Hogwart - Ostatnie lata szkolne
Przez kilka lat edukacji w Hogwarcie, sprawa Jęczącej Marty nie interesowała Nicholasa pod kilkoma względami. Była dziewczyną, jęczącą i z toalety damskiej. Młody Travers nie miał żadnych powodów tam wchodzić. Nie ciągnęła go nawet ciekawość, ani robienia komukolwiek psikusów w tamtym miejscu. Jedyne co mogło być w niej interesujące, to że była duchem.
Wielokrotnie słyszał od swoich kolegów, a bardziej od koleżanek, którzy mieli styczność z tą istotą. Co zrobiła, czego nie zrobiła. Jakie miała odzywki, pyskówki i zachowanie. A przy tym wszystkim, nie było dla niej żadnego współczucia. Na śmierć ponoć zasłużyła.
Jej przeszłością Nicholas zainteresował się dopiero na piątym roku szkolnym, zyskując miano prefekta swojego domu. Wtedy też kilkakrotnie musiał reagować na obecność młodszych uczniów w wyłączonej z użytkowania łazienki damskiej. Bo przecież ciekawi byli, jak wyglądała Marta. Czy naprawdę była taka jak się ją nazywa?
W swoim roczniku szkolnym Travers miał nauczycieli, którzy go lubili i doceniali jego skłonności do nauki oraz chęć poszerzania wiedzy. Wykorzystując to dla siebie, jednego z nich zapytał o przeszłość ducha uczennicy, która nie opuszcza łazienki damskiej. Tłumaczył to potrzebą wiedzy, jak reagować na krzątających się młodszych uczniów, którzy przypadkiem mogą w tej szkole zabłądzić na niewskazane piętro.
Odpowiedź otrzymał taką, jaką mówi się w tej szkole. Dowiedział przy tym o istnieniu miejsca zwanego Komnatą Tajemnic i trzymanym w niej potworze. Ale nikt nie wie, gdzie ono się znajduje. Marta przeżyła jako duch, ale nie jako człowiek. Nicholas obiecał, że zachowa dla siebie tę historię. To był temat, o którym nie mówiło się na co dzień.
Był to drugi semestr jego edukacji. Okres, w którym Nicholas zaczynał bardziej interesować się życiem poza grobowym, czarną i zakazaną magią. Wykorzystywał swój status prefekta, aby nocami niepostrzeżenie móc dostać się do działu ksiąg zakazanych, szukając interesujących go tematów. Tak też natrafiał na wzmianki o nekromancji.
Podczas wakacji, odwiedzał archiwa prasowe, chcąc pozyskać artykuły dotyczące śmierci uczennicy w Hogwarcie, podając rok, kiedy mogło mieć miejsce. Ciekawiło go, jak tę sytuację opisywała prasa. Wdał się także w rozmowę na ten temat z jednym ze starszych pracowników redakcji Proroka Codziennego. Artykuł trafił w ręce Nicholasa do wglądu i możliwego przeczytania na miejscu. Nie wszystko mówiono otwarcie, a tyle, co można było społeczności przekazać. Stawiano jednak podejrzanych za ten czyn śmierci młodej uczennicy.
W okresie nowego semestru szóstej klasy, Nicholas obrał sobie w końcu za cel normalnej rozmowy z Martą Warren. Okazji szukał dogodnej, niż zwyczajne przeganianie młodocianych uczniów. Tego jednego wieczora października, wykorzystał okazję na rozmowę z duchem dziewczynki.
Wszedł do łazienki damskiej, zamykając za sobą drzwi. Rozejrzał się, jakby w poszukiwaniu czegoś mogącego wyróżniać to miejsce od pozostałych. Lecz na pierwszy rzut oka, nic takiego nie dostrzegał.
- Wysoki jesteś… Przystojny… Czego chcesz?Usłyszał dziewczęcy głos, który dochodził od strony okiennej. Marta siedziała na parapecie, machając nogami.
- Porozmawiać.
Odpowiedział Nicholas.
- O czym?
Pociągnęła Marta.
- O twojej śmierci.
Odparł wprost Nicholas.
Krukonka nadęła policzki, po chwili dostrzegając herb domu ucznia, który tutaj się zjawił po rozmowę. Ślizgon.
- Nie możemy o czymś przyjemniejszym?
