30.09.2026, 07:45 ✶
Brenna nie uważała Helloise za wariatkę, natomiast bez wątpienia za kogoś potencjalnie… niebezpiecznego? Nie była nawet pewna, w jaki sposób to określić, bo może nie stanowiło to właściwego słowa – i raczej na kogo trzeba uważać, bo ma własny sposób patrzenia na świat, i ten sposób może okazać się bezlitosny? Ołtarzyk pozostawiony w ich domu, lalki podrzucone Lestrange’om, to że zdawała się postrzegać to jako nawoływanie do odpokutowania za grzechy i Spaloną Noc jako należną karę: to wszystko skłaniało do ostrożności. Nie powiedziała jednak na ten temat ani słowa, przecież skoro kobiety się znały z ustronia dla zwierząt, byłoby to wręcz głupie z jej strony, odnotowując sobie tylko to jako potencjalny punkt, na który należy zwrócić uwagę.
Cóż, wątpliwości McGonagall były słuszne, bo wyjazd nie był w celach urlopowych. Ale wzięła trzy dni wolnego? Wzięła! Liczyło się.
– Ministerialna stawia poprzeczkę tak nisko, że nie ośmieliłabym się narzekać na tę – przyznała Brenna, chociaż Anglia ogólnie słynęła raczej z herbaty, to i na pewno nie miała tu nigdy tak wysokich wymagań, jak Guinevere. Nie wspominając już o tym, że ona ogółem tak naprawdę wolała herbatę, a kawy piła tyle trochę dlatego, że zwyczajnie w ostatnich latach jej potrzebowała. – Drzewa? – powtórzyła, z nową czujnością. Drzewa rosnące do góry nogami.
Cholera jasna.
A więc coś takiego kiedyś się zdarzyło, jak na polanie ognisk. I minęło. Tak dawno temu, że nawet nikt się na to nie natknął?
– Traktowali to jako coś normalnego? – powtórzyła z niedowierzaniem. – Da się chociaż ustalić, jak to było datowane albo na jakim obszarze?
Bo tydzień zimy w środku lata był dziwnością, ale w tej chwili Brenna miała przed oczami koronę drzewa, spod której usiłowała wygrzebać Zimnych, wściekła jak jasny szlag na Bonesa i Malfoya, którzy kłócili się i ignorowali resztę, kiedy ona i Alastor szukali reszty ludzi.
– W porządku, to wszystko chyba pomaga – stwierdziła, wydobywając ostatecznie z kieszeni ołówek, żeby zanotować parę głównych punktów z tego, co mówiła McGonagall. Wydawało się jej, że mniej więcej rozumie i nadąża, ale nie była znawcą takich tematów, bezpieczniej było więc niektóre rzeczy pozapisywać. Wciąż mówiła dość cicho, ot na tyle, by kobieta ją słyszała. – Kolejne pytanie… czy twoim zdaniem, jeśli ktoś zabrał taki artefakt, to mógłby go jakoś wykorzystać w innym celu? Bo tak naprawdę jeśli to nie bajka oczywiście, nie musiał zostać zniszczony. Mógł zostać zabrany. To byłaby po prostu wartość kolekcjonerska i coś ładnego do muzeum, czy mogłoby się komuś przydać i celowo wybrał to na cel?
O, taki Voldemort na przykład, czy może użyć tego do siania zniszczenia, jak wykorzystał kamień Shafiqów, pomyślała, ale tego nie powiedziała na głos.
Cóż, wątpliwości McGonagall były słuszne, bo wyjazd nie był w celach urlopowych. Ale wzięła trzy dni wolnego? Wzięła! Liczyło się.
– Ministerialna stawia poprzeczkę tak nisko, że nie ośmieliłabym się narzekać na tę – przyznała Brenna, chociaż Anglia ogólnie słynęła raczej z herbaty, to i na pewno nie miała tu nigdy tak wysokich wymagań, jak Guinevere. Nie wspominając już o tym, że ona ogółem tak naprawdę wolała herbatę, a kawy piła tyle trochę dlatego, że zwyczajnie w ostatnich latach jej potrzebowała. – Drzewa? – powtórzyła, z nową czujnością. Drzewa rosnące do góry nogami.
Cholera jasna.
A więc coś takiego kiedyś się zdarzyło, jak na polanie ognisk. I minęło. Tak dawno temu, że nawet nikt się na to nie natknął?
– Traktowali to jako coś normalnego? – powtórzyła z niedowierzaniem. – Da się chociaż ustalić, jak to było datowane albo na jakim obszarze?
Bo tydzień zimy w środku lata był dziwnością, ale w tej chwili Brenna miała przed oczami koronę drzewa, spod której usiłowała wygrzebać Zimnych, wściekła jak jasny szlag na Bonesa i Malfoya, którzy kłócili się i ignorowali resztę, kiedy ona i Alastor szukali reszty ludzi.
– W porządku, to wszystko chyba pomaga – stwierdziła, wydobywając ostatecznie z kieszeni ołówek, żeby zanotować parę głównych punktów z tego, co mówiła McGonagall. Wydawało się jej, że mniej więcej rozumie i nadąża, ale nie była znawcą takich tematów, bezpieczniej było więc niektóre rzeczy pozapisywać. Wciąż mówiła dość cicho, ot na tyle, by kobieta ją słyszała. – Kolejne pytanie… czy twoim zdaniem, jeśli ktoś zabrał taki artefakt, to mógłby go jakoś wykorzystać w innym celu? Bo tak naprawdę jeśli to nie bajka oczywiście, nie musiał zostać zniszczony. Mógł zostać zabrany. To byłaby po prostu wartość kolekcjonerska i coś ładnego do muzeum, czy mogłoby się komuś przydać i celowo wybrał to na cel?
O, taki Voldemort na przykład, czy może użyć tego do siania zniszczenia, jak wykorzystał kamień Shafiqów, pomyślała, ale tego nie powiedziała na głos.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.