27.09.2026, 15:49 ✶
Za każdym razem, kiedy Urd przychodziła do domu rodziny Bletchley odprawić, Jolene nadzorowała jej działania. Co prawda kompletnie nie znała się na egzorcyzmach, ale wolała widzieć co dokładnie robiła druga kobieta (nawet jeśli wiązało się to z przebywaniem w towarzystwie ducha). Pomimo nieudanych prób, nabrała zaufania do Urd i nie posądzała egzorcystki o to, by zamierzała ją oszukać.
Po kolejnym nieudanym rytuale Jo zaczynała jednak tracić nadzieję. Być może nienawiść ducha była tak duża, że ta emocja utrzymywała go siłą w świecie żywych. Możliwie, że Bletchley już nigdy nie będzie mogła zamieszkać w miejscu, które przez prawie trzydzieści lat nazywała domem. Nie chciała dopuścić do siebie tych negatywnych myśli, lecz jednocześnie musiała pozostać realistką.
Dlatego kiedy wreszcie, po ogromnych staraniach ze strony Urd, duch zniknął na zawsze… Całe to napięcie, które gromadziło się w Jolene od półtora miesiąca opuściło ją w jednej chwili, jak fala wdzierająca się na brzeg. Łzy spłynęły jej po policzkach i musiała oprzeć się o osmoloną ścianę, żeby nie osunąć się na ziemię. Przez pierwszych parę chwil nie była w stanie wydobyć z siebie żadnego dźwięku poza pochlipywaniem.
– Dz-dziękuję… – Oczywiście nie miała na myśli wyłącznie zniżki, ale cały wysiłek Urd. Dla egzorcystki mogło to być po prostu rutynowe zlecenie, ale Bletchley odzyskała w ten sposób swoje najważniejsze miejsce na świecie. – Nie wiem, śledztwo chyba wciąż trwa… – Niezbyt elegancko otarła twarz o rękaw, by doprowadzić się do porządku. Potem pochyliła się nad torbą, którą ze sobą przyniosła i wyjęła z niej mały pakunek. – To specjalna świeczka na Samhain, o której rozmawiałyśmy. Mi już nie będzie potrzebna, ale tobie jeszcze może się przydać. – mówiąc to, podała świeczkę drugiej kobiecie. – Nie jest to zapłata, ale prezent. Za wszystko.
Po kolejnym nieudanym rytuale Jo zaczynała jednak tracić nadzieję. Być może nienawiść ducha była tak duża, że ta emocja utrzymywała go siłą w świecie żywych. Możliwie, że Bletchley już nigdy nie będzie mogła zamieszkać w miejscu, które przez prawie trzydzieści lat nazywała domem. Nie chciała dopuścić do siebie tych negatywnych myśli, lecz jednocześnie musiała pozostać realistką.
Dlatego kiedy wreszcie, po ogromnych staraniach ze strony Urd, duch zniknął na zawsze… Całe to napięcie, które gromadziło się w Jolene od półtora miesiąca opuściło ją w jednej chwili, jak fala wdzierająca się na brzeg. Łzy spłynęły jej po policzkach i musiała oprzeć się o osmoloną ścianę, żeby nie osunąć się na ziemię. Przez pierwszych parę chwil nie była w stanie wydobyć z siebie żadnego dźwięku poza pochlipywaniem.
– Dz-dziękuję… – Oczywiście nie miała na myśli wyłącznie zniżki, ale cały wysiłek Urd. Dla egzorcystki mogło to być po prostu rutynowe zlecenie, ale Bletchley odzyskała w ten sposób swoje najważniejsze miejsce na świecie. – Nie wiem, śledztwo chyba wciąż trwa… – Niezbyt elegancko otarła twarz o rękaw, by doprowadzić się do porządku. Potem pochyliła się nad torbą, którą ze sobą przyniosła i wyjęła z niej mały pakunek. – To specjalna świeczka na Samhain, o której rozmawiałyśmy. Mi już nie będzie potrzebna, ale tobie jeszcze może się przydać. – mówiąc to, podała świeczkę drugiej kobiecie. – Nie jest to zapłata, ale prezent. Za wszystko.