Lepszym pytaniem do postawienia byłoby to, czego właściwie w jej torebce nie dałoby się znaleźć. Prudence starała się być w końcu gotowa na wszystko, ale te buty… na pomysł noszenia przy sobie zapasowego obuwia faktycznie nie wpadła. Benjy więc zasiał w niej odrobinę niepewności, jakże mogła nie pomyśleć o czymś tak istotnym?
- Dwie pary? - Uniosła nieco brew, a później przeniosła wzrok na swoją torebkę. Gdyby użyła odpowiedniego zaklęcia to na pewno udałoby się jej je zmniejszyć, dzięki czemu faktycznie zmieściłyby się w torebce. Być może była to jakaś opcja, gorzej jakby nie było ono trwałe i nagle postanowiłyby opuścić jej torebkę, może jednak powinna postawić po prostu na nieco większe gabaryty, przerzucić się na plecak? To też była jakaś opcja. Później znowu podniosła wzrok i spojrzała na swojego chłopaka bardzo sceptycznie, najwyraźniej sobie z niej w tej chwili żartował. - Poza liną i saperką mam w torebce wszystko, co wymieniłeś, no oczywiście nie licząc butów na zmianę. - ale je już wymienili. Prudence naprawdę lubiła być gotowa na wszystko, mieć pod ręką najbardziej potrzebne rzeczy, bo przecież nigdy nie wiadomo, kiedy i co może się właściwie przydać, a jak wiadomo strzeżonego Matka strzeże.
Faktycznie temat zawartości jej torebki bardzo szybko zajął jej myśli. Przestała wracać w swojej głowie do tej nieszczęsnej kolacji, która okropnie napsuła jej krwi. Pewnie później to do niej wróci, ale chwilowo przeskoczyła na zastanawianie się nad asortymentem swojej torebki, łatwo poszło. Nie tak dużo było trzeba, żeby odwrócić jej uwagę, wystarczyła drobna sugestia, a ona zaczynała swoją analizę.
W końcu znaleźli się przed ołtarzem i wypadało skupić się jeszcze nad czymś zupełnie innym. Mieli złożyć dary, podziękować Matce za to, co ich spotkało i być może poprosić ją o coś. Prue nie miała w zwyczaju narzekać, rozwodzić się nad swoją przeszłością, wydawało jej się, że nic nie działo się bez przyczyny, naprawdę starała się być wdzięczna za to, co miała. Nie porównywała się do innych, nie miewała wygórowanych oczekiwań, ceniła sobie spokój, właściwie więc być może to była jedna z niewielu rzeczy, o którą mogła prosić. Naprawdę chciała, aby Matka chociaż przez chwilę pozwoliła jej być taka szczęśliwa jak była teraz.
Spoglądała dłuższą chwilę na posąg, wpatrywała się w niego bardzo intensywnie. Dziękowała za to, co ostatnio jej się przytrafiło, za to, że w jej życiu pojawiła się odrobina koloru po tych kilku nieszczególnie przyjemnych latach. Pomyślała też o tym, że jeśli da jej jeszcze odrobinę czasu, jeśli pozwoli jej się tym cieszyć jak najdłużej to na pewno to odpowiednio wykorzysta.
Po dłuższej chwili spojrzała na swojego chłopaka. Naprawdę wiele to dla niej znaczyło, że byli tutaj razem, że pojawili się w Kowenie, razem złożyli te dary, niby nic wielkiego, ale w ich przypadku pewnie miał to być pierwszy i ostatni raz, gdy znaleźli się w podobnej sytuacji. - Prawda, nie można nam zarzucić tego, że nie postępowaliśmy zgodnie z procedurami. - Powiedziała jeszcze, po czym odwróciła się od ołtarza i powoli zaczęła kierować w stronę wyjścia. Nic tu po nich.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control