie wiedział, ile czasu minęło. Kilka minut? Kilkadziesiąt? Godzina? Wbił spojrzenie w sufit, jakby był tam jakiś wzór, na podstawie którego mógł ocenić, jak wiele czasu minęło. Dopiero po chwili podniósł się z kozetki i zlokalizował przy oknie sylwetkę ciotki.
— I to… Już? — zapytał, chrząkając parokrotnie. — Wszystko się udało? Czuję się zmęczony, ale jakiś taki… spokojniejszy.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