Nie mogło być zbyt prosto, prawda? Powinna się spodziewać tego, że pobudka o takiej porze nie zakończy się szybkim powrotem do snu. To zazwyczaj niosło ze sobą dziwny ciąg wydarzeń, musiała najwyraźniej do tego przywyknąć, chociaż niekoniecznie jej się to podobało. Prue naprawdę nie znosiła wyrywania z objęć Morfeusza. Nie było jednak wcale najgorzej, bo póki co nie musiała wystawić poza łóżko nawet jednego palca, więc nie przyszło jej się mierzyć z nie do końca przyjemną temperaturą panującą poza ciepłą pościelą, był to jakiś pozytyw, mały bo mały, ale powoli uczyła się ich szukać w swoim nowym życiu.
- Jeśli tak mówisz, to nie zamierzam w to wątpić. - Nie rzucał przecież słów na wiatr. Nie miała pojęcia dokąd i po co się wybierał, ale wydawało jej się, iż mogło mieć to jakiś związek z tym o czym przed chwilą rozmawiali, zazwyczaj tak to przecież wyglądało. Nie sądziła, że miał w tej chwili jakąś nagłą sprawę do załatwienia w innej części domu. Gdyby nie ten nieszczęsny ptak, który obudził ich uderzając swoimi skrzydłami i dziobem o okno to nadal by spali. Musiało to więc być w jakiś sposób ze sobą powiązane, albo bardzo źle dedukowała. Nie przestawała go obserwować, chociaż niewiele widziała w tej ciemności, jedynie światło księżyca oświetlało ich sypialnię, tak, czy siak ciągle na niego patrzyła. Była trochę zaciekawiona dokąd i po co się wybierał, zwłaszcza, że warunki nie do końca zachęcały do opuszczenia łóżka, to musiało być coś istotnego.
Gdy opuścił sypialnię nasłuchiwała, chociaż wiedziała, że potrafił się poruszać bardzo cicho, jakby to mogło jej dać odpowiedź na pytanie do którego pomieszczenia w domu zmierzał. Była skupiona, oddychała cicho, nie chcąc przerywać tej ciszy która panowała w sypialni. Dosyć szybko przestała słyszeć kroki, trudno jej więc było stwierdzić, gdzie się zatrzymał, nie było to jednak zbytnio istotne, tak, czy siak nie miała przecież pojęcia po co właściwie wyszedł. Musiała być cierpliwa, pewnie zaraz dostanie odpowiedzi na wszystkie swoje pytania. Czas się jej dłużył - jak zawsze kiedy na coś czekała, ale w końcu znajoma sylwetka znowu pojawiła się w drzwiach.
Bez słowa podszedł do łóżka i na nim usiadł, tym razem bliżej niej, jednak całkiem ostrożnie, jakby nie chciał naruszyć jej twierdzy z kołdry, w którą się bardzo szczelnie owinęła, aby nie dopuścić do siebie zimna. Prue nie zauważyła pakunku, który ze sobą przyniósł, było ciemno, nie przyglądała się szczególnie temu, co miał w rękach, chociaż może powinna. Później padło pytanie, które nieco zbiło ja z pantałyku, był środek nocy, a on chciał rozmawiać o runach. To właściwie było potwierdzeniem tego, co założyła. Wspominał, że w sprawie widm był ich specjalistą od run, teraz wrócił do tego tematu, a więc wszystko łączyło się w całość.
Zmrużyła na moment oczy, zawiesiła się, co oznaczało, że zaczęła grzebać w swojej głowie w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, które jej zadał.
Galdrastafir. Bindruny. Ligatury runiczne. Łączenie run w symbole, które miały silniejszą moc. Pojawiła się w jej głowie krótka informacja, nie było tego zbyt wiele. Zwróciła uwagę na to, że chodziło chyba o islandzkie symbole, a przynajmniej tak jej to wyglądało. Nie znalazła jednak nic więcej. Mrugnęła, ponownie wróciła do rzeczywistości.
- Czytałam kiedyś coś na ten temat, jednak nie było tego zbyt wiele. - Liznęła nieco tematu, jednak nie zagłębiała się w niego jakoś szczególnie. - Chodzi o to, że łączy się runy i składa w całość? - Nie podeszła do tego specjalnie naukowo, bardziej praktycznie, zresztą zapytała, czy jej tok myślenia jest dobry, bo najwyraźniej Benjy posiadał na ten temat większą wiedzę od niej.
Słaby sukces...
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control