• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
1 2 3 4 5 … 7 Dalej »
[30/10/72] Wards, runes and other things that buy you five extra minutes | Benjy, Pru

[30/10/72] Wards, runes and other things that buy you five extra minutes | Benjy, Pru
Wallflower
Please forgive me if I don't talk much at times.
It's loud enough in my head.

wiek
32
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
widmowidz
zawód
Antropolożka/Uzdrowicielka
Prudence jest szczupłą kobietą, która mierzy 163 centymetry wzrostu. Ubiera się raczej niezbyt kontrowersyjnie, schludnie, miesza się z tłumem. Wybiera stonowane kolory. Jej włosy są długie, proste w odcieniu czekoladowego brązu, często wiąże je w kok na czubku głowy. Oczy ma jasnobrązowe. Zapach, który wokół siebie roztacza to głównie woń kojarząca się ze szpitalem, lub medykamentami, jednak przebijają się przez nią owocowe nuty - głównie truskawki.

Prudence Fenwick
#6
Wczoraj, 12:33  ✶  

Czy Prue właściwie powinna być zawiedziona tym, że dopiero dzisiaj dowiedziała się, że Benjy interesował się tym, co działo się w lesie? Być może po części. Póki co jednak tam nie wchodził, przynajmniej tak zrozumiała, więc tak naprawdę nic wielkiego się nie wydarzyło. Mogło się to zmienić jutro, ale przecież już miała świadomość, czego się może spodziewać. Nie wydawało jej się, aby to zamierzał przed nią ukrywać. Wcześniej nie miał okazji powiedzieć jej o tym, że ten temat go interesował, być może nie sądził, że jest o czym mówić? Jeśli faktycznie był w tym specjalistą od run, to przecież wcale nie musiało oznaczać, że zamierzał wpakować się do lasu. Miała wrażenie, że sam był zaskoczony treścią listu, która się pojawiła, a więc nie wiedział, że ten moment się zbliża. Przynajmniej tak to sobie tłumaczyła. Czy mogłaby zasięgnąć języka i się czegoś dowiedzieć, gdyby wcześniej wiedziała, że sprawa go interesuje? Pewnie tak. Być może jej współpracownicy się tym nie zajmowali, ale w ministerstwie zawsze dało się czegoś dowiedzieć. Aktualnie jednak nie było sensu zastanawiać się nad tym, co by było gdyby, bo nie mieli możliwości się tego dowiedzieć. Na to było już zbyt późno. Trochę żałowała jednak, że nie miała szansy w żaden sposób go w tym wesprzeć, ale nie zamierzała teraz jakoś specjalnie nad tym rozmyślać, bo to nie mało większego sensu, nie w tej chwili.

Miała świadomość tego, że dla niego również ta sytuacja była zupełnie nowa. Wcześniej nie musiał się martwić tym, że ktoś czekał na niego w domu. Był zupełnie samodzielny, podejmował decyzje bardzo szybko, nie musiał się niczym przejmować, nie miał się przed kim tłumaczyć. Pewnie trochę czasu minie nim zacznie na to patrzyć inaczej, zresztą jego dotychczasowe działania związane z widmami nie niosły za sobą żadnego ryzyka - nie wchodził tam, nie sprawdzał w jaki sposób one funkcjonowały. Z tego co zrozumiała teraz również nie o to chodziło, mieli znaleźć się tam, aby reagować, gdy ludzie będą chcieli przekraczać granice. To również miało jakiś sens. Nie była być może z tego powodu szczególnie uszczęśliwiona, ale przecież wiedziała na co się pisze. Tak wyglądała jego praca, potrzebowali wsparcia jej męża, więc miał się tam pojawić. To akurat było dla niej całkiem logiczne, zresztą treść tego listu wyglądała bardziej jak osobista prośba, żeby pomóc ludziom, którzy mogli podjąć głupie decyzje. On nie chciał zostawić ich na pastwę losu, co też w pewien sposób mogło zostać uznane za całkiem bohaterski czyn. Byleby jednak sam przez to nie ucierpiał. Na pewno nie będzie jutro całkiem spokojna, będzie się zastanawiała, czy nie wszedł do lasu, czy coś go tam nie zeżarło. Taki już jej los. Najgorsze w tym wszystkim było to, że Prue nie mogła znaleźć się w Dolinie, nie będzie blisko, bo obiecała, że pojawi się w Little Hagnleton i tam wszystkiego dopilnuje. Nie miała w zwyczaju porzucać swoich obowiązków dzień przed tym, kiedy miała się nimi zajmować. Do zbyt wielu rzeczy się zobligowała, aby to teraz odkręcać, nieco ją to martwiło, bo zdecydowanie wolałaby być bliżej, żeby ewentualnie móc mu pomóc. Na to też było jednak za późno.

