05.10.2026, 14:31 ✶
Słysząc pierwszą odpowiedź Anthony'ego, Jonathan musiał włożyć bardzo wiele siły w to, aby nie zawlec go do najbliższego schowka na miotły i nie pokazać ukochanemu, jak bardzo uwielbiał, gdy ten popisywał się swoimi lingwistycznymi zdolnościami.
– Amari… – wymamrotał, ściskając mocniej ołówek. – Hm… Nie. Nie bo od drugiej litery odchodzi kolejne słowo, które w takim wypadku brzmiałoby miewiórka, a nie wiewiórka. Mniejsza o to. – Gwałtownie zamknał krzyżówkę i odłożył ją na pobliski stolik.
– Rozumiem, że Bertie nie wygłaszał ich dobrowolnie? – Bardziej stwierdził, niż zadał pytanie. – Ale tak z całą pewnością majaczą. I te numery… Na daty mi to nie pasuje. Na nic mi to szczególnie nie pasuje. Wydaje mi się, że badali rzeczy, przez które znaleźli się oni w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie. Tylko czemu? Mam tylko nadzieję, że czegokolwiek dowie się od nich Lovegood nie zagrozi i jemu.
Właściwie to zastanawiał się, czy nie wtajemniczyć w to wszystko ordynatora nieco bardziej. Nie, aby informować go o wszystkim co się dzieje w Zakonie, a raczej by w razie wypadku móc załatwić zakonnikom odpowiednią opiekę, lub ochronę w Lecznicy Dusz.
– Może powinniśmy byli im zawiązać oczy – mruknął nagle i dopiero później postanowił podać Anthony'emu pewien kontekst. – Na wypadek, gdyby to parszywe zaklęcie nie kontrolowało tylko ich ust. Mówiłeś o tym ataku Bertiego. Jak to dokładniej wyglądało? – Pokręcił głową. To przecież byłoby absurdalne. Ktoś zapewne po prostu namieszał im w głowach i tyle. – A może przesadzam.
– Amari… – wymamrotał, ściskając mocniej ołówek. – Hm… Nie. Nie bo od drugiej litery odchodzi kolejne słowo, które w takim wypadku brzmiałoby miewiórka, a nie wiewiórka. Mniejsza o to. – Gwałtownie zamknał krzyżówkę i odłożył ją na pobliski stolik.
– Rozumiem, że Bertie nie wygłaszał ich dobrowolnie? – Bardziej stwierdził, niż zadał pytanie. – Ale tak z całą pewnością majaczą. I te numery… Na daty mi to nie pasuje. Na nic mi to szczególnie nie pasuje. Wydaje mi się, że badali rzeczy, przez które znaleźli się oni w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie. Tylko czemu? Mam tylko nadzieję, że czegokolwiek dowie się od nich Lovegood nie zagrozi i jemu.
Właściwie to zastanawiał się, czy nie wtajemniczyć w to wszystko ordynatora nieco bardziej. Nie, aby informować go o wszystkim co się dzieje w Zakonie, a raczej by w razie wypadku móc załatwić zakonnikom odpowiednią opiekę, lub ochronę w Lecznicy Dusz.
– Może powinniśmy byli im zawiązać oczy – mruknął nagle i dopiero później postanowił podać Anthony'emu pewien kontekst. – Na wypadek, gdyby to parszywe zaklęcie nie kontrolowało tylko ich ust. Mówiłeś o tym ataku Bertiego. Jak to dokładniej wyglądało? – Pokręcił głową. To przecież byłoby absurdalne. Ktoś zapewne po prostu namieszał im w głowach i tyle. – A może przesadzam.