- Tak, nie ma opcji na samotne ucieczki z kraju, w tym wypadku będziemy musieli to zrobić w pakiecie. - Każda rodzina miała swoje standardy, jednych dotyczyły one bardziej, innych mniej, jeszcze nie miała pojęcia w jaki sposób Elias potraktuje Benjy'ego. Nie wydawało jej się jednak, aby miał mieć gorsze warunki od tych jej. Zdecydowanie nie była to bowiem ich dziedzina. Zajmowali się czymś zupełnie innym, a więc raczej można było przymknąć oko na drobne niedociągnięcia. Kto wie jednak co wpadnie jej bliźniakowi do głowy, jego zachowanie trudno było przewidzieć, chyba artyści po prostu tak mieli.
Później Benjy przeszedł do tej bardziej tajemniczej części swojego zadania, która zafascynowała Prue jeszcze bardziej niż to, jak polerował lustro. Mruczał pod nosem zaklęcia, machał różdżką, widać było, że bardzo lekko mu to przychodziło. Znał się na rzeczy, podobnych praktyk nie wykonywało się nigdy u niej w domu, bo właściwie nie miał kto tego robić. Faktycznie mogli czuć się więc pewnie tutaj ze świadomością, że on zadbał o każdy, najdrobniejszy szczegół jeśli chodzi o przygotowywanie zwierciadeł.
- Doceniam jednak zaangażowanie, nie wiem, czy widziałam kiedyś kogoś kto z taką pasją polerował szkło. - Był to spory komplement zważając na to, że w jej rodzinie znajdowało się sporo osób, które szkłem się zajmowały. Prue nie widziała nic w złego w tym, aby zwrócić uwagę na to, jak świetnie się sprawdził. Wiedziała, że komplementy czasem były na miejscu, oczywiście nie w nadmiarze, bo jak wiadomo, jej mąż bardzo szybko potrafił skupiać się właśnie na nich.
- Nie wierzę w to, że wcześniej nikt tego nie doceniał, a jeśli tak było, to pewnie nie patrzył na Ciebie podczas tego, całego procesu. To naprawdę fascynujący widok. - Pewnie w jej przypadku wyglądało to jeszcze nieco inaczej, bo przecież był jej mężem i po prostu lubiła na niego patrzeć, co nieco komplikowało sprawę, jednak mniejsza o to.
Przyszła kolej na nią, teraz to ona miała zająć się swoim zadaniem. Było całkiem łatwe, jednak jak widać, czasem i podczas tych niby prostszych zajęć mogły pojawić się drobne komplikacje. W tym przypadku jej wzrost znowu okazał się być drobną przeszkodą. Nie zamierzała szukać krzesła, to byłaby przecież strata czasu, zamiast tego zaczęła podejmować próby wspinania się na palcach, to jednak też nie przynosiło jakichś szczególnych efektów. Powinna jednak sięgnąć po krzesło. Nie zdążyła jednak zaakceptować tego rozwiązania, bo zupełnie niespodziewanie jej nogi podniosły się z ziemi, to znaczy jej całe ciało zostało podniesione. Najwidoczniej Benjy widział, że nie do końca sobie radziła z tym lustrem i postanowił zareagować. Nie spodziewała się tego, że zupełnie nagle znajdzie się w powietrzu, przez co odetchnęła głęboko, bo nieco ją to zestresowało. - Nie rób tak, bo kiedyś zejdę na zawał. - Mógł nią podrzucać jak marionetką, doskonale zdawała sobie z tego sprawę. - To znaczy możesz tak robić, ale najpierw coś powiedz, ostrzeż mnie, czy coś. - Jeszcze nieco sprostowała. Po tym przeszła do rzeczy, zaczęła zakrywać lustro, sięgnęła bez problemu do tej krawędzi, która kilka sekund wcześniej wydawała się być dla niej nieosiągalna.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control