Przywitał się z Lupinową, podając jej na przywitanie rękę. Sprawiała wrażenie sztywnej i chętnie do przestrzegania regulaminowych formułek, co w sumie niewiele zmieniało w tym, jak miał zamiar podejść do tematu.
— Może być dłużej, jeśli nie szybciutko — wzruszył ramionami, uśmiechając się do Diotimy grzecznie. — Czas jednak… cóż, tego nigdy wydaje się nie być dostatecznie dużo — mruknął jeszcze, zanim kobieta zwróciła uwagę na Victorię. Musiały się z dyrektorką szpitala całkiem lubić, skoro imię poleciało im z miejsca nad głowami, jakby to była koleżanka od rozmowach przy herbatce. Już widział, jak te dwie rozsiadają się po godzinach pracy, by omówić wszelkie bolączki związane z sytuacjami wyniknięty podczas dnia pracy. Potem zerknął przelotnie na Victorię, bo niby wiedział że lubiła maczać palce w eliksirach, ale jakoś nie był w stanie wyobrazić jej sobie w roli uzdrowicielki. Może zanadto już mu wpasowała do roli poważnej pani auror, którą okazjonalnie żarła gęś w pośladki. Słysząc jej słowa, pokiwał tylko głową, potwierdzając że tak tak, przepraszają i oczywiście, bardzo się obawiali ze nie zdążą. No i tak, proszę pani Lupin, chodziło o głowę.