2 godzin(y) temu ✶
— ”Nie spodziewałam się” na zasadzie ”nie chcę tu być, odprowadź mnie do domu” czy ”zawsze chciałam zostać asystentką detektywa Longbottoma? — spytał powoli Erik, starając się zachować poważny wyraz twarzy.
Nie odmawiał jej odwagi; miał świadomość tego, że potrafi sobie radzić w kryzysie. Nie musiało to jednak oznaczać, że od razu chciała pakować się w każdą niebezpieczną sytuację, jaką musiał zbadać Zakon Feniksa. Poza tym mogła czuć się bardziej swobodnie przy stanowisku alchemicznym. Z drugiej strony… Każdego z zakonników to na pewnym etapie czekało. I chyba wolał, aby Figg mogła przejść przez swoją pierwszą misję terenową, nie musząc uchylać się przed klątwami Śmierciożerców.
— Poradzisz sobie. Wierzę w ciebie — powiedział z uczuciem, klepiąc ją lekko na ramieniu. — Poza tym, jesteś ekspertką. Jedną z nielicznych, które nadają się do tego zadania. A na pewno zapamiętałaś więcej z Opieki nad Magicznymi Stworzeniami niż ja. — Zmarszczył lekko czoło. — No i… Przynajmniej wiemy już, że to nie jest sprawa dla egzorcysty. A to już coś.
Odkrycie jakiego dokonał z Heather, było dość zaskakujące. W sumie był to poniekąd dowód na to, że nie powinni z góry wierzyć w meldunki i plotki przekazywane im przez Dumbledore'a. Duchy urządzające sobie dzikie przyjęcia w dokach okazały się w rzeczywistości dwugłowym hipogryfem karłowatym. Erik bardzo mocno starał się nie myśleć o tym, jak bardzo to zwierzę pasowało do pomysłu ”hipogryfa miniaturki”, którego chciał podarować Mabel.
— Hotel zdecydowanie nie wygląda zachęcająco — przyznał, przyglądając się z niedowierzaniem budynkowi, jakby gdzieś w głębi serca liczył, że po ostatniej wycieczce tutaj, ktoś postanowi jednak przebudować to paskudztwo. — Z drugiej strony, może właścicielowi zależy tylko na tym, żeby był blisko doków i mógł pomieścić wystarczająco dużą ilość ludzi.
Skoro ktoś już wpakował całą górę funtów w to, aby wznieść tutaj tego molocha, to raczej nie robił tego dla własnego widzimisię. Kto wie, może w okolicy planowano jakąś większą inwestycję, która miała ściągnąć do stolicy większą ilość tanich pracowników? To by wyjaśniało, czemu ktoś pozwolił architektowi wykazać się takim brakiem wyobraźni. A może była to po prostu zwykła oszczędność?
Kiedy dotarli do magazynu, rozejrzał się na prawo i lewo. Z sąsiedniego budynku wyszła dwójka mężczyzn w ciuchach roboczych, jednak równie szybko, jak się pojawili, tak szybko i ewakuowali się z okolicy, zmierzając w kierunku jednej z opuszczonych hal. Po potwierdzeniu, że teren był już czysty, Erik podniósł zasuwę i wszedł za Norą do środka.
— Mam nadzieję, że nie będą nam robić kłopotów… Transfer do ostoi to chyba najlepsze, co może je czekać — mruknął pod nosem, przymykając za nimi drzwi. — W sumie całkiem nieźle to wymyśliłaś. Lepsze to niż trzymać je w jakiejś kryjówce, dopóki nie znaleźlibyśmy jakiegoś odpowiedniego hodowcy.
Nie odmawiał jej odwagi; miał świadomość tego, że potrafi sobie radzić w kryzysie. Nie musiało to jednak oznaczać, że od razu chciała pakować się w każdą niebezpieczną sytuację, jaką musiał zbadać Zakon Feniksa. Poza tym mogła czuć się bardziej swobodnie przy stanowisku alchemicznym. Z drugiej strony… Każdego z zakonników to na pewnym etapie czekało. I chyba wolał, aby Figg mogła przejść przez swoją pierwszą misję terenową, nie musząc uchylać się przed klątwami Śmierciożerców.
— Poradzisz sobie. Wierzę w ciebie — powiedział z uczuciem, klepiąc ją lekko na ramieniu. — Poza tym, jesteś ekspertką. Jedną z nielicznych, które nadają się do tego zadania. A na pewno zapamiętałaś więcej z Opieki nad Magicznymi Stworzeniami niż ja. — Zmarszczył lekko czoło. — No i… Przynajmniej wiemy już, że to nie jest sprawa dla egzorcysty. A to już coś.
Odkrycie jakiego dokonał z Heather, było dość zaskakujące. W sumie był to poniekąd dowód na to, że nie powinni z góry wierzyć w meldunki i plotki przekazywane im przez Dumbledore'a. Duchy urządzające sobie dzikie przyjęcia w dokach okazały się w rzeczywistości dwugłowym hipogryfem karłowatym. Erik bardzo mocno starał się nie myśleć o tym, jak bardzo to zwierzę pasowało do pomysłu ”hipogryfa miniaturki”, którego chciał podarować Mabel.
— Hotel zdecydowanie nie wygląda zachęcająco — przyznał, przyglądając się z niedowierzaniem budynkowi, jakby gdzieś w głębi serca liczył, że po ostatniej wycieczce tutaj, ktoś postanowi jednak przebudować to paskudztwo. — Z drugiej strony, może właścicielowi zależy tylko na tym, żeby był blisko doków i mógł pomieścić wystarczająco dużą ilość ludzi.
Skoro ktoś już wpakował całą górę funtów w to, aby wznieść tutaj tego molocha, to raczej nie robił tego dla własnego widzimisię. Kto wie, może w okolicy planowano jakąś większą inwestycję, która miała ściągnąć do stolicy większą ilość tanich pracowników? To by wyjaśniało, czemu ktoś pozwolił architektowi wykazać się takim brakiem wyobraźni. A może była to po prostu zwykła oszczędność?
Kiedy dotarli do magazynu, rozejrzał się na prawo i lewo. Z sąsiedniego budynku wyszła dwójka mężczyzn w ciuchach roboczych, jednak równie szybko, jak się pojawili, tak szybko i ewakuowali się z okolicy, zmierzając w kierunku jednej z opuszczonych hal. Po potwierdzeniu, że teren był już czysty, Erik podniósł zasuwę i wszedł za Norą do środka.
— Mam nadzieję, że nie będą nam robić kłopotów… Transfer do ostoi to chyba najlepsze, co może je czekać — mruknął pod nosem, przymykając za nimi drzwi. — W sumie całkiem nieźle to wymyśliłaś. Lepsze to niż trzymać je w jakiejś kryjówce, dopóki nie znaleźlibyśmy jakiegoś odpowiedniego hodowcy.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