Chciała zmienić temat. Może nie miała ochoty o tym rozmawiać. Życia jej to nie zwróci. Ciała już pewnie też nie było. A bycie duchem chyba było fajne.
- Nie o tym, jak umarłaś. Ale jak przeszłaś ten proces. Jesteś duchem. Czy opuszczając ciało, widziałaś je? Co czułaś?
Pociągnął swój temat rozmowy, chcąc ją zainteresować, zachęcić do rozmowy. Mógł to samo uczynić z innymi duchami. I robił to. Ale dziecko tutaj było jedno. Pozostali byli dorośli i mieli swoją historię, przeżycia, doświadczenia.
Możliwe, że zaskoczył Martę. Mogła nie spodziewać się takiej rozmowy. A może Nicholas nie był pierwszy, który ten temat poruszał?
- Hmm… Po co chcesz wiedzieć?
Brnęła dziewczyna dalej w swoje. Pytanie na pytanie.
- Zapytaj innego ducha.
Odbiła mu piłeczkę, gapiąc się na niego z góry.
- Pytałem. Pytam też i Ciebie. Ponieważ jesteś najmłodszym duchem tego miejsca. Nie chciałabyś znów żyć?
Kolejne pytanie. Puste i przekupne. Zaintrygowało, albo bardziej zezłościło Martę. Zeskoczyła i podleciała naprzeciw niemu.
- Kpisz sobie ze mnie?!
Krzyknęła na niego. Nadąsana, jakby nie spodobało się jej to, co powiedział.
- Mówię poważnie. Istnieje pewne zaklęcie… Nie. Rytuał, który pozwala przywołać kogoś do życia. Być może Twojego ciała już nie ma. Ale mogłabyś mieć inne.
Ciągnął temat, unosząc kącik ust w lekkim uśmiechu tajemniczości. Nie kpiny, ale zaciekawienia, czy ją przekona.
- Kłamiesz.
Zarzuciła mu.
- Dlaczego miałbym kłamać?
Zapytał, ale nie odpowiedziała.
- Przyszedłem porozmawiać. Może potrzebuję odrobić zadanie domowe związane z duchami. Może chcę podjąć pracę, nad badaniem waszego przypadku. Mogłabyś pomóc.
Ciągnął dalej. Patrząc w jej martwe oczy. Gdyby nie jej duchowa lewitacja, nie dorównywałaby mu wzrostem.
- To było nagłe. Spojrzałam mu w oczy, a potem widziałam ciemność. Potem światło i jak otworzyłam oczy, wstałam, to widziałam swoje ciało. Ale nic nie czułam. Żadnego bólu. Nie wiedziałam, co się właściwie stało. To było dziwne uczucie. Było zimno. Jest zimno. A może jest ciepło? Nie odczuwam temperatury.
Zaczęła mówić, udając momentami zastanawiającą się nad odpowiedziami. Mogła kłamać, mówić półprawdę, aby go zbyć. Ale też mogła mówić prawdę, która pokrywała się z zebranymi informacjami. Czy może z innego powodu postanowiła się z nim podzielić tą wiedzą?
- Rozumiem.
Przyjął do wiadomości jej słowa. Chwilę jeszcze je analizując, obserwując się wzajemnie.
- Nie myślałaś może, aby odejść?
Nie był pewny, czy nie zaatakował ją tym pytaniem, ale możliwe, że tak. Marta się oburzyła i cofnęła w powietrzu.
- Nie!
Miała ku temu swój powód. Ta część rozmowy mogła nie spodobać się jej. Zaczęła robić manewry w powietrzu, aż skierowała się znów przed Nicholasa, tym razem nie hamując, a przeleciawszy przez jego ciało. Travers poczuł dziwne zimne uczucie. Jeszcze chyba nie miał styczności przejść przez ducha. Bądź odwrotnie. Aż do dzisiaj.
- Dlaczego miałabym odejść? Po tym co mi zrobili?!
Zapytała piszczącym swoim głosem.
Nicholas pomasował się po klatce piersiowej, prostując znów rękę, czy to dziwne uczucie przestało go niepokoić. Spojrzał na jej lewitujące ciało nad podłogą.
- Jesteś interesująca.
Odrzekł z lekkim uśmiechem. Na co Marta przekrzywiła głowę pytająco. Ciekawa, co było w niej takiego interesującego.
- Mścisz się? Za śmierć, czy inny powód?
Zapytał spokojnie, wciąż ją obserwując.
