Odpowiedział z automatu tak szybko, jakby chciał zaprzeczyć, źle powiedział, albo uciec od szerszego wypowiadania się na temat swoich zdolności. Ewentualnie zakryć błąd swojej wypowiedzi. Wstydził się? Być może. Nie mówił nikomu o tym, co potrafi. Choć niektórzy ze szkoły pamiętali, że potrafił rysować. Miał talent. Rysowanie było jego ucieczką od obowiązku, w świat wyobraźni.
"Pokażesz mi?" – usłyszał od Astorii. Zawahał się gapiąc na nią, jakby miał problemy ze słuchem. Zainteresowała się. To nie dobrze.
- Nie mam czego pokazywać.
Odpowiedział po chwili wahania, jakby w głowie robił wyliczankę "pokazać , nie pokazać".
Chciał rozmowę skupić już na tej dyni, co by o swoich talentach i relaksie nie rozmawiać. Szczerze mówiąc, nie wiedział co tak właściwie do odpręża. Nigdy nie zastanawiał się nad tym, do czego najczęściej uciekał, aby się odprężyć. Robił kilka rzeczy, które sprawiały mu przyjemność.
- Nie wiem czy to ma sens, skoro i tak przeniosłem się gdzie indziej, a mieszkanie sprzedaję.Odpowiedział z lekkim wzruszeniem ramion. Ale, jeżeli ten lampion dyniowy się uda Astorii, to najwyżej postawi sobie przed domem, aby odstraszała innych dociekliwych podróżników Little Hangleton.
Skoro miał zaczekać, to podszedł do wskazanego miejsca i za nim usiadł, sprawdził czy czyste. Nie chciał się czymś ubrudzić. Może tutaj było inaczej niż u jego kuzyna, to jednak był ostrożny.
Siedział, czekał, policzył palce, popatrzył na sufit, pobawił trochę swoją laską, poobserwował osoby pracujące i się trochę znudził tym siedzeniem. Wolał popatrzeć, jak Astoria wycina wzorki na dyni, więc wstał i podszedł do niej. Nie podchodził zbyt blisko, aby nie zakłócać jej spokoju i przestrzeni potrzebnej do wykonania dzieła. Wtedy usłyszał jej pytanie o wyjście na sabat.
- Nie. Pozostanę w zaciszu swojego domu i najwyżej zetknę z okna, jeżeli coś będzie widać.Odparł szczerze. Raz, nie chciał się tam kręcić. A dwa, nie miał w sumie z kim iść i po co. Nie było Penny, to wycieczki po festynach przestały go bawić. Nie powinien też może zwracać na siebie uwagi publicznie. Jeszcze ktoś sobie go przypomni i wytknie mu narzeczeństwo z Weasleyową.
- A Ty idziesz?
Odbił pytanie. Zerknąwszy na Astorię z zainteresowaniem, czy się wybiera. Jeżeli nie, to być może zaproponowałby jej wyjście gdzieś razem, byle nie na sabat. Ale jeżeli tam idzie, to cóż. Może będzie sprzedawać tam te dynie z dziwnymi uśmiechami.