Nie chciała mu teraz wyrzucać, że powinien ją uprzedzić, czy wcześniej coś powiedzieć, bo niczego by to nie zmieniło, nie zamierzała też wprowadzać napiętej atmosfery między nimi w noc tuż przed tym, jak miał tak bardzo ryzykować. To nie miało dla niej żadnego sensu. Prue starała się podchodzić do tego jak najbardziej rozsądnie potrafiła, chociaż wcale nie było to dla niej łatwe.

- To mi wystarczy. Wierzę w to, że będziesz potrafił racjonalnie ocenić zagrożenie. - Naprawdę mu ufała pod tym względem. Skoro powiedział, że nie będzie w to brnął, gdy przestanie widzieć sens, czy metodę, aby sobie z tym poradzić to na pewno tak będzie. Nie okłamywałby jej przecież, naprawdę sądziła, że będzie w stanie poradzić sobie z oceną sytuacji. Miał w tym przecież spore doświadczenie, nie mówiłby tego, żeby ją zbyć. Czy była przez to spokojniejsza? Niekoniecznie. Wiedziała, że może pojawić się bardzo wiele czynników, które mogłyby to skomplikować. Próbowała jednak ułożyć sobie to w głowie, naprawdę starała się to zrobić, chociaż w jej głowie pojawiało się wiele pytań, najważniejszym było to, dlaczego tak długo jej o tym nie mówił.

- Wolałabym być w Dolinie. - Przyznała jeszcze. Naprawdę wolałaby się znajdować bliżej miejsca, w którym on będzie, tyle, że teraz nie mogła sobie na to pozwolić i to też ją gryzło. Na zmiany było jednak już zbyt późno. - Mam nadzieję, że będą tam kompetentni uzdrowiciele, gdyby coś poszło nie tak. - Naprawdę starała się w to wierzyć, chociaż miała pewne wątpliwości, co do metod z których mogli korzystać. Niestety wiedziała, że czasem może zrobić się bardzo ciężko, a mało kto korzystał ze sposobów z których ona korzystała, bo nie były do końca legalne. Jakoś będzie musiała to przetrawić, tak naprawdę wolała uwierzyć w to, że jej mąż po prostu nie będzie potrzebował pomocy medycznej.

- Strasznie niefortunnie się złożyło, że doszło do tego, akurat w tym momencie. - Nie miała nic przeciwko temu, że ktoś postanowił zaangażować ją w tę sprawę. W gruncie rzeczy Prue wiedziała o tym, że ma odpowiednie doświadczenie i poradzi sobie ze wszystkim, czego od niej potrzebowali, jednak nie podobało jej się teraz to, że doszło do tego akurat w tym czasie.

- Siedzenie przy metalowym stole jest całkiem wygodne. - Dodała jeszcze, bo tak właściwie to nigdy nie narzekała na zakres swoich obowiązków, odpowiadał jej, chociaż wiadomo, całkiem miłe było to, że ktoś postanowił sprawdzić ją podczas czegoś zupełnie innego. Lubiła wyzwania, przygotowywała się do nich najlepiej jak potrafiła, tym razem również zamierzała udowodnić, że nie mogli lepiej trafić.

