Byłeś pewien dwóch rzeczy. Po pierwsze, miałeś absolutną uwagę wszystkich zgromadzonych w namiocie i nikt nie śmiał ci przerwać. Nawet Weasley, który potraktował cię wcześniej szorstkimi słowami, wysłuchał twojej wypowiedzi od początku do końca, nie tracąc przy tym zainteresowania. Po drugie – panna Aberoth wyraźnie przejęła twoją wolę jako własną. Chociaż spomiędzy jej warg nie wydobyło się żadne słowo, sprawnie wyniosłeś z jej zachowania, że zarówno sposób, w jaki nimi poruszyła, jak i skinięcie głową, oznaczały pełną zgodę. Jutro prawdopodobnie nikt cię tu już nie wpuści. Miałeś jednak w Departamencie Tajemnic sojuszniczkę, która nie zapomni twoich słów. Tylko czy to oznaczało, że zgodnie z twoją wolą drzewo zostanie spalone?
– Gadane to pan ma – przyznał ci Weasley. – Jeszcze gdyby to wszystko było takie proste. – Machnął ręką, po czym uśmiechnął się dziwnie i kręcąc głową, opuścił namiot. Opryskliwy był, to z pewnością. Nie sprawiał jednak, mimo wszystko, wrażenia kogoś chcącego wyrządzić komukolwiek jakąś szkodę. Właściwie, to wydawał się permanentnie rozczarowany wszystkim, nawet mimo dumy z własnych osiągnięć. No i co najważniejsze – wysłuchał cię, ale nie kłopotał się pozostawaniem obecnym w namiocie do końca, czyli opinia innych nieszczególnie go obchodziła.
Tuileflaith mruknęła coś tylko, a jej towarzyszka splotła palce za swoimi plecami i nie potrafiłeś odczytać tego, co mogła myśleć na temat twojej wypowiedzi.
– Cóż, panie Macmillan – rzuciła zarządczyni, po dłuższej ciszy, podczas której zarówno ona, jak i inni badacze wymieniali pomiędzy sobą niewiele mówiące spojrzenia. – Niech się pan czuje wysłuchany, lecz oczywiście – te słowa zdawały się ją uwierać – ostateczna decyzja należy wciąż do mnie.
Nim spotkanie dobiegło końca, wymieniono pomiędzy sobą jeszcze kilka spostrzeżeń. O migracji robali, o dziwnym ich zachowaniu. Niewiele z tego zrozumiałeś oprócz tego, że wszyscy tutaj zajmowali się odnotowywaniem i analizowaniem odstępstw od normy. Ale jak duże one były, o co w tym wszystkim chodziło? Nie znałeś norm, a więc nie mogłeś pojąć znaczenia tego, co tak bardzo ujmowało zgromadzonych.
– Chce wielebny jeszcze coś obejrzeć? – Zapytała Caroline, dopijając napar przekazany jej przez panią Palmer. – Odprowadzę pana na skraj lasu. Tutaj nie można się bezpiecznie teleportować.
@Sebastian Macmillan
– Gadane to pan ma – przyznał ci Weasley. – Jeszcze gdyby to wszystko było takie proste. – Machnął ręką, po czym uśmiechnął się dziwnie i kręcąc głową, opuścił namiot. Opryskliwy był, to z pewnością. Nie sprawiał jednak, mimo wszystko, wrażenia kogoś chcącego wyrządzić komukolwiek jakąś szkodę. Właściwie, to wydawał się permanentnie rozczarowany wszystkim, nawet mimo dumy z własnych osiągnięć. No i co najważniejsze – wysłuchał cię, ale nie kłopotał się pozostawaniem obecnym w namiocie do końca, czyli opinia innych nieszczególnie go obchodziła.
Tuileflaith mruknęła coś tylko, a jej towarzyszka splotła palce za swoimi plecami i nie potrafiłeś odczytać tego, co mogła myśleć na temat twojej wypowiedzi.
– Cóż, panie Macmillan – rzuciła zarządczyni, po dłuższej ciszy, podczas której zarówno ona, jak i inni badacze wymieniali pomiędzy sobą niewiele mówiące spojrzenia. – Niech się pan czuje wysłuchany, lecz oczywiście – te słowa zdawały się ją uwierać – ostateczna decyzja należy wciąż do mnie.
Nim spotkanie dobiegło końca, wymieniono pomiędzy sobą jeszcze kilka spostrzeżeń. O migracji robali, o dziwnym ich zachowaniu. Niewiele z tego zrozumiałeś oprócz tego, że wszyscy tutaj zajmowali się odnotowywaniem i analizowaniem odstępstw od normy. Ale jak duże one były, o co w tym wszystkim chodziło? Nie znałeś norm, a więc nie mogłeś pojąć znaczenia tego, co tak bardzo ujmowało zgromadzonych.
– Chce wielebny jeszcze coś obejrzeć? – Zapytała Caroline, dopijając napar przekazany jej przez panią Palmer. – Odprowadzę pana na skraj lasu. Tutaj nie można się bezpiecznie teleportować.
@Sebastian Macmillan