Norka pojawiła się w Little Whinging jeszcze przed wschodem słońca. Czasem wpadała do rodziców, aby podrzucić im trochę swoich wypieków i wypić z nimi kawę. Odkąd mieszkała w Londynie nie bywała tutaj tak często, ale brakowało jej tego miejsca, przez co starała się regularnie ich odwiedzać. No i zaglądała też do kociego azylu, w którym jako dziecko spędzała ogromną ilość czasu. Dzień nie zapowiadał się na szczególnie przyjemny, na niebie było sporo chmur, jesień zdecydowanie zaznaczała swoją obecność, a szkoda, panna Figg wolała letnie dni, niestety przyszedł czas na to by pogodzić się z tym, że te zaczęły odchodzić w zapomnienie. Szkoda.
Ojciec zdążył już wyjść do pracy, miał poranną zmianę w ministerstwie magii. Pożegnała się z nim, życzyła mu dobrego dnia i udała się z Emmą do azylu, aby nakarmić koty. Mogły sobie przy tym poplotkować i poopowiadać, co właściwie u nich słychać. Przynajmniej miały pewność, że jej rodzeństwo nie zostanie przez nie przedwcześnie obudzone, potrafiły być z matką bardzo głośne, kiedy dochodziło do komentowania tego, co u nich słychać. Bezpieczniej więc było znaleźć się w innym budynku, a przy okazji wykonać codzienne poranne obowiązki związane z ich kocimi przyjaciółmi, a tych w azylu było naprawdę wiele. Była to raczej lekka praca, która sprawiała jej ogrom przyjemności, w końcu musiała wygłaskać każde futerko, które znalazło się pod jej palcami. W Londynie często jej tego brakowało, jak wiadomo koty były istotną częścią życia Figgów.
Nie była to godzina, w której pojawiali się tutaj ludzie z zewnątrz. Słońce ledwie zdążyło wstać, więc niekoniecznie spodziewała się zastać przed azylem kogokolwiek. Emma wysłała ją po więcej kociej karmy, która znajdowała się w ich piwnicy w domu, więc wyszła na zewnątrz, a wtedy zobaczyła sylwetkę mężczyzny stojącego przed drzwiami, trzymał karton w ręku i doskonale wiedziała co to oznacza. Całkiem żywym krokiem ruszyła w jego kierunku, dopiero kiedy zaczęła się do niego zbliżać dotarło do niej, że go zna. Negocjacje mogły być trudne. Zawsze najpierw starała się przekonać ludzi do tego, żeby zastanowili się, czy faktycznie muszą oddać koty do azylu. W końcu dużo lepiej byłoby im w ciepłym domu. Mieli oczywiście tutaj odpowiednie warunki, jednak wiadomo jak jest - każdy zasługiwał na swoje własne mieszkanie i dużo miłości.
- Dzień dobry Benjy, co za spotkanie. - Rzuciła lekko na przywitanie, po czym spojrzała na karton, który trzymał w dłoniach. Wiedziała od kiedy tylko go tutaj zobaczyła, że nie zjawił się w tym miejscu przypadkiem, miał swój cel, doskonale jej znany.
- Nie znalazłeś się tu przypadkiem. - Stwierdziła fakt, bo przecież połączyła już kropki. - Kogo masz w tym kartonie? - Trudno jej było przewidzieć co znajdowało się w pudełku.