Spacer jej się przydał. Mogła uspokoić myśli… miała tę niefortunną przyjemność zapamiętywania każdego słowa, które padło podczas wymiany zdań przy stole. Niestety przetwarzała je w głowie, ciągle, przez co nie mówiła zbyt wiele, kiedy zmierzali w kierunku kowenu. Starała się o tym nie myśleć, ale w jej przypadku dużo łatwo było o tym powiedzieć, niż faktycznie to zrobić. Nie potrafiła tak po prostu przestać analizować, jej głowa nie działała w ten sposób.
Nie miała najlepszego humoru, bo wizyta u jej rodziców nie poszła po jej myśli. Liczyła na nieco cieplejsze przywitanie swojego wybranka, ojciec jednak nie do końca potrafił grać, wręcz przeciwnie, wyjątkowo pokazywał co sądzi na temat mężczyzny, który siedział obok niej podczas kolacji. Prue była bardzo rozczarowana jego zachowaniem, przez co teraz co chwilę się zamyślała. Analizowała wszystko bardzo dokładnie, starała się to sobie poukładać w głowie, chociaż nie miało to najmniejszego sensu. Ta kolacja okazała się być bowiem katastrofą, przynajmniej w jej oczach, chociaż jeszcze nie nazwała jej tym słowem.
Wizyta w Kowenie mogła nieco oczyścić atmosferę, jeśli kadziła i Matka tego nie zrobią, to raczej szkody będą nieodwracalne. Naprawdę chciała, aby jej rodzice byli życzliwi, Penny jak zawsze nie zawiodła. Prue miała wrażenie, że ta kobieta byłaby w stanie zaakceptować każdy jej wybryk, chociaż w sumie dzisiaj przecież nie zrobiła niczego złego - ojciec zdecydowanie miał swoje zdanie na ten temat, co nie do końca potrafiła ignorować. Gryzło ją to od środka i powodowało dyskomfort, szczególnie, że nie powiedział do końca o co mu chodziło, no, na pewno nie jej. Benjy niby nie mówił wiele na temat wizyty u jej rodziców, nie wątpiła jednak w to, że i dla niego było to na swój sposób dyskomfortem. Ojciec potraktował go nieodpowiednio, Prue musiała nieco zweryfikować swoją opinię na temat człowieka, który zawsze wydawał jej się być raczej opanowany i rozsądny. To był pierwszy raz, kiedy przy niej zachował się podobnie i nie podobało jej się to wcale. Nadużył jej zaufania.
Dotarli w końcu do Kowenu, gdzie mieli złożyć dary Bogini. Otaksowała wzrokiem pomieszczenie, na ołtarzu znajdowało już się sporo prezentów dla Bogini, większość osób zapewne pojawiła się tutaj wcześniej, nie wydawało jej się jednak, aby miało to jakieś znaczenie. Grunt, że pamiętali o tym, aby tutaj wstąpić, prawda?
Prudence przygotowała się do wizyty w tym miejscu. Stworzyła podarunek od siebie, wieniec znajdował się w jej torebce, miała nadzieję, że nie uszkodził się podczas transportu, tak samo jak ten Benjy'ego. Nie miała pojęcia, jakie cudo stworzył, ona jednak była całkiem zadowolona z efektu swojej pracy. W sumie to niekoniecznie im się musiały one podobać, najważniejsze było przecież zdanie Bogini, miała nadzieję, iż oceni ich całkiem łaskawie, bo przecież liczyły się chęci.
- Nieźle, musiałeś zaliczyć kolację z moją rodziną, aby sobie to uświadomić, to może być spore osiągnięcie… - Wiedziała, że żartował, starała się podejść do tego tematu równie lekko, ale jednak coś ukłuło ją gdzieś głębiej. Nie znosiła kiedy sprawy nie układały się tak jak zakładała.
- Jesteśmy chyba do tego przygotowani. - Przynajmniej tak się jej wydawało. Torebka była całkiem ciężka, na pewno zapakowała do niej wszystko, co miała, chociaż kto wie, być może znowu coś poszło nie po jej myśli? Ten dzień nie należał w końcu do najlepszych.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control