- Dzieciaki są bardzo wymagające, dociera się do nich zupełnie innymi sposobami, niż do dorosłych, ale nie skłamię, gdy powiem, że cieszy mnie to, że to będą moi odbiorcy. - Naprawdę lubiła towarzystwo najmłodszych, uważała, że mało kto docenia ich potencjał. Łatwo było ich do czegoś zachęcić, a jeszcze łatwiej zrazić, więc niosło to ze sobą również sporą odpowiedzialność. Nie miała zamiaru pozwolić na to, żeby dzieciaki i młodzież wyszły stamtąd niezadowolone.

- Oczywiście, mam cały zestaw samhainowych lizaków, nie mogłam się tam pojawić nieprzygotowana. - Mimo tego, że od kilku lat nie pracowała w Mungu to nadal miała ten nawyk, w kieszeniach jej płaszczy, w torebce, wszędzie można było znaleźć lizaki. Zamówiła przed sabatem jednak karton specjalnie na tę okazję. Była to drobna rzecz, ale mogła zdziałać cuda.

- Odrobina przekupstwa jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziła. - Powiedziała jeszcze, bo wiedziała, że z takim zaopatrzeniem na pewno sobie poradzi. Miała zresztą rozpisany plan na ten dzień, zamierzała spowodować, że dzieciaki na długo go zapamiętają. Przygotowała im praktyczne zadania, sztuczną krew i inne ciekawe zajęcia. Musiało się im to spodobać, nie było innej możliwości.

- Dzięki, to wiele dla mnie znaczy. - Odpowiedziała mu jeszcze, bo wspierał ją w tym wszystkim jak nikt inny, niekoniecznie przywykła do takiego podejścia. Nie lekceważył tego, co miała do zrobienia, chociaż sam przecież tego dnia miał zajmować się czymś dużo bardziej ambitnym. Miał chronić ludzi przed tym, co było w lesie, kiedy ona miała zabawiać dzieci, były to naprawdę bardzo różne zadania na dzień sabatu.

Pokręciła jeszcze głową z niedowierzaniem, kiedy usłyszała jego pytanie. - Chodzi Ci o tego porzeczkowego lizaka, prawda? - Wolała się upewnić, czy aby na pewno dobrze się zrozumieli, czy miał na myśli jeszcze coś innego. - Kiedy wrócisz na pewno będzie czekała na Ciebie nagroda. - Nie zakładała w ogóle, że mógłby nie wrócić do domu, mimo swojego zwyczajowego czarnowidztwa starała się podchodzić do tego jak najbardziej pozytywnie, bo przecież afirmacja mogła zdziałać cuda.



Confusion in her eyes that says it all

She's lost control

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (5054), Prudence Fenwick (2847)




Wiadomości w tym wątku
[30/10/72] Wards, runes and other things that buy you five extra minutes | Benjy, Pru - przez Benjy Fenwick - 27.09.2026, 00:34
RE: [30/10/72] Wards, runes and other things that buy you five extra minutes | Benjy, Pru - przez Prudence Fenwick - 27.09.2026, 00:45
RE: [30/10/72] Wards, runes and other things that buy you five extra minutes | Benjy, Pru - przez Benjy Fenwick - 27.09.2026, 19:38
RE: [30/10/72] Wards, runes and other things that buy you five extra minutes | Benjy, Pru - przez Prudence Fenwick - 27.09.2026, 22:19
RE: [30/10/72] Wards, runes and other things that buy you five extra minutes | Benjy, Pru - przez Benjy Fenwick - 29.09.2026, 18:37
RE: [30/10/72] Wards, runes and other things that buy you five extra minutes | Benjy, Pru - przez Prudence Fenwick - Wczoraj, 12:33
RE: [30/10/72] Wards, runes and other things that buy you five extra minutes | Benjy, Pru - przez Benjy Fenwick - 5 godzin(y) temu

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa