Sen nie mógł się równać z podróżą astralną. Ciało może i spało, ale nie disza. Nie umysł. Z jakiegoś mu może niewiadomego powodu, zgadła, że kadzidła dobrze działały na jego problemy ze snem. Zapalał je sobie, gdy konieczne tego potrzebował. Lecz dzisiaj, nie był u siebie. Nie mieszkał w Dolinie Godryka.
- Doceniam chęci, ale nie jest to konieczne.Odmówił z kulturą, na jaką było stać czarodzieja o zimnym sercu. Widział jej spojrzenie, spoglądające wciąż na niego, póki niezajęta się krojeniem jabłka. Nie przyszedł tutaj o pomoc w problemach ze snem. Przyszedł po informacje. Po konkrety, zadając jedno pytanie. Odpowiedź z jej strony, zaczęła być wymijająca. Niezbyt Nicholasa interesująca. Jaką dobroć on uczyni, mówiąc jej wszystko co wie o widmach i jak ma to pomóc światu? Obserwował ją uważnie. Bez okazywania emocji. Chłodnym wzrokiem badając jej ruchy dłoni i mowy twarzy.
Milczał.
Pierwszy zadał pytanie. Oczekiwał odpowiedzi sensownej. Rozmowy będącej ludzką wymianą informacji. Otrzymał z kolei wymijanie się od odpowiedzi, jakby oczekiwała, że to on od razu jej sprzeda informacje.
"Uczynisz coś dobrego dla świata i dla mnie…" – Zmarszczył lekko brwi to słysząc. Tylko jeden cel, może sprawić, że spełniony zostanie "dobry" uczynek dla świata, ale czy również i dla niej? W tym przypadku to nie widma były problemem. Ale zdrajcy krwi.
Poczęstunku odmówił. Chłodna postawa bez wyrażania emocji uśmiechu czy wesołości, człowieka w czerni, powinna jej wystarczyć za odpowiedź. Nie będzie częstował się czymś z jej ręki. Nie było to zbyt, kulturalne.
Temat widm w końcu został przez nią poruszony.
Zauważył, że najpewniej w swoich słowach, wspomniała liczbę mnogą.
Analizując jej słowa na ich temat, ten głód był dla niego był jednym wyjaśnieniem. Potrzebowały pewnie dusz. Odkąd zamknięto Knieję, ludzie tam nie pojawiali się. Tylko Ci, co mieli miejsca strzec. Badać pod kontem swojej pracy. Ale ten jeden raz Nicholas tam był. Gdy było po wszystkim. Aby zrozumieć przypadek swojego brata.
Zimni.Wypuszczono z Limbo strach, ból i głód.