Warren nadęła policzki. Tupnęła nóżką, lecz nawet podłogi nie dotykała.
- Utknęłam tutaj, rozumiesz?! Nie rozumiesz, bo nie jesteś duchem! A może mi się tutaj podoba? Jak skończyliśmy, to idź sobie!
Wyrzuciła z siebie co chciała i odfrunęła gdzieś w toalety. Nicholas westchnął i opuścił damską łazienkę. Na odchodne jeszcze zerknął w stronę drzwi do tej łazienki. Nie oczekiwał, że Marta z nich zaraz wyleci. Z tego co pamiętał, dusze były ponoć przywiązane do miejsca swojej śmierci. A Marta mu to jakby, potwierdziła. Jednakże bywały też wyjątki. Nie każdy pozostawał w miejscu swojej śmierci. Wracali w inne, które bardziej były do nich przywiązane.
Niedokończone sprawy. Czy Marta taką też miała? Czy jej śmierć nie okazała się być na tyle spokojna, aby mogła udać się w dalszą drogę?
Wolny czas Nicholas przesiadywał w bibliotece, szukając i czytając podręczniki o tym mówiące. Te dostępne dla wszystkich, aby nie podpaść za szybko nauczycielom, za kręcenie się w działach zakazanych.
W tym roku szkolnym Nicholas musiał podjąć decyzję o swojej karierze zawodowej, aby uczęszczać na konkretne jej przypisane przedmioty. Nie bez powodu padło na magiczne stworzenia. Z tego względu, że odziedziczył wiedzę i zdolności w tym kierunku po matce. O staż mógł także być spokojny, gdyż jego dziadek pracował w Ministerstwie Magii, w Departamencie Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami.
Nicholas jednak celował wyżej. Nie tylko interesowało go życie pośmiertne istot, ale i sama śmierć. Jej przebieg, co się zmieniało w ciele, co czuła dusza. Często pozwalał sobie na rozmowy z duchami, ciekawym będąc ich przeszłości, śmierci i nieżycia obecnego, będąc uwięzionym w jednym miejscu. Czy przywiązanym. Czy chcieliby odejść, czy wolą zostać.
Gdy trafiał jeszcze parę razy do damskiej łazienki, w której przebywała Marta, widząc zamieszania, albo wystraszone zbłąkane uczniowskie dusze, posyłał jej lekki uśmiech, jakby przypominał o ich ostatnim spotkaniu. Czasami wdając się w zaczepne sprzeczki. Nie bał się jej, bo była duchowym dzieckiem. Nie mogła mu nic zrobić, a jedynie przelecieć przez jego ciało czy nakrzyczeć. Była w jego oczach porzuconym skrzeczącym krukiem, którego nikt nie doceniał.
Interesujące jest zaś to, że niektórzy dopiero po śmierci zyskują rozgłos. Mówi się o nich częściej, gdy nie żyją. Spotyka w tym samym miejscu i przypomina się ich tragedię. Mówi się słowa współczucia, które nic jednak nie pomogą. Bo życia im nie przywrócą. I choć istnieje zakazana magia nekromancji, przywracająca życie, wymagająca jednak zdecydowanego doświadczenia, tylko szaleniec zaryzykowałby wszystko, aby po tę magię sięgnąć. Marta zdawała się być pogodzona ze swoim losem. Lecz wciąż przeżywała to samo z roku na rok. Płakała, denerwowała, zaczepiała, krzyczała. Czasem jednak potrafiła normalnie porozmawiać. Nicholas mógł wywnioskować u niej brak panowania nad emocjami. Jej śmierć nie była mu zaskoczeniem, gdy spojrzało się na jej pochodzenie. Mogła być przypadkową ofiarą. Mogła też być wybranym idealnym celem. Bo kto będzie żałował śmieci dziecka zrodzonego w mugolskiej rodzinie?
Ostatni rok szkolny Traversa jako prefekta naczelnego, był ostatnim, gdy widział się z Martą, przeganiając jakiegoś zbłąkanego ucznia. Wtedy też odbyli sobie ostatnie rozmowy, bo gdy ukończył Hogwart, nie planował tu wracać. Nie myślał wtedy, że poszedłby w ślady ojca, aby zostać nauczycielem. Mierzył wyżej. Chciałby osiągnąć więcej, odnaleźć własną drogę rozwoju.