28.09.2026, 09:22 ✶
– Naprawdę? Kim była pierwsza? – spytała Brenna. – Moja przyjaciółka długo tam pracowała, a dobra koleżanka stamtąd pochodzi, więc to właściwie jedyny walijski region, który faktycznie znam.
Mona uciekła do rodzinnego rezerwatu trochę z powodu pasji, a trochę prawdopodobnie ze względu na akt życia, w którym Icarusa Prewetta trochę zaćmiło. Yaxyleyowie z kolei mieszkali tam właściwie od zawsze i Brennie zdarzało się tam bywać już wiele lat temu.
– Jeśli poczuję, że się wypalam, na pewno się do ciebie zgłoszę – stwierdziła, a kąciki ust uniosły się jej lekko. Gdyby to było takie proste: ale nie mogła sobie wyobrazić, jak ktokolwiek zareagowałby na prośbę o kilka dni urlopu po Spalonej Nocy i przed Samhain. Nawet wesele Geraldine nie tyle było urlopem, co przestawieniem grafiku tak, żeby dwa dni mieć akurat przerwę pośród ciągu dni w pracy i nadgodzin. – Ale brałam w sierpniu kilka dni na wyjazd.
Oczywiście, to były zaledwie trzy dni, a celem wyjazdu była Afryka, no i uciekała wtedy przed lwem oraz czarnoksiężnikiem, więc prawdopodobnie się to nie liczyło, Brenna jednak przecież nie kłamała. Po prostu nie zdradzała pełnej prawdy.
Wysłuchiwała Guinevere z uśmiechem błąkającym się po ustach. Nie przeszkadzało jej, że ta dużo mówiła: Brenna zazwyczaj była tą, która paplała i zapełniała ciszę, i trochę ją bawiło spotkanie kogoś, kto też umiał tak nadawać (choć nie że była to absolutna nowość, Pandora Prewett też mogła iść z nią w zawody). A i nigdy nie miała nic przeciwko słuchaniu, gdy mówili inni.
– Naprawdę? – zaciekawiła się, unosząc brwi, gdy Ginewra wspomniała o „innych tego typu anomaliach”. O ile wampiry były swego rodzaju ciekawostką, to te słowa wzbudziły pewną czujność i zainteresowanie wykraczające już poza „po prostu lubię słuchać”. Uśmiech znikł i pochyliła się nieco nad stolikiem, podpierając o niego dłonie. Bo inne tego typu anomalie mogły sugerować, że granica między światami bywała już naruszana. I że jakoś to naprawiono? Że byli inni niż Voldemort albo że dochodziło do tego naturalnie? – Jakie na przykład? – dopytała.
Przygryzła lekko wnętrze policzka, przetwarzając kolejne słowa. W gruncie rzeczy zgadzało się to trochę z teoriami, które stawiała Dora.
– Moja znajoma, która zna się trochę na historii, twierdziła, że możliwości są dwie. Jedna, o której myślałam ja, że ciemność w tych kopalniach jest magiczna i mroczna, że obudziło się tam teraz coś gorszego niż wcześniej. Druga, że zabrakło czegoś dobrego, co pomagało. Jeżeli je połączyć, można by założyć, że jest tam coś, co wywołuje strach i było coś, co przed nim chroniło… powiedzmy, że taki skarabeusz… ale teraz przepadło.
…i czy mógł mieć z tym coś wspólnego Voldemort?
– Biorąc pod uwagę, że to mugolska kopalnia, raczej nie mieli tam niczego przy sobie. Jakieś podpowiedzi, w jaki sposób szukać miejsca, w którym to coś było i potem przepadło? To byłyby pewnie amulety albo jakieś artefakty? I czy taki… hm, skarabeusz mógłby pomóc komuś, kto by tam zszedł szukać?
Mona uciekła do rodzinnego rezerwatu trochę z powodu pasji, a trochę prawdopodobnie ze względu na akt życia, w którym Icarusa Prewetta trochę zaćmiło. Yaxyleyowie z kolei mieszkali tam właściwie od zawsze i Brennie zdarzało się tam bywać już wiele lat temu.
– Jeśli poczuję, że się wypalam, na pewno się do ciebie zgłoszę – stwierdziła, a kąciki ust uniosły się jej lekko. Gdyby to było takie proste: ale nie mogła sobie wyobrazić, jak ktokolwiek zareagowałby na prośbę o kilka dni urlopu po Spalonej Nocy i przed Samhain. Nawet wesele Geraldine nie tyle było urlopem, co przestawieniem grafiku tak, żeby dwa dni mieć akurat przerwę pośród ciągu dni w pracy i nadgodzin. – Ale brałam w sierpniu kilka dni na wyjazd.
Oczywiście, to były zaledwie trzy dni, a celem wyjazdu była Afryka, no i uciekała wtedy przed lwem oraz czarnoksiężnikiem, więc prawdopodobnie się to nie liczyło, Brenna jednak przecież nie kłamała. Po prostu nie zdradzała pełnej prawdy.
Wysłuchiwała Guinevere z uśmiechem błąkającym się po ustach. Nie przeszkadzało jej, że ta dużo mówiła: Brenna zazwyczaj była tą, która paplała i zapełniała ciszę, i trochę ją bawiło spotkanie kogoś, kto też umiał tak nadawać (choć nie że była to absolutna nowość, Pandora Prewett też mogła iść z nią w zawody). A i nigdy nie miała nic przeciwko słuchaniu, gdy mówili inni.
– Naprawdę? – zaciekawiła się, unosząc brwi, gdy Ginewra wspomniała o „innych tego typu anomaliach”. O ile wampiry były swego rodzaju ciekawostką, to te słowa wzbudziły pewną czujność i zainteresowanie wykraczające już poza „po prostu lubię słuchać”. Uśmiech znikł i pochyliła się nieco nad stolikiem, podpierając o niego dłonie. Bo inne tego typu anomalie mogły sugerować, że granica między światami bywała już naruszana. I że jakoś to naprawiono? Że byli inni niż Voldemort albo że dochodziło do tego naturalnie? – Jakie na przykład? – dopytała.
Przygryzła lekko wnętrze policzka, przetwarzając kolejne słowa. W gruncie rzeczy zgadzało się to trochę z teoriami, które stawiała Dora.
– Moja znajoma, która zna się trochę na historii, twierdziła, że możliwości są dwie. Jedna, o której myślałam ja, że ciemność w tych kopalniach jest magiczna i mroczna, że obudziło się tam teraz coś gorszego niż wcześniej. Druga, że zabrakło czegoś dobrego, co pomagało. Jeżeli je połączyć, można by założyć, że jest tam coś, co wywołuje strach i było coś, co przed nim chroniło… powiedzmy, że taki skarabeusz… ale teraz przepadło.
…i czy mógł mieć z tym coś wspólnego Voldemort?
– Biorąc pod uwagę, że to mugolska kopalnia, raczej nie mieli tam niczego przy sobie. Jakieś podpowiedzi, w jaki sposób szukać miejsca, w którym to coś było i potem przepadło? To byłyby pewnie amulety albo jakieś artefakty? I czy taki… hm, skarabeusz mógłby pomóc komuś, kto by tam zszedł szukać?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.