Benjy nie wyglądał najlepiej. To znaczy Nora nie widywała go zbyt często, nie znała go jakoś dobrze, jednak nie dało się nie zauważyć tych cieni pod oczami. Nie należała jednak do wścibskich oczów, więc być może przez chwilę mu się dosyć uważnie przyglądała, ale nie skomentowała tego w żaden sposób, nie spytała, czy wszystko u niego w porządku, bo nie byli na tym etapie znajomości. Zanotowała sobie jednak to, na pewno zamierzała mu z tego powodu wysłać coś ze swoich wypieków chociaż na drobną osłodę nieprzyjemnych dni, w ten sposób troszczyła się bowiem o swoich znajomych.
Z kartonu dobiegło miauknięcie, które potwierdziło jej założenie. Faktycznie w środku musiały znajdować się koty, nie żeby spodziewała się czegoś innego. Zazwyczaj właśnie z tego powodu ludzie pojawiali się przed azylem. W sumie dobrze, że wiedzieli, iż istniało bezpieczne miejsce do którego można było przynieść koty w potrzebie. Nie oceniała ich nigdy, wiedziała, że bywały różne przypadki, jedni znajdowali koty, innym życie nieco komplikowały plany i musieli je gdzieś zostawić, zawsze lepsze to niż porzucenie ich samopas.
- Jasne, widzę, że udało Ci się je złapać, a to już spory sukces. - Nie wszystkie chętnie współpracowały, odruchowo zerknęła na dłonie mężczyzny, szukając na nich ran po pazurach, wiedziała, że czasem zwierzęta potrafiły być bardzo waleczne i trochę czasu mogło potrwać ugłaskanie ich. Nie wszystkie szybko ufały ludziom, zwłaszcza, kiedy rodziły się w opuszczonych miejscach, w których nie przebywali ludzie.
Słuchała tego, co mówił, jeszcze nie pozwoliła sobie zajrzeć do kartonu. - Trzy koty i matka, były cztery, ale czwartego nie ma. - Powtórzyła za nim. Zgubił go po drodze? Raczej nie, spoglądała na niego przez chwilę, po czym znowu się odezwała. - Czwarty jest bezpieczny? - Wolała się jeszcze upewnić, żeby nie było. Mógł przecież okazać się bardzo waleczny i nie dać się złapać, różnie bywało.
- Jasne, rozumiem. Kocięta są chętnie adoptowane, więc nie powinniśmy mieć problemu z tym, aby znaleźć im dom. - Coś było w tym, że większość osób nie potrafiła przejść obojętnie obok kocich dzieciaków. Najgorzej było ze starymi kotami, nieco pokiereszowanymi przez los, ale i tutaj jej rodzina całkiem nieźle sprawdzała się w szukaniu domów. - Nie mogły lepiej trafić, to znaczy mogły pominąć azyl i znaleźć się u dobrych ludzi, ale rozumiem, że zrobiłeś co mogłeś. - Dopowiedziała jeszcze. Miała świadomość, że niedługo wyjeżdżał, na pewno miał przed tym wyjazdem sporo do zrobienia, więc samo to, że zainteresował się tymi maleństwami i je tutaj dostarczył było naprawdę czymś istotnym.
- Będzie im tu dobrze, pewnie szybko znajdziemy im ludzi, którzy wezmą je do siebie. - Nie miała co do tego wątpliwości, Figgowie potrafili być bardzo przekonujący jeśli o to chodzi. - Wystarczy, że wrzucisz coś do puszki, która stoi przed bramą, zbieramy tam datki dla kotów, nikt nie będzie wymagał od Ciebie utrzymywania ich, radzimy sobie z tym. - Koci azyl działał od lat, mieli specjalny fundusz, dzięki któremu mogli przetrwać. Oczywiście, jeśli chciał ich wspomóc nie zamierzała tego ignorować, wiadomo, że to miejsce nie utrzymywało się samo, ale to mógł być po prostu jednorazowy datek.
- Pokażesz mi te dzieciaki? - W końcu wypadało zajrzeć do kartonu. Była ciekawa, kto w nim siedział. Nie, żeby to robiło jakąś większą różnicę, ale chciała się zapoznać z nowymi mieszkańcami azylu.