Nora niestety nie zabrała dzisiaj ze sobą Wendy, bo ktoś musiał zostać w cukierni. Pojawiła się za to sama na miejscu, żeby zająć się przygotowaniami, a te nie należały wcale do najłatwiejszego zadania. Mieli bardzo dużo pracy, nie wątpiła jednak w to, że sobie ze wszystkim poradzą, trzeba było zaufać procesowi, a jak wiadomo bywał on bardzo wyczerpujący. Trzeba było wszystko bardzo dokładnie przemyśleć, później wprowadzić w życie. Niby mieli już zaplanowane większość swoich działań, ale wiadomo jak to jest - w trakcie wychodziło bardzo wiele dodatkowych spraw, którymi trzeba było się zająć.
Wokół kręciło się wiele ludzi, każdy chciał naszykować swoje stoisko, co wcale ją nie dziwiło. Dla rzemieślników sabaty były bardzo ważnym wydarzeniem, mogli wtedy trafić do większej liczby odbiorców, pokazać się, zaciekawić ich swoimi wyrobami.
- Zdecydowanie nie chcemy tutaj żadnych dramatów, jeśli talerzyk omsknąłby się na dynię nie byłoby tak źle, gorzej jakby jego zawartość trafiła na czyjąś rękę. - Mogłoby dojść do poparzenia, ktoś mógłby się przyczepić o to, że nie przestrzegają zasad bezpieczeństwa. Musieli oddzielić te strefy, aby nikomu nie stała się krzywda.
Przeniosła wzrok w stronę mężczyzny, do którego zwrócił się Bertie. Ten pokiwał głową, co było najwyraźniej oznaką że zrozumiał polecenie swojego szefa. - Myślę, że to będzie dobrze wyglądało. - Dodała jeszcze. Naprawdę podział na strefy wydawał się jej być całkiem rozsądny. Nikt nie powinien zrobić sobie krzywdy, a to było bardzo istotne podczas takiego dużego wydarzenia.
- W sumie może to i racja, bo jeszcze skończy się na tym, że będziemy przestawiać wszystko dziesięć razu, co tylko dołoży nam pracy. - a bez tego i tak mieli jej cały ogrom.
Norka przystanęła przy blacie, gdzie zaczęła analizować wszystkie przybory kuchenne, które sobie tutaj zorganizowali, musieli mieć pewność, że niczego nie zabraknie. Skontrolowała też ilość papierowych opakować, w których mieli wydawać swoje zamówienia, wydawało jej się, że akurat to mogli odhaczyć jako zrealizowane.